• facebook
  • rss
  • Nie tęsknię za innym życiem

    dodane 13.12.2012 00:00

    O cudownym uzdrowieniu, smaku chleba i niezrozumieniu u ludzi z Januszem Rembowskim, mieszkańcem wsi Remki, rozmawia Marcin Kowalik.

    Marcin Kowalik: Jadąc do Pana, dowiedziałem się, że razem z żoną Aleksandrą przeżył Pan już w małżeństwie ponad 50 lat.

    Janusz Rembowski: – Jesteśmy 53 lata po ślubie. Nie wiem, jak to jest, że dzisiaj żenią się i po trzech tygodniach czy po roku jest rozpad małżeństwa. Jedno drugiego nie może zrozumieć. Nie przebaczy. Spierają się o małe coś i już jest niedobrze, biorą rozwód i wiążą się z innymi. To widać nawet na wsi. Te stare małżeństwa trwają, a młode, niestety, nie. Choć też zdarzają się dobre.

    Przecież każdy popełnia błędy. Popełnię błąd ja, czy żona popełni, to mamy się przez lata nie odzywać? Wystarczy zagadać, pożartować i już jest w porządku.

    Czy to nie jest czasem sprawa wychowania?

    – Mama i ojciec nauczyli mnie tego. To ja tą drogą idę dalej. I starałem się przekazać to moim dzieciom. Także religijność. Ze swoimi dziećmi zawsze pamiętałem o wieczornej modlitwie. Bo skąd mają czerpać dzieci, których rodzice nie chodzą do kościoła? Takie dziecko jest dzikie. Mam kolegę w moich latach, on nie wie, co to jest Różaniec. A ja pamiętam, jak pojechaliśmy kiedyś nad Wisłę. Tam zobaczyłem, jak w samo południe moja chrzestna klęczała i odmawiała tę modlitwę. To było dla mnie coś wspaniałego, bo wcześniej nie zdawałem sobie sprawy z wagi Różańca. Młody wtedy byłem, miałem 15 lat. Od tamtej pory odmawiam go, kiedy tylko mogę.

    Wiem, że w Pana życiu Bóg interweniował w sposób wyjątkowy.

    – To było kilkanaście lat temu. Byłem chory na kamicę moczową. Miałem wielkie boleści w brzuchu. Przez trzy tygodnie pobytu w szpitalu ubyło mi 13 kg. Pamiętam, że taki młody chłopak tak wił się z bólu, że aż pod łóżko się chował. Ja też. Gdy zasnąłem ze zmęczenia w szpitalu, z bólu krzyczałem nawet we śnie. Jak poczułem się lepiej, lekarz wypuścił mnie na przepustkę. Ale w domu ból powrócił. Nie wiedziałem, co robić, za brzuch się trzymałem i w końcu uklęknąłem przed obrazem Miłosierdzia Bożego i modliłem się z wielką ufnością, bo czułem, że już koniec ze mną. Położyłem się na wersalce w ubraniu i zasnąłem. Rano, kiedy się obudziłem, już mnie nie bolało. Jeszcze przez godzinę leżałem, nie dowierzałem, bałem się poruszyć, żeby znowu ból nie wrócił. W końcu wstałem i poczułem się jak nowo narodzony. Chodziłem jakby nigdy nic, a przecież nie czułem, żeby kamienie schodziły. Rozpłynęło się wszystko. Pojechałem do szpitala, zrobili USG i nic nie znaleźli. Tak choroba się skończyła. I jak mam nie wierzyć w Boga? Kiedy odmawiam pierwszą cząstkę Koronki do Miłosierdzia Bożego, zawsze dziękuję za uzdrowienie. Ludzie niektórzy nie wierzą w to, kiedy opowiadam. Niektórym w ogóle o tym nie mówiłem, bo by mnie wyśmiali.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół