• facebook
  • rss
  • Kawalerka pod mostem

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 33/2012

    dodane 15.08.2012 00:00

    – Choć jestem bezdomny, ciągle mam nadzieję, że wyciągnięty ze śmietnika obrazek Chrystusa pomoże mi stanąć na nogi – mówi Mieczysław Wasilewski z Kutna.

    Pod koniec maja pod mostem przy ul. Troczewskiego w Kutnie swoje mieszkanie urządził 60-letni pan Mieczysław. Ma tam materac z prześcieradłem i pościelą, małą szafkę, stolik i coś, co choć nie przypomina kuchni, spełnia taką rolę. Szafę zastępują mu dwa sznurki, na których rozwiesił ubrania. Większość z nich jest czysta, jakby chwilę temu wyjęte z walizki. Obok dżinsów, kurtek i swetrów, nie sposób nie zauważyć eleganckiego garnituru, białych koszul i krawatów.

    Jest też kilka par butów, toreb i mała sterta naczyń. Większość z tych rzeczy pamięta lepsze czasy, w których w mieszkaniu stał kolorowy telewizor i nikt od stołu nie odchodził głodny.

    Rodzinne tajemnice

    – Moja zła passa zaczęła się 9 lat temu, po śmierci żony. Po jej odejściu przez pewien czas mieszkałem z synem w kawalerce w Lesznie – opowiada Mieczysław Wasilewski. – Ale od kiedy sprowadził do domu swoją kobietę, zaczęło między nami dochodzić do awantur. Jak popili, lecieli do mnie z rękami. Opuściłem mieszkanie i przeniosłem się do matki. Kiedy zameldowała mnie u siebie, myślałem, że wszystko będzie dobrze. W ciągu tygodnia dorywczo pracowałem na wsi u gospodarzy. Robiłem w polu i przy zwierzętach. Nie była to łatwa praca, bo – jak wiadomo – u chłopa trzeba być mocnym, głupim i nie znać się na pieniądzach. Na sobotę i niedzielę przyjeżdżałem do matki. W ostatnim czasie podupadłem na zdrowiu. Nie miałem siły dźwigać, dostałem przepukliny, a na żuchwie zaczął mi rosnąć jakiś guz – wspomina. Sytuacja pana Mieczysława zdecydowanie pogorszyła się po śmierci matki, która zmarła w styczniu 2012 roku. Dwa dni po pogrzebie do jego drzwi zapukał znajomy, który poinformował go, że jest właścicielem mieszkania zmarłej kobiety. Miał przy sobie kopię aktu notarialnego. Wyjaśnił, że od dwóch lat opłacał rachunki i wypłacał kobiecie rentę. – Zrozumiałem wtedy, że zostałem przez matkę oszukany. Jasne też stało się dla mnie, dlaczego po jakimś czasie kazała mi się wymeldować. Przekonała mnie, że jak będzie sama, to dostanie pielęgniarkę i dodatek z pomocy społecznej. Uwierzyłem. A to wszystko było na potrzeby tej umowy. Nie mogę jej tego wybaczyć – mówi rozżalony Wasilewski, który po opuszczeniu mieszkania i nieudanych próbach znalezienia pracy zamieszkał pod mostem. – Cóż było robić? Rodzina nie chciała mi pomóc. A że nie lubię się prosić, znalazłem inne wyjście. Póki nie ma zimy, da się wytrzymać. Dookoła świeże powietrze, jest gdzie się przespać. Nocą odwiedza mnie jeż, który przychodzi do łóżka. W tym swoim Wersalu nie mam tylko łazienki. Potrzeby załatwiam w śliwkach. Choć mieszkam obok Ochni, po wodę na herbatę chodzę do hydrantu. W wodzie z rzeki tylko się myję i piorę ubrania. Najtrudniejszy do zniesienia jest ból związany z guzem. Z badań, jakie mi robili, wyszło, że jest to rak żuchwy. Kto wie, może już niebawem moja tułaczka się skończy? Czasem tylko, gdy patrzę na tego Jezusa, którego wyciągnąłem ze śmietnika razem z książeczką do nabożeństwa, ufam, że dostanę jeszcze jedną szansę, mimo że nie zawsze byłem święty. Każdego dnia Go o to proszę – mówi pan Mieczysław.

    Zadeklarowana pomoc

    Sprawa bezdomnego kutnianina, którego los opisała „Gazeta Lokalna”, wywołała niemałe poruszenie. Na forach internetowych jego sytuacja jest szeroko komentowana. Internauci nie zostawili suchej nitki na rządzie, władzach miasta, pomocy społecznej i samym bezdomnym. Wszyscy są zgodni co do jednego: „dom” pod mostem nie jest miejscem godnym człowieka. Ale poza współczuciem nie brakuje też słów krytyki pod adresem schorowanego 60-latka.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół