• facebook
  • rss
  • Korepetycje z wózka

    dodane 15.08.2012 00:00

    Choć sam niewiele mówi, na brak przyjaciół nie może narzekać. Przez całą drogę chętni do pchania jego wózka ustawiają się w kolejce.

    Ostatnią z dziewięciu grup wchodzących w skład Łowickiej Pieszej Pielgrzymki Młodzieżowej jest biało-żółta. Wędrują w niej pątnicy z Kutna i okolic. Przez kilka lat na Jasną Górę szło w niej około 90 osób. W tym roku liczba ta zmniejszyła się do 60. Warto dodać, że spadek liczebności jest zjawiskiem powszechnym, obserwowanym w każdej grupie. Przez ostatnie cztery lata przewodnikiem biało-żółtych był ks. Krzysztof Przesmycki. W tym roku ster przejął neoprezbiter ks. Jacek Zieliński.

    Znaczek na kółkach

    Od 13 lat z mamą i ciocią na Jasną Górę pielgrzymuje w tej grupie niepełnosprawny Mariusz Poszwiński, mówiący o sobie „Leluj”. Jak zapewniają idący z nim pątnicy, jego obecność jest dla nich darem i świadectwem. – Jest on pewnego rodzaju nauczycielem, który udziela nam korepetycji z wzajemnej pomocy i życzliwości – mówi Łukasz Sierka. – Samo patrzenie na jego wysiłek, radzenie sobie ze zmęczeniem i nieustanną radość, którą obdarza wszystkich, ciągnie nas ku górze i pionuje.

    Pełni podziwu jesteśmy też dla jego mamy i cioci, które przez całą drogę się nim opiekują – dodaje. – Bez pomocy całej grupy same nie dałybyśmy rady – wtrąca Krystyna Poszwińska, mama Mariusza. – Na szczęście młodzież ciągle nas wspiera, za co jesteśmy jej bardzo wdzięczne. Do pchania wózka nieraz ustawia się kolejka. Mariusz działa jak magnes. Trzeba przyznać, że Bóg dał mi wyjątkowo dobre dziecko, które – mimo swojej niepełnosprawności – jest kontaktowe, pogodne i nigdy nie sprawia problemów. Patrząc na niego, jestem spokojna, że nikt przez niego nie zapłacze. Matki zdrowych dzieci nie zawsze mogą mieć taką pewność. Proszę na niego tylko spojrzeć. W jego uśmiechniętych oczach zawsze widać coś Bożego. Kiedy zaczyna po swojemu śpiewać, modlić się i klaskać, wiem, że to uwielbienie musi podobać się Bogu – mówi ze wzruszeniem pani Krystyna. Podobnego zdania jest także ciocia Mariusza Grażyna Gosztych, która nie ukrywa, że chłopak jest jej pupilkiem. – Gdyby go tu nie było, wszyscy bylibyśmy o wiele ubożsi. Widząc jego zaangażowanie, które wyraża się choćby w tym, że przynajmniej przez jeden etap chce wieźć krzyż, znaczek czy choćby trzymać kabel od głośników, wszyscy stajemy się bardziej ofiarni – zauważa pani Grażyna. Przez 13 lat pielgrzymowania Mariusz zjednał sobie nie tylko swoich biało-żółtych braci, ale także gospodarzy, u których nocuje. Wielu z nich na kilka dni przed pielgrzymką telefonuje i po raz kolejny zaprasza go do swojego domu.

    Dobrotka i medyczna obstawa

    W tym roku po raz pierwszy, poza Mariuszem, w grupie biało-żółtej z Łowicza do Makowa w wózku pielgrzymowała także najmłodsza uczestniczka pątniczego szlaku, roczna Dobrotka Sierka, której rodzice 9 lat temu poznali się na pielgrzymce. Od tamtego czasu oboje nie wyobrażają sobie, by choć jednego dnia nie spędzić na pielgrzymim szlaku. – Od lat zawsze planujemy nasze urlopy na sierpień. Nie wyobrażamy sobie, by w tym czasie robić coś innego. Podobnie myśli wiele innych osób – mówi Łukasz Sierka. – Na ile to możliwe, staramy się też angażować w służby. Ja od lat jestem porządkowym. Jako starszy sierżant policji nie mam kłopotu z utrzymaniem porządku. W tym roku pełnię jedynie funkcję kierowcy Dobroci – dodaje z uśmiechem Łukasz. – Niektórzy dziwili się, że wyruszyliśmy z tak małym dzieckiem. Gdyby nie to, że Dobrotka nie lubi jeździć w wózku, doszlibyśmy do samej Częstochowy, bo mamy za co dziękować Matce Bożej – wtrąca Justyna, żona Mariusza, co chwilę zerkając na swoją pociechę, która przymierza okulary, rozdaje cukierki i odpowiada na zaczepki biało-żółtych sióstr. Kto wie, może za rok lub dwa na pielgrzymce pojawią się kolejni szczęśliwi rodzice, którzy w grupie kutnowskiej mogą być spokojni nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale i opiekę medyczną. Od lat bowiem z biało-żółtymi pielgrzymuje kilku studentów medycyny, którzy profesjonalnie opatrują obolałe nogi. – Na ich pomoc zawsze możemy liczyć. Czasem żartujemy, że po takiej zaprawie i praktykach w drodze nic już ich nie zaskoczy – żartuje ks. Jacek Zieliński. Warto wspomnieć, że dla pątników grupy biało-żółtej pielgrzymowanie nie kończy się po dojściu na Jasną Górę. Przez cały rok, raz w miesiącu, większość z nich spotyka się na wspólnej Eucharystii i spotkaniach popielgrzymkowych, na których – poza modlitwą, serwisami informacyjnymi, co u kogo się dzieje – króluje także karpatka, ulubione ciastko przewodnika.nap

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół