• facebook
  • rss
  • Kawał dobrej roboty

    Agnieszka Napiórkowska

    dodane 02.09.2012 14:40

    Bazylika katedralna w Łowiczu w Ogólnopolskim Konkursie „Modernizacja Roku 2011” zdobyła I nagrodę. Zaszczytny tytuł i ładna statuetka to dowody, że wykonano tu dobrą robotę.

    W tym samym konkursie katedra zajęła także III miejsce w głosowaniu internetowym. Muszę przyznać, że tak wysoka lokata ucieszyła mnie tak samo, jak ta pierwsza. A może nawet  bardziej. Dlaczego? Bo to znaczy, że głosowała na nią rzesza Kowalskich, Nowaków, Rybusów czy Kozłowskich. I choć nie wiadomo, jakie mieli wykształcenie, wiek i poglądy, swój głos oddali właśnie na łowicką katedrę. Bo im się spodobała. Tak po prostu. I – co ważne – łowiczanie wygrali z wieloma miastami, w których liczba mieszkańców jest kilka, a nawet kilkanaście razy większa. Patrząc na bazylikę, która po modernizacji zachwyca zarówno z zewnątrz, wewnątrz, jak i z góry, mam wrażenie, że na głosy, które dały jej miejsce na podium, miało wpływ wiele czynników.

    Jednym z nich i pewnie najważniejszym jest niezaprzeczalne piękno Mazowieckiego Wawelu, ale także wszystko to, co się w Łowiczu dzieje w obszarze kulturalno-religijno-społecznym. Jeszcze kilkanaście lat temu w okolicznych miastach o Łowiczu próbowano wypowiadać się z nutą pogardy. Kolorowe stroje, folklor i tradycje uznawano za zaściankowe i śmieszne. A tu proszę, to, co obśmiane, stało się kurą (a nawet kogutkiem!) znoszącą złote jajka. Dziś mieszkańcy z tych samych miast przyjeżdżają tu, by kupić sobie kubeczki z wzorem łowickim, torby, korale, koszulki, serwetki, krawaty, długopisy czy zapalniczki. Kupując, żałują, że ich budżet jest ograniczony, bo rzeczy, które chcieliby mieć, jest znacznie więcej.

    Podobnie reagują turyści z oddalonych o wiele kilometrów miejscowości. Ostatnio odwiedziła mnie przyjaciółka ze Śląska. Chodząc po katedrze, szeptała z zachwytem, że mamy czym się chwalić. Była też w skansenie i patrzyła, jak młodzież, zamiast ślęczeć przy komputerze, uczy się malować biżuterię (której nie omieszkała kupić). Najtrudniej jej było opuścić Cepelię, w której co rusz znajdowała rzeczy wyjątkowe, oryginalne i piękne. Niektóre pozostały w sferze marzeń (rękodzieło kosztuje), inne – jak choćby filcowy pokrowiec na telefon z łowickim haftem – cieszył ją nie tylko w dniu zakupu. Dziś, gdy słyszy: „Łowicz”, uśmiecha się i mówi: „Byłam. Tam jest super!”. Mało brakowało, a na Śląsk odjechałaby jeszcze z ramką na tablice rejestracyjne z łowickimi pasiakami...

    To działa. Pomysły na promocję Łowicza naprawdę chwyciły.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół