• facebook
  • rss
  • Jak zwykle zaskoczyła

    Agnieszka Napiórkowska

    dodane 30.10.2012 08:33

    Mimo że we wszystkich ogólnopolskich i lokalnych mediach trąbili o opadach śniegu, wydaje się, iż - jak zwykle - informacje te nie dotarły do drogowców.

    Pierwsze opady śniegu w końcu października w naszym klimacie trudno nazwać anomaliami. Nieraz już tak było i pewnie nieraz się to powtórzy. Chciałabym nie używać po raz trzeci zwrotu „nieraz”, ale co zrobić... Pewnie jeszcze nieraz opady śniegu zaskoczą drogowców, którzy do zimy podobno od dawna byli przygotowani. Zawsze taka sytuacja kojarzy mi się z uczniem, który - nie znając odpowiedzi na pytanie, które zadaje mu nauczyciel - z żalem mówi: "Ale ja się uczyłem!". Podobnie jest z drogowcami.

    Kiedy przy pierwszych opadach śniegu kierowcy pomstują na fatalne drogi, oni zdają się obrażać na takie słowa. Przecież się szykowali, przejrzeli sprzęt, kupili sól i piach. A że nie udało im się odśnieżyć dróg? No cóż, jakoś tak wyszło. Wina za taki stan nie leży po ich stronie. W pierwszym rzędzie winowajcą jest śnieg, który ciągle padał, a - jak wiadomo - jak sypie, to nie ma co odśnieżać. Po drugie - brakuje pieniędzy na sprzęt i dlatego ten często się psuje. I tak dalej, i dalej... I, co ciekawe, już pierwszego dnia w wielu miastach diecezji można było zobaczyć ogromne korki, które spowodował nie tylko padający śnieg, ale i tarasujące drogę pługi. W innych miejscach w ogóle się one nie pojawiły. W sobotę późnym wieczorem, wracając z Rzeczycy do Skierniewic (to ponad 100 km) i poruszając się z prędkością od 30 do 40 km/ h, nie widziałam ani jednej piaskarki (a bardzo by się przydała). Za to widziałam starszego mężczyznę, który pod Skierniewicami wpadł swoim autem do rowu. Widziałam samochody na ulicach Rawy Mazowieckiej i Skierniewic, które kręciły bączki. Widziałam też pieszych, którzy przeskakiwali zasypane chodniki.

    Wracając do domu, przez całą drogę zastanawiałam się, jak to możliwe, że każde przyjście zimy rozpoczyna się według tego samego scenariusza. Przecież  opady śniegu nie wystąpiły w lipcu. Gdzie jest więc problem? Zastanawiałam się też, czy tylko u nas, w centralnej Polsce, jest taki problem czy jest to zjawisko ogólnokrajowe (po powrocie do domu z internetu dowiedziałam się, że nie byliśmy sami.)

    Podjeżdżając pod dom, doznałam oświecenia. Większość moich sąsiadów miała już odśnieżone podwórka i wjazdy. Zdębiałam. Jak to możliwe, przecież ciągle sypie!

    Swoje zdziwienie wyraziłam nawet wobec jednego z sąsiadów, pytając, czy nie szkoda mu roboty, skoro nadal pada. A ten mi natychmiast odpowiedział, że nie jest to problem. I, uśmiechając się, zapewnił mnie, że jak trzeba będzie, to się jeszcze raz odśnieży. Ważne jest, żeby teraz, wychodząc z domu, nikt nie złamał nogi, żeby drzwi nie nasiąkały mokrym śniegiem. - Nie ma rady, o swoje trzeba dbać - rzucił mi na dobranoc. No właśnie. Dbanie o cudze auta, zdrowie i życie nie wszystkim przychodzi łatwo.

    Po zaparkowaniu auta, wyścieleniu psiej budy sianem, chwyciłam za łopatę. O swoje trzeba przecież dbać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół