• facebook
  • rss
  • Przechodnia sukienka Maryi

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 49/2012

    dodane 06.12.2012 00:00

    Pijarskie Madonny. – Maryje z kościoła oo. pijarów odwiedzam od lat. Najpierw przed każdą klasówką i wywiadówką biegałam do Łaskawej. Teraz często rozmawiam z Brzemienną, którą proszę o męża, dom i dzieci – zdradza 23-letnia Katarzyna z Łowicza.

    Trwający w Kościele Adwent to dobry czas, by bliżej poznać Matkę Jezusa. Można to robić podczas codziennych Rorat czy choćby poprzez odmawianie Litanii Loretańskiej, w której zawartych jest tak wiele Jej imion. Na terenie diecezji dobrym miejscem do tego jest kościół ojców pijarów w Łowiczu, w którym od lat mieszka (nie licząc malowideł i feretronów) aż 10 Madonn. I – co ciekawe – na przestrzeni wieków nieraz zdarzało się, że przebywające tu Maryje nie tylko zamieniały się miejscami, ale także... sukienkami i wspólnie wysłuchiwały modlitw wiernych, którzy codziennie Je odwiedzają.

    Śniadanie u Roratniej

    – W naszym kościele Matka Boża ma wiele do powiedzenia – mówi o. Piotr Różański, pijar. – Jej obrazów, rzeźb i malowideł w świątyni nie brakuje, co – nie ukrywamy – bardzo nas cieszy. Jesteśmy przecież zakonem maryjnym. A co najważniejsze – wiele osób ma tu szczególne nabożeństwo zarówno do Matki Bożej Szkaplerznej, jak i do Łaskawej czy Pelikańskiej, szczególnie bliskiej mieszkańcom Łowicza – mówi o. Piotr. Tłum wiernych przybywający do kościoła na uroczystości maryjne i Roraty potwierdza ten stan rzeczy. – W żadnej innej parafii nie widziałem tak pięknych Rorat. To jest fenomen. Pełen kościół dzieci, młodzieży i dorosłych. Wszyscy z lampionami. Grająca schola. Widać wtedy, że Kościół żyje. Po Roratach wszystkie dzieci i młodzież z naszej szkoły idą na maryjną agapę, na której zawsze jest słodka bułka i coś do picia. Od Matki nie można przecież wychodzić głodnym – mówi z uśmiechem o. Piotr.

    Sukienka od Szkaplerznej

    Na dobrą zaś kawę zawsze można liczyć w kolegium ojców pijarów. Mocne espresso z mleczkiem stawia na nogi. Sącząc zabieloną małą czarną, trudno nie zauważyć dużego obrazu Matki Bożej z małym Jezusem na ręku. Uwagę przykuwa piękna srebrna suknia, w którą ubrana jest Maryja. – Patrząc na tę Madonnę, trzeba wiedzieć, że najcenniejszy jest tu nie obraz, ale... sukienka, w którą Maryja i Jezus są ubrani – wyjaśnia o. Marian Galas, rektor kolegium ojców pijarów w Łowiczu. – Pochodzi ona z XVII w. Wcześniej nosiła ją Matka Boża Szkaplerzna, która znajduje się w naszym kościele. Sukienka została zdjęta w latach 60. XX wieku, kiedy dokonywano renowacji obrazu. Uznano wówczas, że lepiej odrestaurowanego wizerunku nie przykrywać srebrną suknią. Mając starą, zabytkową szatę Maryi, ojcowie – nie chcąc wieszać jej w skarbcu – wpadli na pomysł, by domalować do niej twarze, tak by powstał nowy obraz. I tak się stało. Poza twarzami i aureolami, na obrazie nic więcej nie ma – opowiada rektor. Słuchając opowieści o Matce Bożej, która oddała swoją sukienkę, nie można pominąć Jej samej. Znajdujący się w bocznym ołtarzu obraz powstał w 1680 roku z inicjatywy pierwszego rektora ks. Wojciecha Siewierkiewicza. Jest on daleką wersją Madonny z Frascati. – Wiemy, że obraz został namalowany przez łowickiego malarza Zachariasza Mlankowskiego, który przed rozpoczęciem prac razem z rektorem pościł. A potem rektor zamknął go w kolegium, zakazując kontaktu nawet z najbliższą rodziną, która mogłaby go rozpraszać. Dyskusyjne dziś pedagogiczne zabiegi rektora nie poszły na marne. Przyglądając się Jej, trzeba przyznać, że dobrze mu wyszła. Potem ubrano Ją w srebrną, kutą sukienkę – opowiada o. Marian. Co ciekawe, Matka Boża Siewierkiewicza od lat, mimo że nie trzyma w ręku szkaplerza, nazywana była Szkaplerzną. Podobnie, jak kilka wieków wcześniej, również i dziś w kościele istnieje Bractwo Szkaplerzne. Każdego roku we wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej Jej „ochronną szatę” przyjmuje około 60 osób.

    Duma od Pelikańskiej

    Pozostając w świątyni, koniecznie trzeba wspomnieć o Madonnie, której obraz znajduje się po prawej stronie wejścia. Jest nią Matka Boża zwana Pelikańską lub Łowicką. Dlaczego? Bo na Jej sukience znajduje się pelikan będący w herbie miasta. Jest to mała, ciemna kopia obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, sygnowana datą 1702. Do kościoła prawdopodobnie przynieśli ją łowiccy pątnicy, którzy pielgrzymowali do Częstochowy, prosząc o zatrzymanie zarazy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół