• facebook
  • rss
  • Królewska krew Piotra

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 41/2012

    dodane 11.10.2012 00:00

    Genealogia. Gdyby cztery lata temu ktoś mu powiedział, że jest spokrewniony z Piastami, szwedzkim królem, Mikołajem Rejem czy Janem Kochanowskim, nie dałby wiary. Dziś nie ma wątpliwości, że tak właśnie jest.

    Dzięki doniesieniom w „Gazecie Lokalnej” mieszkańcy Kutna dowiedzieli się, że na ich terenie mieszka potomek królów, który może udowodnić nie tylko swoje powiązania z założycielami państwowości polskiej, ale także władcami rodem ze Skandynawii. Nad tym, kim jest i czym na co dzień zajmuje się kutnianin, w którego rodzinie byli tak zacni przodkowie, zastanawiało się wiele osób.

    Niektórzy wyobrażali sobie, że musi mieć piękny dom wypełniony rodowymi pamiątkami i szerokie kontakty w kraju i za granicą... No, cóż. Na razie Piotr Kowalski mieszka w bloku przy ul. Bolesława Chrobrego (jak przystało na potomka Piastów), szuka pracy i skrupulatnie odkrywa swoją przeszłość. Najcenniejszymi pamiątkami są skany dawnych ksiąg i dokumentów, dzięki którym może udowodnić swoje pochodzenie.

    Zabawa złotymi rublami

    – Jeszcze kilka lat temu nie miałem pojęcia o tym, że z moją rodziną jest spokrewnionych aż tak wiele znanych osób – mówi Piotr Kowalski. – Genealogią zainteresowałem się po telefonie kuzynki, która zapytała mnie, czy wiem coś o naszych pradziadkach od strony taty. Niestety, poza jakimiś drobnymi faktami, niewiele potrafiłem jej powiedzieć. Odkładając słuchawkę, postanowiłem to zmienić – wspomina pan Piotr. Poszukiwania rozpoczął od przejrzenia archiwów w klasztorze ojców paulinów w Oporowie. – Od taty wiedziałem, że pradziadkowie tam mieszkali. Jak się później okazało, był to strzał w dziesiątkę. Dzięki aktom udostępnionym przez przeora odkryłem m.in. losy rodziny Zawierskich, którzy w Oporowie pojawili się w 1660 roku. I – co ciekawe – ich potomkowie, na czele z moją prababcią, mieszkali tam do 1950 roku. Z badań wiem, że musieli być bogatymi chłopami. Czytając akta, odkryłem, że pradziadek Józef był przed wojną we Francji. Nie wiadomo, co tam robił, ale wrócił ze sporym kapitałem. Mieszkał koło Oporowa i jako jedyny miał dom murowany. Dowiedziałem się też, że jego żona była od niego młodsza o 30 lat. Tata wspominał, że jeszcze w latach 50. XX wieku, kiedy był małym chłopcem, prababcia dawała mu do zabawy złote ruble – opowiada pan Piotr. Po wielu godzinach spędzonych w urzędach stanu cywilnego, archiwach państwowych i parafialnych najcenniejsza okazała się informacja o Katarzynie Białeckiej herbu Jelita, która żyła w XIX wieku. To dzięki niej udało mu się dotrzeć do Piastów. – Rodzina taty bez wątpienia jest z nimi spokrewniona. I choć nie jest to pokrewieństwo bardzo bliskie, mogę udowodnić, że moimi przodkami byli królowie Bolesław Chrobry, Kazimierz Odnowiciel i Bolesław Krzywousty – zapewnia P. Kowalski. Na tym jednak nie koniec. Po dokładnym przyjrzeniu się linii skandynawskiej kutnianin odkrył, że wśród swoich dalekich krewnych ma Karola Wielkiego. Ten z kolei wywodzi się od św. Arnulfa, biskupa Metzu. – Jak głosi legenda, święty miał poprowadzony wywód przodków do Adama i Ewy. Idąc tym tropem, mogę powiedzieć, że jestem „udowodnionym” potomkiem pierwszych rodziców – śmieje się Piotr Kowalski.

    Bakcyl jak narkotyk

    Idąc tym tropem, wiele osób mogłoby stwierdzić, że jest spokrewnionych z Piastami czy innymi znanymi rodami szlacheckimi. Problem polega na tym, że tylko nieliczni potrafią to udowodnić. W Kutnie tak daleko udało się dotrzeć jedynie panu Piotrowi. Dlaczego? Bo wiele osób nie przywiązuje do tego wagi, inni nie mają czasu na prowadzenie poszukiwań, które nie należą też do łatwych. Bardzo wiele akt i ksiąg zostało zniszczonych, w wielu można napotkać błędy. Najtrudniej jest szukać przodków chłopskich, bo w wielu przypadkach ich nazwiska były pomijane. Ułatwione poszukiwania mają natomiast ci, w których rodzinach byli szlachcice. W tym przypadku istnieje znacznie więcej źródeł, z których można wyczytać potrzebne informacje. – Od kiedy złapałem bakcyla genealogicznego, muszę przyznać, że uzależnia on niczym narkotyk. Każda kolejna historia, która nie tylko pozwala dorysować do drzewa następne osoby, ale pozwala także lepiej zrozumieć siebie, jest fascynująca. Wiem, że wiele osób, które mają podstawy do poszukiwań, nie robi tego z obawy, że może odkryć jakieś mroczne rodzinne tajemnice, a także powiązania z jakimiś ciemnymi charakterami. Ja wychodzę z założenia, że nawet takie osoby i historie trzeba znać. Na przełomie wieków moją historię tworzą zarówno bogata, jak i biedna szlachta, mieszczanie i chłopi. Wśród praprapradziadków są zarówno fundatorzy kościołów, jak i arianie, którzy przeganiali księży. Badając korzenie od strony mamy, odkryłem m.in. wielu osadników niemieckich. Wtedy jakoś łatwiej było mi zrozumieć fakt, że od kiedy pamiętam, zawsze podobał mi się niemiecki porządek. Teraz czasem żartuję, że z moich dawnych niemieckich korzeni mam takie upodobania – opowiada Piotr Kowalski.

    Pielgrzymka i rejs

    Przeglądając fragment (całe nie było możliwe do wydrukowania) drzewa genealogicznego pana Piotra, wyraźnie widać, że są w nim jeszcze luki, które musi wyjaśnić i sprawdzić. Pomocą służą mu zarówno specjalistyczne fora internetowe, a także kontakty z członkami Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski, do którego należy. O tych przodkach, których historię udało mu się zgłębić, mógłby opowiadać godzinami. – Pokrewieństwo z królami czy pisarzami jest bardzo dalekie, ale także w tym bliskim było wiele wyjątkowych osób. Jedną z nich jest Andrzej Ruszkowski, który żył na przełomie wieków XVI i XVII. Za młodu był hulaką. Jego krewkość sprawiła, że stał się zabójcą duchownego. W ramach pokuty udał się na pielgrzymkę do Rzymu po rozgrzeszenie. Po powrocie osiadł w Złoczewie, gdzie ufundował kościół, klasztor i pałac. Stał się też bardzo gorliwym katolikiem. Również wśród fundatorów Oporowa nietrudno także znaleźć rodzinę Piotra Kowalskiego. – Od kiedy wiem, że jacyś moi przodkowie fundowali ten kościół, zupełnie inaczej się w nim czuję. Widząc choćby zacierającą się tablicę Oporowskich, byłbym gotów własnymi rękami ją naprawiać. Niestety, nie jestem konserwatorem zabytków. Na ten moment nie posiadam też majątku, dzięki któremu mógłbym takie prace sfinansować. Jedno jest pewne – dzięki genealogii znacznie więcej rzeczy cenię, dostrzegam i rozumiem. I to jest wymierny zysk. Moje poszukiwania nie ograniczają się jedynie do poznawania szlacheckich przodków, ale także do gromadzenia informacji o tych najbliższych. W rodzinie mamy odkryłem na przykład, że pradziadek Wawrzyniec Zalewski był pierwszą osobą, która wybrała się do Ameryki. Znalazłem nawet listę pasażerów z jego nazwiskiem. Dzięki temu wiem, że wypłynął statkiem z Hamburga. Po roku wrócił do kraju. Podobno nie podobało mu się w USA – opowiada pan Piotr, który w najbliższych tygodniach zamierza więcej czasu poświęcić rodzinie Kowalskich. Kto wie, może niedługo uda mu się udowodnić, że jest spokrewniony z rodziną św. Faustyny Kowalskiej. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół