• facebook
  • rss
  • Kurkuma i samotne anioły

    Marcin Wójcik

    |

    Gość Łowicki 24/2012

    dodane 14.06.2012 00:00

    Pamięci radiowca. Wiedział, kto zagrał drugoplanowe role w „Krzyżakach” i „Potopie”, ale pewnego dnia nie mógł sobie nawet przypomnieć, że Kmicic to Daniel Olbrychski, a Małgorzata Braunek jest Oleńką Billewiczówną.

    Kurkuma pochodzi z rodziny imbirowatych i rośnie głównie w Indiach. Bylina ta mylona jest z szafranem, jednak ten nie pochodzi z rodziny imbirowatych, tylko kosaćcowatych. Wbrew pozorom, bazą kurkumy jako przyprawy nie są jej żółte liście, ale kłącza, które gotuje się, a następnie suszy. Ma szerokie zastosowanie w kuchni: barwi przyprawy na żółto, nadaje smak i zapach Orientu. Mówi się, że odmładza organizm, a nawet – uwaga, panie – wygładza zmarszczki! Ale do domu Krzysztofa i Małgorzaty Michalskich z Kutna ta aromatyczna przyprawa trafiła w zupełnie innym celu.

    Szczaw

    Pokój Krzysztofa obłożony jest książkami, tak że nie ma tu miejsca na przybicie obrazu albo powieszenie makatki. Na półkach leżą Sienkiewicz, Mickiewicz, Słowacki, historia sztuki i historia powszechna. Są też stare gzymsy, fragmenty murów, anioły z poobijanymi skrzydłami, które Krzysztof wynosił ku pamięci z kamienic przeznaczonych do rozbiórki. Pod oknem są biurko i komputer – miejsce, gdzie zrodzony w głowie pomysł stawał się dźwiękiem. Od jakiegoś czasu pokój ten milczy, bo pan książek i biurka przestał tu przychodzić, przestał zdmuchiwać kurz z Mickiewicza i gładzić anioły po zranionych skrzydłach.

    Krzysztof Michalski pracował w Polskim Radiu Łódź, gdzie zaczynał karierę 15 lat temu jako korespondent z Kutna, wcześniej współpracował z „Gazetą Wyborczą”. Awansował w 2006 roku, gdy został członkiem zarządu łódzkiej rozgłośni. Specjalizował się w reportażu i był nawet pomysłodawcą Ogólnopolskiego Konkursu Reportażu Radiowego i Form Dokumentalnych w Kutnie. Nie przepadał za nadętymi tematami, więc zdarzały mu się takie, jak ten o szczawiu, co rośnie na łące i coraz rzadziej trafia na talerz, bo wypierają go niemieckie szparagi i sałata rzymska. Interesowali go również ludzie, na pozór zwyczajni, jak uczeń gimnazjum Maciej Zgądek, którego pasją była nauka języków. O nim powstał reportaż „Prądek”. Dzisiaj Maciej Zgądek jest studentem Uniwersytetu Warszawskiego na kierunkach prawa i lingwistyki stosowanej oraz stypendystą jednej z renomowanych kancelarii prawnych w Warszawie. Za swoją pracę dziennikarską i walkę z opozycją w latach komuny Krzysztof otrzymał w 2011 roku od prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Również minister kultury i dziedzictwa narodowego uhonorował go odznaką zasłużonego działacza kultury.

    33 milimetry

    Pewnego dnia żona Krzysztofa – Małgorzata – odebrała od niego telefon, ale ten telefon był inny od wszystkich wcześniejszych, tak, że zmroziło ją, choć był sierpień. Krzysztof powiedział, że się źle czuje i nie wie, gdzie jest, jakby stracił pamięć. Małgorzata, zgadując, pojechała do kutnowskiej siedziby radia i tak, jak się spodziewała, znalazła tam Krzysztofa, półprzytomnego. – Lekarz w szpitalu stwierdził, że był to atak padaczki, że może się przydarzyć bez wcześniejszych objawów. Jednak późniejsze badania pokazały glejaka wielopostaciowego, czyli guza mózgu, najcięższego z możliwych. Zdecydowaliśmy się na operację, guz miał 33 milimetry – mówi Małgorzata. Te 33 milimetry przez następne miesiące uruchomiły w Małgorzacie lawinę wspomnień... Byli studentami i najbardziej cenili sobie wakacje z paczką znajomych nad Bałtykiem. Zanim ruszyli w stronę morza, pracowali dorywczo w podkutnowskich sadach przy zbiorze wiśni. Zupełnie inaczej smakowała flądra z rusztu kupiona za własne pieniądze niż za pieniądze rodziców. Ale w wakacje próbowali też podhalańskiego oscypka, pływali w Solinie, wdrapywali się na połoniny. I w ten sposób również rodzice dołożyć się musieli do letnich wypraw, bo studenci już nad morzem wiśnie przejadali. Albo wspominała Małgorzata wyprawy nad Bałtyk, ale już z córkami – Martą i Alicją. Zawsze trwały długo, bo Krzysztof miał potrzebę zwiedzania po drodze wszystkiego. Było pole bitwy w Grunwaldzie i Zamek Krzyżacki w Malborku, miejsca ważne na kartach historii, ale i te mniej znaczące. Lubili spacery po plaży. Dziewczyny pluskały się w Bałtyku, Krzysztof robił zdjęcia. Później szli boso na rybę do baru przy plaży. Między zębami zgrzytały ości, między palcami u nóg szurał piasek... Obrazek, który zostanie w głowie Małgorzaty na zawsze.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół