• facebook
  • rss
  • Osada zepsuta od środka

    Marcin Wójcik

    |

    Gość Łowicki 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    Nie chcą być zabytkiem. Bo myśmy myśleli, że jak już będziemy tym Pomnikiem Historii, to traktować nas będą z należnym szacunkiem, a tymczasem czujemy się jak niechciane dzieci.

    Uroczystość była podniosła. W Pałacu Prezydenckim stawili się prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski, minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski oraz władza Żyrardowa w postaci prezydenta Andrzeja Wilka. Po gratulacjach nastąpiło oficjalne przekazanie dokumentu potwierdzającego uznanie żyrardowskiej osady fabrycznej za Pomnik Historii.

    W tym samym czasie w Żyrardowie Halina wynosiła z piwnicy drugą tonę węgla, żeby jej zabytkowy sufit nie zaszedł większą pleśnią. Nie lubi schodzić do piwnicy. Nie, nie chodzi o to, że wiadra z węglem ciężkie, a ona coraz lżejsza, nie chodzi o to, że ma odciski na dłoniach od dźwigania. Chodzi o młode szczury, które przelecą nieraz po butach albo skończą pod butami.

    Eden

    Ceglana osada powstała w XIX wieku dla robotników pracujących w Zakładach Lniarskich. Na ich potrzeby zostało wybudowane całe miasto, bo nie tylko budynki mieszkalne, zwane ceglakami, ale i sklepy, kościoły, ochronka, resursa, dom ludowy, szpital. Był park – piękny, z ławeczkami. Były również staw i kaczki. Wielu chciało żyć w mieście idealnym. Więc ściągali do Żyrardowa mieszkańcy Królestwa Polskiego, jak do edenu. Wytwarzane w Żyrardowie lniane płótna trafiały na salony Wiednia, ale także do carskich komnat. Nie było takiej drugiej lnianej fabryki w Europie, z takim prestiżem i uznaniem. Żyrardowski len dobrze się rozprowadzał również za komunistów, ale do czasu. – Miłowałam robotę w fabryce, byłam nawet przodownicą pracy i moje zdjęcie wisiało w Pałacu Kultury i Nauki – mówi Stefania Ziombek. – Byłam brakarką włókna krótkiego, a potem włókna długiego. Wtedy jeszcze len był pożądany, nie to, co dzisiaj. Upadek Zakładów Lniarskich nie był jednorazowy, bo zakład upadał etapami. Zamykano oddziały, wyłączano maszyny, zwalniano prządki. Dlatego dzisiaj w przędzalniach są ekskluzywne lofty, w których pomieszkują warszawskie gwiazdy. Tylko robotnicy nie zmienili miejsca zamieszkania i dalej gnieżdżą się w klitkach pamiętających czasy edenu.

    Szczurzyska

    – W czasie wojny pozwolono w tym ceglaku mieszkać mojej rodzinie i tak już zostało – mówi emerytka Ewelina Kwiatkowska, która siedzi na plastikowym krześle przy płocie. – W młodości podchodziłam z moim chłopcem pod okna i chwaliłam się, że tutaj mieszkam. W pięknym ceglaku, z ogródkiem pełnym kwiatów. Ludzie byli kulturalni, czytali książki, mówili sobie „dzień dobry”, nie hałasowali. Teraz tego nie ma. A ja, proszę pana, strasznie zdziczałam – Ewelina macha ręką w geście pożałowania. – Kiedy tutaj się wychowywałam, to jeszcze nie wstydziłam się tego adresu – mówi Małgorzata Marczak, córka Eweliny. – Teraz ceglaki – mimo że w centrum miasta – są zapuszczone i tylko szczury się gnieżdżą. Tak, wielkie szczurzyska. Moja siostra przygotowała kiedyś dziesięć kotletów do pieczenia, odwróciła się na chwilę i kiedy zaczęła na nowo liczyć, okazało się, że zostało siedem. Innym razem szczur wskoczył jej na ramię, chyba z szafy. Może niech tam w mieście najpierw zajmą się odszczurzaniem tego Pomnika Historii, a później się nim chwalą – proponuje Małgorzata.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół