• facebook
  • rss
  • Pod skrzydłami... pelikana

    dodane 26.07.2012 00:00

    Ostatni etap przed Jasną Górą część Księżaków pokonuje w strojach łowickich, bo – jak twierdzą – wędrówka w wełniaku i długich butach to najlepszy moment na rozmowę z Maryją.

    WŁowickiej Pieszej Pielgrzymce Młodzieżowej nie mogło zabraknąć grupy, w której do Częstochowy wędrowaliby mieszkańcy Łowicza i okolic. Grupa zielona – zwana także łowicką – podobnie, jak brązowa czy błękitna, swoimi korzeniami sięga Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej, do której przez wiele lat dołączała w Miedniewicach. Licząca dziś ponad 160 osób zachwyca kolorowymi wełniakami i przywiązaniem do tradycji, zgodnie z którą na początku grupy zawsze niesiona jest niebieska flaga z pelikanem będącym herbem miasta.

    Prorocze bąble

    Od początku istnienia grupy przynajmniej kilkanaście osób ostatni, 8-kilometrowy odcinek pokonuje w strojach łowickich. Część z nich, nie mając swoich wełniaków, specjalnie na ten czas pożycza je od znajomych. – Wchodząc na Jasną Górę, chcemy pokazać się Matce Bożej w naszych regionalnych strojach, które nosimy także podczas Bożego Ciała i innych uroczystości – mówi Natalia Gładka, studentka, od gimnazjum związana z kilkoma zespołami folklorystycznymi. – Te ubrania są naszą dumą i znakiem rozpoznawczym. By pięknie się prezentowały, na kilka dni przed pielgrzymką musimy je przygotować. Fartuchy i łowickie bluzki, zwane bielonkami, krochmalimy i prasujemy. Do walizek pakujemy także różnokolorowe korale, czerwone wstążki, chustkę lub wianek i wyczyszczone buty, które w chwili zakładania na zbolałe nogi wymagają samozaparcia – mówi Natalia. Pielgrzymowanie w wełniaku ważącym od 10 do 15 kg, długich czarnych butach i ciężkich koralach ma też swoje dobre strony. Jak zapewniają Księżacy, w takim stroju, który wymaga ofiary i trudu, łatwiej rozmawiać z Maryją o swoich kłopotach i zmartwieniach, a także włączać się w wielowiekową tradycję łowickiego pielgrzymowania. – Pierwszy raz, wchodząc na Jasną Górę w stroju ludowym, poczułam łączność z majową Łowicką Pieszą Pielgrzymką, z którą związane są moja babcia, mama i część rodziny. Moje pielgrzymowanie było jak chodzenie po ich śladach. Ta ciągłość mnie wzruszyła. Podobnie jak bąble na nogach, które zrobiły mi się dopiero w momencie, gdy założyłam buty łowickie. Zgodnie z pielgrzymkową teorią, osoby, które całą drogę przeszły bez otarć i pęcherzy, mają powołanie do zakonu. Jak widać, ja mam być żoną i matką – mówi z uśmiechem Natalia.

    Bez taryfy ulgowej

    Opisując grupę łowicką, warto podkreślić, że folklor i powiązanie z pielgrzymką majową to niejedyne elementy, z których znana jest „zielona”. Chodzący z nią przewodnicy chętnie mówią o jej zdyscyplinowaniu, karności i pobożności. Przez wiele lat w grupie pielgrzymował najstarszy z pątników – Zbigniew Urcus z Arkadii, którego znali wszyscy. – Ostatni raz szedł z nami, mając 88 lat – wspomina Stanisław Czubak, wieloletni porządkowy. – Był on niezwykle wytrwałym pątnikiem, który do Częstochowy chodził dwa razy w roku. W maju z pielgrzymką łowicką i w sierpniu z młodzieżową. W ostatnich latach nie był już w stanie dotrzymać kroku grupie. Szedł swoim tempem. Na nocleg docierał czasem nawet dwie godziny później. Niewiele było mu potrzeba. Nieraz widziałem, jak spał skulony w jakimś kąciku. Był dla nas wzorem pobożności i bezgranicznego zaufania Maryi. Do dziś podczas drogi zawsze polecamy jego duszę Bogu – opowiada pan Stanisław, nazywany przez pielgrzymów „drugim przewodnikiem”, dyskretnie czuwającym nad ciągłością i zwyczajami. Z grupą zieloną pielgrzymował także najmłodszy pątnik, mający rok i 9 miesięcy, który – co ważne – większość trasy pokonał na własnych nogach. Do wózka wkładano go wówczas, gdy się okazywało, że idąc, śpi w najlepsze. Przywiązanie do tradycji, dążenie do celu i duma to bez wątpienia cechy, z których słyną Księżacy. – Jak coś sobie postanowią, żadną siłą nie można ich od tego odwieść. Nieraz zdarzało się, że w konkretnej intencji jakaś osoba całą drogę niosła tubę czy wzmacniacz. Co roku wiekszość pielgrzymów stanowią także maturzyści, którzy modlą się nie tylko o zdanie egzaminu, ale i o pomoc w wyborze drogi życiowej. Prosząc, nie szczędzą trudu i wysiłku. Nie ma się więc co dziwić, że Matka Boża ich wysłuchuje – podkreśla Stanisław Czubak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół