• facebook
  • rss
  • Mógłbym być wójtem

    dodane 20.12.2012 00:00

    O świecie bez Boga, natrętnych pytaniach, białych nocach i rachunku sumienia z bp. Józefem Zawitkowskim rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

    Agnieszka Napiórkowska: W Roku Wiary odpytujemy różne osoby o ich relację z Bogiem. Biskupa chyba bez oporów można pytać o wiarę?

    Bp Józef Zawitkowski: – Można, a nawet trzeba. Mam tylko tyle do powiedzenia: wierzę z całego serca, ze wszystkich sił, ze wszystkich myśli swoich. I każdy mój krok, i każdy mój oddech, całe moje życie niech będzie wyznawaniem wiary w Boga, Który Jest.

    Wiem, że wiara Księdza Biskupa oparta jest na świadectwie świadków. Nieraz rozmawialiśmy o świętych rodzicach, dziadkach. Poza nimi byli jeszcze jacyś nauczyciele wiary?

    – Ja wiem, że jestem szczęśliwcem. Mając takich rodziców, jakich ja miałem, można się wzruszać, można wspominać, można nie spać i ciągle o nich mówić. Oprócz nich i mojej rodziny, a także ks. proboszcza i sióstr nazaretanek, jest jeszcze kilka osób, które zaważyły na mojej wierze. Była to pani Pietrzakowa, moja nauczycielka. Ona pokazała nam komórkę tulipana pod mikroskopem. I mnie się wtedy w łepetynie zakręciło, że tam jest coś, czego ja nie widzę. Ale wtedy nauczyła mnie modlić się Asnykiem: „Za każdym krokiem w tajniki stworzenia coraz się ludzka dusza rozprzestrzenia. I większym staje się Bóg”. A drugą taką osobą, której zawierzyłem i która była dla mnie idolem, był Jerzy Lisiewicz, nauczyciel matematyki i fizyki. Zdawało się nam wszystkim, że on wszystko wie. Wtedy zaczynały być modne telewizory, mówiło się o sputnikach. I on się na tym znał. Ale i wiarę miał niesamowitą. To on potrafił śpiewać wielkanocny „Exultet” i to on potrafił mówić po hebrajsku „Magnificat”. Kiedy w Toruniu pokazał nam w obserwatorium astronomicznym kawałek nieba, wtedy umiałem się już modlić: „O, Ty Przedwieczny, który lat tysiące codziennie gasisz i zapalasz słońce. Boże, o Tobie jak ja myśleć lubię. Ciągle myślę i w myślach się gubię”. I tak się gubię do dziś.

    Gdy Ksiądz wstępował do seminarium, jego wiara była już ugruntowana?

    – Kiedy szedłem do seminarium, byłem bardzo przekonany. Chociaż miałem ogromną chęć iść do wojska. Chciałem być marynarzem. Jakoś Pan Bóg tak wszystkim pokierował, że zostałem w seminarium. Czy ja miałem wtedy wiarę? Miałem, i to ogromną! Byłem pewny, że idę po to, aby jacyś uczeni powiedzieli mi, że jest Bóg. Myślałem, że gdy dadzą mi sztywne dowody na Jego istnienie, to jak przyjadę do Łowicza i powiem kazanie, wszyscy poklękają. Zwątpienie przyszło po II roku seminarium. Nauczono mnie wtedy historii filozofii, poglądów klasyków marksizmu, dróg Tomasza i „Wyznań” Augustyna. Byłem mądry, ale to nie było to. I Tomasz nie wszystko powiedział, i Augustyn nie wszystko wyznał, a marksiści naplątali w głowie, że do dziś nie mogę sobie tego poprostować. Myślałem sobie: „Wrócę do domu. Będę orał i będzie wszystko z pożytkiem”. I wtedy ojciec duchowny powiedział mi: „Poczekaj. Jeszcze trochę poczytaj”. I wtedy doszedłem do tego, że niebo i ziemia przeminą, ale słowa Boga nie przeminą. Bóg jest wierny i to On złożył obietnicę i ją spełnił.

    To z przekonania, że wiara jest tak ważna, podczas każdej Eucharystii pyta Ksiądz Biskup wiernych, czy jeszcze wierzą w Boga?

    – Tak, bo tak sam czuję. Jak mi przyjdzie recytować „Wierzę w Boga Ojca Wzechmogącego...”, to przy pomocy pobożnych jakoś powiem. Ale jak ktoś zapyta mnie tak, jak ty zapytałaś na początku: „Słuchaj, biskup, czy ty jeszcze wierzysz w Boga?”, to, wiesz, wszystka krew mi na chwilę stanie. Rozum się odblokuje i ja muszę powiedzieć prawdę. I mówię: „Wierzę”. Dlatego chcę, aby wszyscy, zarówno przy ołtarzu, jak i pod chórem, otworzyli się i żeby raz w życiu odpowiedzieli, czy wierzą w Boga. A to bardzo trudne.

    Czy kapłanom, biskupom i osobom konsekrowanym nie grozi, że mogą stać się osobami „wierzącymi zawodowo”? Jak się Ksiądz Biskup przed tym broni?

    – Dziękuje ci za to pytanie. To jest bardzo trudne. Jeden biskup na początku mojego biskupstwa życzył mi, abym nie zbiskupiał. I o tym bardzo pamiętam. Wiem, że można się stać zawodowcem. Boję się, że będę wszystko umiał, że będę chciał, aby wszyscy uwierzyli tak jak ja. O, nie daj Boże! Pan Bóg jest taki bogaty. Każdemu daje swoją drogę i każdego za rękę prowadzi. Każdego kocha jak ojciec. Boję się, bym czasem słowem nie przesłonił komuś Chrystusa. Każde kazanie jest dla mnie okazją, żeby się przed tym bronić. Kiedy chcę komuś zwrócić uwagę, bo mnie zdenerwował swoim argumentem, muszę się złapać i powiedzieć: „Uspokój się! Masz cukrzycę. Widocznie to jest jego droga. On też zrozumie i uwierzy”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół