• facebook
  • rss
  • Zawsze gotowi na... stres

    dodane 21.02.2013 00:00

    Herosi w mundurach. – Jestem pielęgniarką i zrobiłam, co do mnie należało. Dla mnie to żadna oznaka bohaterstwa – mówi Agnieszka Gałązka z Żychlina.

    Odznaka „Semper Paratus” (Zawsze Gotowy) przyznawana jest funkcjonariuszom i pracownikom służby więziennej, którzy dokonali czynu świadczącego o ich szczególnej odwadze lub męstwie, zwłaszcza ratującego życie lub zdrowie. Do kilkunastu osób w Polsce, które otrzymały tę odznakę, 8 lutego dołączyła st. szer. Agnieszka Gałązka, pielęgniarka w Zakładzie Karnym w Łowiczu.

    Pielęgniarka w uniformie

    To był październikowy wieczór ubiegłego roku. Agnieszka Gałązka, wracając po służbie do domu, była świadkiem wypadku w Pleckiej Dąbrowie. Widząc, co się stało, natychmiast przystąpiła do akcji ratunkowej. Pomogła ludziom, którzy ucierpieli w wypadku. Uratowała w ten sposób życie najbardziej poszkodowanemu. – Jestem pielęgniarką i zrobiłam, co do mnie należało. To było odruchowe – mówi pani Agnieszka. – Przecież jeżeli komuś dzieje się coś złego, trzeba mu pomóc. Akurat ci ludzie potrzebowali mojej pomocy. Dla mnie to żadna oznaka bohaterstwa. Wydaje mi się, że każdy na moim miejscu tak by się zachował. Tym bardziej nie spodziewała się wyróżnienia, jakie ją spotkało. Odznaczenie wręczył jej gen. Jacek Włodarski, dyrektor generalny Służby Więziennej. – W najśmielszych marzeniach nie oczekiwałam, że taka sytuacja nastąpi. W żaden sposób bohaterką się nie czuję. Dziwnie czułam się podczas gali. Wszędzie same osobistości, a wśród nich ja – szary człowieczek z małego miasta – dodaje. W swojej pracy pani Agnieszka musi zachować opanowanie w stresujących sytuacjach. To doświadczenie, zachowanie przez nią zimnej krwi pomogło uratować człowieka. Choć lubi adrenalinę, to w tym przypadku było jej aż nadto. Po powrocie do domu puściły emocje i z wrażenia aż się popłakała.

    Chleb powszedni

    Z podobnymi sytuacjami na co dzień spotykają się również ci, którzy wybrali pracę w innych służbach mundurowych. Dwa lata temu w Kutnie głośna była akcja ratowania 14-letniego chłopca z lodowatej rzeki. Na pomoc tonącemu skoczyli strażnik miejski, policjant i strażak. Chłopca udało się uratować. Mł. kpt. Marcin Włodarczyk dowodził wtedy strażakami, sam wskoczył również w nurt rzeki, bo w pewnym momencie problem z wydostaniem z wody mieli nawet ci, którzy ratowali nastolatka. – To była bardzo medialna sprawa – opowiada M. Włodarczyk. – Uczestniczyłem już w tylu akcjach z narażeniem życia strażaków, że nawet nie pamiętam dokładnie, kiedy to było. Często są takie sytuacje, że odstępuje się od zasad ogólnie uznanych za bezpieczne. To tzw. stan wyższej konieczności. Nie myśli się wtedy o rodzinie i najbliższych, nie ma na to czasu. To jest działanie odruchowe. O wielu akcjach z narażeniem swojego życia i kolegów mógłby opowiedzieć asp. szt. Jacek Zieliński, strażak z 25-letnim doświadczeniem. – Nie każdy sprawdza się w roli strażaka – mówi pan Jacek. – Jeżeli ktoś się decyduje nim zostać, nie może bać się widoku krwi. Musi być odporny na stres. Każdy strażak podlega trzyletniej próbie. Dopiero wtedy okazuje się, czy się do tej służby nadaje. Możemy wytrenować obsługę sprzętu, ale nikt nie wytrenuje reakcji na widok rozerwanych ciał ofiar wypadków.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół