• facebook
  • rss
  • A zaczęło się od łakomstwa

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 37/2012

    dodane 13.09.2012 00:00

    17 minut o matce diecezji. Maria ze Skierniewic po obejrzeniu dokumentu o bazylice katedralnej nie mogła oprzeć się wrażeniu, że oglądając kolejne kadry i wsłuchując się w głos lektora, nie tylko zwiedzała i poznawała historię bazyliki, ale przede wszystkim modliła się i kontemplowała.

    Film dokumentalny poświęcony katedrze łowickiej, w reżyserii Karola Pruskiego, został pokazany we wtorek 4 września w sali audiowizualnej w budynku Dziekanii w Łowiczu przy ulicy Stary Rynek. W projekcji i konferencji prasowej, którą poprowadził rzecznik diecezji ks. Piotr Karpiński, uczestniczyli nie tylko przedstawiciele mediów, ale także biskupi łowiccy, władze miasta, przewodnicy PTTK, siostry zakonne, katecheci i mieszkańcy.

    Ciastka i czekanie na księżyc

    Film Karola Pruskiego, reżysera i fotografika pochodzącego z Sochaczewa, prezentuje w zarysie historię i zabytki bazyliki. Przybliża on wydarzenia związane z kolegiatą, jej powstaniem i bogatą historią, a także osoby, które miały na jej obecny kształt duży wpływ. Sam reżyser nie kryje, że nakręcenie dokumentu było dla niego wyzwaniem. – Wszystko zaczęło się od przedszkola i łakomstwa – mówi z uśmiechem Karol Pruski. – Mieszkam w Sochaczewie, pięć domów od sióstr Misjonarek Krwi Chrystusa, które prowadzą tam Dom Kapłana Seniora i Diecezjalne Przedszkole. Kilka lat temu s. Marietta, którą wcześniej poznałem, zaprosiła mnie na otwarcie przedszkola. Skusiła mnie zapewnieniem, że będzie tam bardzo wiele ciast i słodyczy. A że jestem łasuchem najwyższych lotów, nie odmówiłem. Tam poznałem bliżej biskupa ordynariusza i ks. Bogumiła Karpa, ekonoma diecezji. Od słowa do słowa dowiedziałem się, że diecezja planuje nakręcenie filmu o bazylice. Po jakimś czasie i rozmowach zdecydowałem się tego podjąć – opowiada reżyser. Prace nad filmem trwały półtora roku. W sumie udało się zmontować 5 godzin materiału. Ze względu na adresatów, którymi są turyści przybywający do Łowicza, został on skrócony do 17 minut. – Nie wszystkie ważne rzeczy udało się w nim pokazać, czego – nie ukrywam – żałuję. Może to wywołać zdziwienie, ale kręcąc film, byłem w Łowiczu 22 razy. Przyjeżdżałem tam konkretnego dnia, o konkretnej godzinie, by osiągnąć zamierzony efekt. I tak np. zdjęcie, które jest okładką filmu robiłem 10 listopada, bo wiedziałem, że wtedy będzie pełnia księżyca. Czekałem na moment, kiedy ten znajdzie się pomiędzy dwoma wieżami. Innym razem chcąc, by ołtarz miał ciepłą kolorystykę, pracowałem w bazylice w samo południe. Nakręciłem też wiele kadrów podczas samej rewitalizacji. Siedziałem na rusztowaniach, rozmawiałem z konserwatorami, patrzyłem, jak ze strzykawkami w ręku przywracali piękny wygląd szczegółom. Zarejestrowałem ich zmagania – opowiada Karol Pruski, który przygotowując się do filmu, przeczytał wiele książek i spędził długie godziny na rozmowach z księżmi historykami: ks. Stanisławem Poniatowskim i Stanisławem Majkutem.

    Znajomi z obrazów

    Nowy film, który od września jest do kupienia w księgarni diecezjalnej w Łowiczu, turyści będą mogli obejrzeć bezpłatnie w katedrze, która w ramach projektu „Renowacja zespołu dawnej Kolegiaty Prymasowskiej w Łowiczu – najcenniejszego skarbu Ziemi Łowickiej wraz z utworzeniem kompleksu rekreacyjno-wypoczynkowego w parku Błonie” została wyposażona w 3 multimedialne projektory. – Po obejrzeniu filmu muszę przyznać, że przeszedł on moje oczekiwania – mówi Ewa Wróblewska z domu Wagnerówna. – Prawie od urodzenia znam naszą kolegiatę. Zawsze była piękna i robiła na wiernych wrażenie, ale w tej chwili po gruntownym remoncie jest perełką, co udało się pokazać na filmie. Mój ojciec Jan Wagner, historyk, po miesięcznym pobycie we Francji, gdy wrócił, powiedział jedno znamienne zdanie: „Pięknie jest tam, zabytki cudowne, ale oni nie mają naszej kolegiaty”. Teraz, gdy jej piękno jest tak uwidocznione, wszyscy możemy być dumni. W filmie zabrakło mi tylko podziemi. I nie chodzi tu tylko o fundamenty, ale o prymasów, arcybiskupów, którzy tam leżą, bo to oni tworzyli atmosferę miasta i całe dobro tej okolicy. To była ich własność. Niedosyt ma jednak też coś dobrego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół