• facebook
  • rss
  • Mikołaje opanowały miasta

    Agnieszka Napiórkowska

    dodane 17.12.2012 13:27

    Od 6 grudnia na ulicach miast nietrudno spotkać św. Mikołaja. Niestety, wielu z nich, zakładając czerwoną czapkę, a nawet cały strój świętego biskupa, nie od razu staje się świętymi.

    Ponad 30 lat temu, w czasach, gdy byłam małym dzieckiem, św. Mikołaja spotykałam tylko raz w roku. Przychodził do mojego przedszkola. Do dziś pamiętam jego czarne rękawice, brodę z waty i wysokie, czarne buty. Obowiązkowo w ręku trzymał pastorał. Rozdając prezenty, zawsze dopytywał o to, czy byłam grzeczna i koniecznie chciał, bym zaśpiewała mu piosenkę albo powiedziała wierszyk. Potem w szkole już nas nie odwiedzał. Prezenty pod choinkę zawsze zostawiał, kiedy spaliśmy. Przez wiele lat był moim ulubionym świętym, którego kochałam, i przed którym czułam respekt.

    Dziś mam przyjemność widywać się nie tylko z jednym, ale nawet kilkoma Mikołajami naraz. Jedni zaczepiają mnie przed sklepami, proponując zakup telefonu, inni chcą sprzedać mi opłatek, pierniki, orzechy czy lampki choinkowe. Nie brakuje też tych, którzy zachęcają, bym wzięła kredyt w konkretnym banku. Zawsze takie spotkanie i konieczność mówienia zdecydowanego „nie” lekko (czytaj: strasznie) mnie denerwuje. Dlaczego? Bo nie dość, że spotykane Mikołaje niczym nie przypominają tego z dzieciństwa (zamiast czarnych butów noszą adidasy, nie mają brody, a ich ubrania nawet nie są stylizowane na strój biskupa), to na domiar złego często chcą wpuścić mnie w maliny. Spotkanie z nimi nie zachęca też do świętości. Czarę goryczy, gdy idzie o następców świętego biskupa, przelało ostanie spotkanie, które miało miejsce na ulicach Kutna. Po paradzie Mikołajów, która skądinąd była bardzo barwna i sympatyczna, zostałam zaczepiona przez mikołajowego przebierańca, który – mocno podchmielony – domagał się 2 złotych. Trzymając mnie za rękaw, słowami niezbyt wybrednymi próbował wymusić brakujące pieniądze. Gdy to nie pomagało, zmienił taktykę i zaczął mi grozić. Nie uległam. W drodze do domu powracałam pamięcią do spotkań z Mikołajem, którego znam z dzieciństwa, a także do tego, który przed ratuszem fotografował się z dziećmi. Sadzając je na kolana, ciepło się do nich zwracał, a nawet błogosławił. Oba spotkania potwierdziły znane wszystkim powiedzenie, że nie szata zdobi człowieka. I dotyczy to także Mikołajów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół