• facebook
  • rss
  • Najtrudniej wejść we własne buty

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 47/2012

    dodane 22.11.2012 00:00

    Teatry pijarskie. – Aktor i ksiądz muszą być ulepieni z tej samej gliny, muszą mieć otwartą duszę na coś, co jest ponadludzkie, żeby dotknąć głębi słowa i przekazać to innym – mówi o. Piotr Różański.

    Po kilku latach przerwy mury Pijarskich Szkół Królowej Pokoju ponownie gościły grupy teatralne działające przy ośrodkach pijarskich w całej Polsce. W trzydniowej imprezie, która rozpoczęła się 16 listopada, uczestniczyło ponad 100 aktorów amatorów, głównie dzieci i młodzieży.

    Nie tylko prezentowali spektakle, ale brali również udział w warsztatach teatralnych prowadzonych przez łódzkich aktorów Małgorzatę i Artura Zajtów. Przegląd Teatrów Pijarskich ma szansę na stałe wpisać się w kalendarz imprez kulturalnych Łowicza. Tym bardziej że impreza, zorganizowana wspólnymi siłami oo. pijarów, nauczycieli, młodzieży z pijarskich szkół i ich rodziców, okazała się na tyle udana, że za rok swój udział w niej zapowiedziała kolejna grupa teatralna.

    Różne drogi

    Główny organizator przeglądu – o. Piotr Różański – choć nie występował na scenie, zebrał największe brawa od publiczności. To dowód uznania dla jego wysiłków, które wpisują się w charyzmat pijarski – wychowywania poprzez teatr. O. Piotr ma kilkuletnie doświadczenie aktorskie. – W pierwszej klasie szkoły średniej nauczyciel WF, który był także instruktorem teatralnym w domu kultury, zaprosił mnie na zajęcia aktorskie. Zależało mu na mnie, bo w grupie, którą prowadził, miał prawie same dziewczyny – opowiada o. Różański. – Nigdy nie myślałem, że teatr mnie zainteresuje, ale okazało się, że choć to były tylko warsztaty, wciągnęło mnie na dobre. Pół roku później zgłosiłem się na casting do Teatru Poszukiwań w Radomiu. Dostałem się do grupy teatralnej i po roku wytężonej pracy zadebiutowałem na scenie. Inną drogę do aktorstwa wybrali laureaci nagrody publiczności tegorocznego przeglądu – członkowie Teatru Atmosfera z Rzeszowa, działającego przy parafii pw. św. Józefa Kalasancjusza. – Znaliśmy się z grup parafialnych. Chłopcy byli lektorami, a dziewczyny śpiewały w scholi. Pewnego razu spotkaliśmy się w kawiarence i postanowiliśmy stworzyć grupę teatralną z prawdziwego zdarzenia – mówi Marta Kalandyk, reżyser, a zarazem aktorka teatru.

    Wychowawcza garderoba

    O. Piotr Różański wie, że teatr amatorski to doskonała forma wychowawcza, w szkołach pijarskich w Łowiczu wykorzystywana już od wielu lat. Działa tu Teatr „ad hoc” skupiający młodzież z liceum. Do dyspozycji młodych ludzi oddana jest nawet profesjonalna garderoba. – Teatr ma walory edukacyjne i terapeutyczne. Warsztaty teatralne to moje narzędzie pracy poza lekcjami – mówi o. Piotr, który w tajniki sztuki aktorskiej wprowadza młodzież gimnazjalną. Podobne zdanie ma Marek Czoska, nauczyciel, a zarazem animator teatralny w Bolszewie, kilkutysięcznej wiosce na Kaszubach. – W grupie nie robimy castingów. Osoba grająca rolę pierwszoplanową w jednej sztuce, w drugiej ma mniej ważną. Nie ma rozróżnienia na lepszych i gorszych – mówi M. Czoska. – Każdy, kto przyjdzie na zajęcia, ten gra. Budujemy z tego przedstawienie, próbujemy odblokować młodych ludzi. Często jest tak, że przychodzą osoby nieśmiałe i zmieniają się na naszych oczach. Nawet jeżeli na zajęciach wytrwają tylko rok, nabierają pewności siebie i łatwiej jest im nawiązywać kontakty z ludźmi. – Obserwuję, jak osoby z mojej grupy rozwijają się, są bardziej rozluźnione i mniej się stresują. Zajęcia teatralne mają bardzo dobry wpływ na ich życie codzienne. To jest piękne, że nie zamykają się na graniu, tylko otwierają się na otoczenie – dodaje Marta Kalandyk.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół