• facebook
  • rss
  • Miałam ciasno w gardle

    dodane 04.10.2012 00:00

    Niezwykłe spotkanie przy grobie Jana i Cecylii, czytanie „Dziadów” na cmentarzu i recytacja Inwokacji pod Ostrą Bramą – to tylko niektóre atrakcje, jakich doświadczyli uczniowie Pijarskiego Liceum w Łowiczu w czasie szkolnej wycieczki.

    Licealiści z nauczycielami i dyrektorem szkoły Przemysławem Jabłońskim przez tydzień zwiedzali miejsca na Białorusi i Litwie związane z polską historią i literaturą. W ciągu pięciodniowej wycieczki zobaczyli m.in. Baranowicze, Nowogródek, Szczuczyn i Grodno na Białorusi, a także Wilno i Troki na Litwie.

    Jak podkreślają uczniowie – była to dla nich sentymentalno-patriotyczna podróż, w której wydarzenia, znane z utworów Adama Mickiewicza, Elizy Orzeszkowej i dzieł Henryka Sienkiewicza, mogli nie tylko zobaczyć, ale także lepiej zrozumieć.

    W realu, nie w klasie

    Wycieczka na Kresy dla młodzieży pijarskiej rozpoczęła się, zanim jeszcze wsiedli do autobusu. Przed wyruszeniem w drogę każdy z uczniów musiał nauczyć się jakiegoś wybranego utworu Adama Mickiewicza. Zadbano także, by młodzież miała z czego czytać fragmenty „Dziadów” i „Nad Niemnem”. Poza książkami i polskimi ekranizacjami wspomnianych dzieł zabrano także biało-czerwone szarfy, świece i dary rzeczowe dla mieszkających tam Polaków. Wszystkie one przyczyniły się do stworzenia wyjątkowego klimatu, o którym młodzież chętnie opowiadała po powrocie. – Muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych wycieczek, na jakiej byłam – mówi Karolina Beta. – Od tego wyjazdu zupełnie inaczej patrzę na literaturę i dzieła Adama Mickiewicza. Widząc to, co on widział, i słysząc recytację jego utworów, którą wcześniej przygotowaliśmy, miałam wrażenie, że lepiej go rozumiem. Patrząc na jezioro Świteź i słuchając „Świtezianki” czy „Świtezi”, widziałam wszystko, o czym pisał – taflę wody, ciemny bór, mgłę. Tak samo było pod Ostrą Bramą na Litwie. Stojąc w tamtym miejscu i słysząc recytowaną Inwokację z „Pana Tadeusza”, miałam ciasno w gardle. Tam nie tylko zrozumiałam, ale i doceniłam ten utwór – opowiada Karolina. – Zawsze chciałabym móc w taki sposób czytać lektury i poznawać dzieła naszych wybitnych pisarzy – wtrąca Agata Szymczak. – Trzeba przyznać, że nasi nauczyciele potrafią tworzyć klimat. Czytanie w celi Konrada III części „Dziadów” robiło wrażenie. Nie wspomnę już o jej II części, którą po krótkiej modlitwie za zmarłych czytaliśmy przy świecach na cmentarzu. Moment, w którym pani polonistka poprosiła o zgaszenie świec, by w zupełnej ciemności zostały wypowiedziane słowa: „Nie dla mnie, nie dla mnie Dziady!/ Tak, muszę dręczyć się wiek wiekiem,/ Sprawiedliwe zrządzenia Boże!/ Bo kto nie był ni razu człowiekiem,/ Temu człowiek nic nie pomoże”. Ten moment zapamiętam do końca życia – zapewnia Agata. Równie mocno w pamięć młodzieży wpiszą się wspomnienia ważnych wydarzeń historycznych, jakie miały miejsce na tych ziemiach. Opowieści dyrektora Jabłońskiego o Rejtanie, podpisaniu ołówkiem II rozbioru Polski czy poległych Polakach licealiści słuchali z zapartym tchem. – Na każdym odwiedzanym cmentarzu na polskich mogiłach zawieszaliśmy biało-czerwone szarfy. Kiedy pani przewodnik pokazała nam miejsce, gdzie nie było widać już grobów, a jedynie małe porośnięte pagórki, postanowiliśmy i tam zostawić polskie wstęgi. Ponieważ nie było tam krzyży, zawiązaliśmy je na rosnących drzewach – opowiada Agata Szymczak.

    Tylko na dwa stopnie

    – Organizując wycieczkę, chcieliśmy jak najwięcej pokazać naszej młodzieży, dlatego jej program był naprawdę napięty – mówi Przemysław Jabłoński. – Poza zwiedzaniem muzeów Adama Mickiewicza i Elizy Orzeszkowej, o których w bardzo ciekawy sposób opowiadali przewodnicy, uczestniczyliśmy także w spotkaniu Związku Polaków na Białorusi. Pokazano nam też polską szkołę i wiele pięknych kościołów, cerkwi i pałaców. Przez cały czas staraliśmy się przybliżać młodzieży nie tylko historię, ale także odnosić ją do dzisiejszych postaw i zachęcać do troski o naszych rodaków tam mieszkających – podkreśla dyrektor. Dla nauczycieli i uczniów tym, co na długo pozostanie w pamięci, były rozmowy z napotkanymi ludźmi. – Przez cały czas czuliśmy sympatię tamtejszej ludności. Niektórzy słysząc język polski, zaczepiali nas i pozdrawiali – wspomina Karolina Beta. – Zwłaszcza osoby starsze, patrząc na nas, nie potrafiły ukryć wzruszenia. Jedna z pań, po rozmowie z naszą nauczycielką języka rosyjskiego Krystyną Łuczywek, zapytała, czy może wejść do autokaru, by zobaczyć polską młodzież. Zrobiła to, ale weszła tylko na dwa stopnie, bo – jak stwierdziła – miała zabłocone buty. Widok jej wzruszonej twarzy wprawił nas w zakłopotanie – dodaje A. Szymczak, która opowiada, że największe wrażenie zrobiło na niej spotkanie w Bohatyrowiczach. – Po modlitwie przy mogile powstańców przeszliśmy do grobu Jana i Cecylii. Tam spotkaliśmy Teresę Bohatyrowicz. Z jej ust usłyszeliśmy znaną nam doskonale z powieści Orzeszkowej legendę – opowiada Karolina. A to tylko niektóre ze wspomnień łowickich licealistów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół