• facebook
  • rss
  • Nim będzie za późno

    Agnieszka Napiórkowska

    dodane 12.02.2013 08:30

    W ostatnich miesiącach na terenie diecezji zdecydowanie wzrosła liczba osób, które targnęły się na swoje życie.

    Przez diecezję przetacza się fala samobójstw. Niestety, większość z podjętych prób kończy się śmiercią, choć nie brakuje także tych, po których odratowani ludzie w stanie ciężkim trafiają do szpitala. O powodach takich decyzji dość obszernie rozpisują się lokalne media. W mojej ocenie, nawet pozostawione listy nie wyjaśniają do końca powodów, dla których ktoś odbiera sobie życie. Jak mawiała moja babcia, takie tajemnice człowiek zawsze zabiera do grobu. Z perspektywy tego grobu wszystko wygląda inaczej.

    Przedwczesna śmierć musi obligować nas do robienia rachunku sumienia z miłości. Zwłaszcza gdy samobójca był osobą nam znaną. Odchodząc, zostawił przecież rodzinę, przyjaciół, znajomych, kolegów i sąsiadów. Dlaczego nikt mu nie pomógł? Bo nie wiedzieli, że planuje samobójstwo? By pomagać, nie trzeba wiedzieć, co kryje się w sercu człowieka. (Możliwe, że gdyby wiedzieli, że danego dnia spróbuje rzucić się pod pociąg, nie dopuściliby do tego. Jedna udana akcja zakończona sukcesem nie gwarantuje wygranej bitwy. To, co nie udało się jednego dnia, następnego może się udać). Jednym ze skuteczniejszych sposobów jest bombardowanie prawdziwą miłością. Ale aby to robić, trzeba się zaangażować. Prawdziwie i na dłużej. Trzeba spróbować być obok i przy, wspierać, rozumieć, a nie ośmieszać, krytykować, podjudzać. I, poklepując po ramieniu, mówić: „Weź się w garść”. Takie słowa często są gwoździem do trumny. Będący w depresji, człowiek, który stracił chęć do życia, nie ma garści. Przerwanie życia jawi mu się jako jedyne rozwiązanie. Innych nie dostrzega.

    Myśląc o profilaktyce i przeciwdziałaniu, warto najpierw zadbać o swoich przyjaciół. O ludzi, którzy są dla nas ważni, którzy są obok, by zawsze wiedzieli, że mogą na nas liczyć. W ten sposób zabezpieczamy ich przed myśleniem, że nikomu nie są potrzebni i na nikogo nie mogą liczyć. Zaangażowanie i życzliwość warto rozciągnąć także na sąsiadów, kasjerkę w sklepie czy listonosza. Ciepłe słowa, chwila uwagi niewiele kosztują, a czasem mogą powstrzymać lawinę złych myśli. Mogą sprawić, że ktoś poczuje się zauważony.

    Stojąc na progu Wielkiego Postu, warto zastanowić się także nad tym, w jaki sposób mówimy o życiu. Czy zawsze z szacunkiem, ukazując jego wartość od poczęcia aż do naturalnej śmierci, czy może z lekceważeniem i pogardą? W takim klimacie dużo łatwiej uznać, że nie ma się o co bić.  Łatwiej także, jak zrobili to skierniewiccy uczniowie czytający nekrolog swojego kolegi, stwierdzić, że "był z niego cienias”. Jeśli samobójcza śmierć nie robi na nas żadnego wrażenia, nie zmusza do refleksji, co poruszy nasze serca? Co musi się wydarzyć, abyśmy zaczęli się nawracać?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół