• facebook
  • rss
  • Czekoladki klaszczą

    dodane 28.06.2012 00:00

    Jedna z najliczniejszych i najstarszych grup pielgrzymujących na Jasną Górę, która idzie z Łowicką Pieszą Pielgrzymką Młodzieżową, to grupa brązowa. Jej początki sięgają połowy lat 80. XX wieku.

    I – jak zapewniają najstarsi pielgrzymi – zarówno jej powstanie, jak i charakter należy wiązać z osobą ks. prał. Mieczysława Iwanickiego, który – po objęciu parafii w Rawie Mazowieckiej – rozpoczął pielgrzymowanie z Warszawską Pieszą Pielgrzymką Metropolitalną.

    Łącznik pokoleń

    – To były inne czasy. Na początku była nas garstka, ale grupa szybko się rozrastała. W rekordowym roku szło nas 700. Dziś mocno zeszczupleliśmy, bo na pielgrzymi szlak wyrusza około 200 osób – mówi ks. Iwanicki, wieloletni przewodnik grupy brązowej.

    –Niemal od początku istniała u nas dwuczłonowość. Część osób rozpoczynało pielgrzymowanie od Warszawy, a część dopiero od Chociwia. Pamiętam, że zawsze nas tam bardzo uroczyście witano. Raz nawet robił to prymas kard. Józef Glemp – opowiada prałat. Po powstaniu diecezji i utworzeniu ŁPPM grupa brązowa w całości przeniosła się do niej. Pomimo zmiany pielgrzymki i trasy, nie zmieniła swojego charakteru. Nadal pozostała mocno zdyscyplinowaną i rozmodloną grupą, w której sporą część stanowili dorośli. – Mówiąc o brązowej, koniecznie trzeba powiedzieć, że jest to jedyna grupa, w której nie zmienia się przewodnik. W pozostałych ośmiu co kilka lat ster przejmuje inny kapłan – zauważa ks. Zbigniew Kaliński, który od roku pełni funkcję drugiego przewodnika. Ksiądz prałat jest łącznikiem między pokoleniami. To jemu grupa zawdzięcza nie tylko ciągłość, ale także pobożność. – Szedłem już w pięciu grupach i mogę stwierdzić, że ta jest szczególnie rozmodlona. Tu ton nadaje ksiądz Iwanicki, który od kilku lat jest także ojcem duchowym całej pielgrzymki. Nie bez znaczenia jest również fakt, że chodzi w niej wielu doświadczonych i dojrzałych pątników, którzy na Jasną Górę pielgrzymują już kilkadziesiąt razy, jak na przykład Renata Firek czy Kazimierz Kocik – wyjaśnia ks. Kaliński. – Nie wiem, czy jest się czym chwalić, ale staż mam podobny do naszego księdza prałata. W tym roku z łowicką pójdę po raz 16. Wcześniej 15 razy szedłem z warszawską i raz z rawską, której nie zapomnę do końca życia – wylicza Kazimierz Kocik. – Były to czasy komuny. Przed wyjściem postawiłem na swoim polu duży krzyż. Pielgrzymowanie było zabronione. Przez całą drogę szliśmy po dwie, trzy osoby. Dochodząc do miejsca noclegu, chowaliśmy się w lesie, skąd nocą zabierali nas do swoich stodół gospodarze. Dopiero w Częstochowie połączyliśmy się w grupę. Wtedy polubiłem modlitwę w drodze. Dziś nie potrzebuję zaprawy przed pielgrzymkami, bo kilka razy w tygodniu pieszo chodzę do kościoła. To jakieś 7 kilometrów w jedną stronę – opowiada K. Kocik, który zapewnia, że od kiedy jest w brązowej, nigdy nie myślał o zmianie grupy.

    Sposób na bąble

    Bez wątpienia wpływ na atmosferę panującą w brązowej ma to, że przez dwa dni idzie ona przez swój teren. – Fakt, że jesteśmy u siebie, sprawia, że pielgrzymka jest ważnym wydarzeniem w rejonie. Przez wiele lat zwłaszcza na apel w Wysokienicach, który prowadziła grupa brązowa, przyjeżdżały całe rodziny pątników, a także osoby, które z różnych powodów nie mogły wyruszyć w drogę. I – co ważne – nigdy nie zakłócały jej rytmu, a wręcz przeciwnie. Wtedy mocno czuliśmy, że nawet ci, którzy zostają w domu, idą z nami. Od dwóch lat apel zastąpiły nieszpory z adoracją Najświętszego Sakramentu. I choć forma się zmieniła, nadal uczestniczy w nich wiele osób z zewnątrz – opowiada ks. M. Iwanicki. – Chcąc się pochwalić, trzeba powiedzieć, że grupa brązowa to też miejsce, gdzie rodzi się wiele powołań zakonnych i kapłańskich, czego dowodem jest zawsze duża liczba kleryków w niej pielgrzymujących – wtrąca ks. Z. Kaliński. Rozmawiając z pątnikami o tym, co ich wyróżnia, większość – poza stażem i pobożnością – wskazuje także na silną grupę muzyczną, w której nie brakuje osób nie tylko śpiewających, ale także piszących dla grupy piosenki. Jedna z nich – „Czekoladki, klaszczcie w dłonie” – już od lat jest hitem grupy. – Od kiedy zostaliśmy czekoladową grupą, wszyscy polubiliśmy ten kolor. Na początku nie bardzo się nam podobał. W pierwszych latach trudno było też kupić jakieś brązowe ubranie. Czekolada zmieniła wszystko! Dziś, gdy spotykamy w sklepie coś w kolorze naszej grupy, natychmiast to kupujemy – śmieje się Renata Firek, która – podobnie, jak prałat Iwanicki – sięga pamięcią do początków grupy. Wspominając, opowiada o czasach, gdy liczyła ona kilkaset osób, o pielgrzymowaniu, na które zaprosił młodzież Jan Paweł II, i o gospodarzach, którzy po przyjęciu pątników pakowali plecaki, zamykali domy i wyruszali w drogę. – Gdy myślę o pielgrzymkach, zawsze przed oczami staje mi osoba prałata, który nie tylko ją prowadzi, ale zawsze jest także sługą konfesjonału. To on uczył nas, po co wyrusza się w drogę. Od niego też wiele osób dowiedziało się, jak radzić sobie z trudnościami. Dzięki niemu w brązowej wszyscy wiedzą, że najlepszym sposobem na bąble jest moczenie nóg w ciepłej wodzie z solą i octem... – mówi pani Renata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół