• facebook
  • rss
  • Płonie Babilon, płonie...

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:00

    – Jeździliśmy rolniczymi tarpanami. Koledzy montowali metalowe płyty do samochodu, a w oknach wieszali kamizelki kuloodporne – mówi Paweł Czarnecki.

    Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Łęczycy wspólnie z Oddziałem PTTK „Ziemia Łęczycka” realizują projekt „Ciekawe miejsca – Ciekawi ludzie – Nowe smaki”. Zapraszają podróżników, którzy chętnie dzielą się przeżyciami, opowiadając o wyprawach w ciekawe zakątki świata. Lutowe spotkanie z łęczyczaninem Pawłem Czarneckim miało wyjątkowy charakter. Jego opowieść o Iraku była przedstawiona z perspektywy żołnierza biorącego udział w misji wojskowej.

    Zadowolone dzieci

    Paweł Czarnecki trafił do Iraku w lipcu 2004 r. w ramach III zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Misja – w założeniach stabilizacyjna – okazała się prawdziwą wojną. – Nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, co nas tam może spotkać – opowiada P. Czarnecki.

    – Pamiętam, jak kierowcy z poprzedniej zmiany, wioząc nas z bazy w Kuwejcie, uśmiechali się pod nosem, widząc nas ubranych w kamizelki kuloodporne i obładowanych amunicją. Nie wiedzieliśmy, że do granicy nic nam nie grozi. Przez cztery godziny w spiekocie strasznie się umęczyliśmy. To, co uderza w Iraku, to straszna bieda na prowincji. Kontrastowało to z przepychem, jaki można było zobaczyć w Bagdadzie. – Do każdego konwoju podbiegały dzieci. Dawaliśmy im butelki z wodą i puszki z jedzeniem. Cokolwiek dostały, zawsze były uśmiechnięte i zadowolone. Nigdy nie zdarzyło się, żeby podszedł do nas dorosły. Jedyne, czego można zazdrościć Irakijczykom, to drogi. Idealnie równe. Nawet w 50-stopniowym upale nie tworzą się koleiny.

    Głupota wojny

    Baza wojskowa w Babilonie, w której stacjonowali Polacy, to 300 ha zakrytych tylko z jednej strony. W celu ochrony co kilkaset metrów ustawiono wieże kontrolne. Na miejscu znajdowały się agregaty prądotwórcze wielkości ciężarowego stara. Kiedy pracowały, w promieniu 50 m można było odczuć drgania ziemi. Pobyt w historycznym miejscu, dzięki archeologom tam pracującym, pozwolił żołnierzom na bliższe poznanie kultury tego kraju. Nie była to jednak bezpieczna misja. – Wtedy wojsko polskie nie miało jeszcze sprzętu opancerzonego. Polacy jeździli na rolniczych tarpanach. Koledzy montowali metalowe płyty do samochodu, a w oknach wieszali kamizelki kuloodporne. Myśli o głupocie tej wojny pojawiły się, gdy zginął pierwszy żołnierz z naszej zmiany. Przez kilka dni w bazie dało się odczuć przygnębienie. Już nie żartowano w kolejce do stołówki. Kaplice od razu zapełniły się żołnierzami. Takich wypadków z ludźmi, których widziałem na co dzień, było kilkanaście. To na zawsze pozostaje w pamięci, tak jak ostrzał bazy z granatów moździerzowych. Kilka odłamków wpadło do pomieszczenia, w którym przebywałem. Koleżanka wtedy wykrzyczała: „Paweł! Po co my tutaj jesteśmy? Co oni z nami robią?!”– mówi P. Czarnecki. Nic dziwnego, że po tym, co przeżył, pan Paweł uważa, że wysłanie polskich wojsk do Iraku było błędem

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół