• facebook
  • rss
  • Reforma... wykolejona

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 39/2012

    dodane 27.09.2012 00:00

    Podróżni udający się do Warszawy czy Łodzi nie dość, że narażeni są na ciągłe zmiany rozkładów jazdy, to jeszcze muszą wiedzieć, z jakim przewoźnikiem zamierzają osiągnąć cel podróży. Nic więc dziwnego, że często puszczają im nerwy.

    Pomiędzy 4.00 a 5.00 rano ulice Łowicza, Skierniewic czy Żyrardowa nie świecą pustkami. Największy ruch panuje w okolicach dworców kolejowych. Na peronach tłum mieszkańców czeka na pociągi, którymi punktualnie próbuje dotrzeć do pracy. Problem w tym, że – z powodu ciągłych zmian na kolei – staje się to coraz trudniejsze i droższe.

    By zapewnić sobie komfort psychiczny, pasażerowie powinni mieć przynajmniej dwa bilety miesięczne. Ale kogo na to stać? Kolejowe zamieszanie jest skutkiem reform, które do końca nie zostały przeprowadzone.

    Zmiany na gorsze

    Wraz z nastaniem XXI w. w PKP rozpoczęto restrukturyzację, wydzielając spółki, które – jak się okazało – w praktyce są nieefektywne. W zachodzących zmianach gubią się nie tylko pasażerowie, ale nawet pracownicy kolei. Pan Grzegorz, kolejarz z ponad 30-letnim stażem, codziennie dojeżdża do pracy pociągiem. – Takiego bałaganu na kolei nie było nawet za komuny. Narobiło się tych spółek, każda ma prezesa, wiceprezesów i nie mogą się ze sobą dogadać. Kiedyś nie do pomyślenia było, żeby pociągi nie były ze sobą skomunikowane. A teraz proszę, zdarza się, że podróżny musi na peronie czekać 2 godziny, bo ktoś tak ułożył rozkład jazdy – narzeka. Inna sprawa to częstotliwość kursowania pociągów. Odcinek między Łowiczem a Sochaczewem obsługiwany jest przez Koleje Mazowieckie, a Łowicz należy do województwa łódzkiego. Urząd Marszałkowski w Łodzi ma swoje koleje InterRegio i nie kwapi się z dofinansowaniem tej trasy. To powoduje, że pociągi osobowe nawet w dni powszednie kursują rzadko. Pan Grzegorz do pracy dojeżdża z podłowickiej wsi. – W niedzielę, gdy wracam z pracy, muszę specjalnie jechać pociągiem pospiesznym do Łowicza i dopiero stamtąd osobowym wracam do domu. Inaczej nie miałbym jak dojechać – zżyma się.

    Złe bilety

    Problemem dla podróżnych jest także niehonorowanie biletów przez różnych przewoźników. Wie o tym poseł Maciej Małecki z Sochaczewa, który również dojeżdża do Warszawy pociągami. – Podróżni na trasie z Sochaczewa do Warszawy czy z Żyrardowa do Warszawy muszą korzystać wymiennie z usług Kolei Mazowieckich i PKP Intercity. Wynika to także z bardzo częstych opóźnień pociągów. Osoba, która kupiła bilet miesięczny w PKP Intercity, w przypadku opóźnienia pociągu o np. 40 minut nie może już skorzystać z najbliższego pociągu Kolei Mazowieckich, jeśli nie wykupi dodatkowego biletu – mówi poseł Małecki. W działaniu spółek widzi zanik troski o zwykłego człowieka. Koszt biletu miesięcznego na tej trasie to ok. 300 zł u jednego przewoźnika. Ten, kto nie zdecyduje się na dodatkowy wydatek, ryzykuje albo regularne spóźnianie się do pracy, albo późniejsze powroty do domu. Taka sytuacja, choć trwa od niedawna, przysparza korzystającym z pociągów wiele kłopotów. Renata Wojciechowska dojeżdża do pracy z Sochaczewa.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół