• facebook
  • rss
  • Od Niego wszędzie blisko

    dodane 21.03.2013 00:00

    Rzeźbiony Zbawiciel. W mieszkaniu ks. Pawła Śmigla, pochodzącego z Rdutowa, próżno szukać telewizora. Z konińskim duszpasterzem trzeźwości mieszka za to  jego przyjaciel i wybawca – Chrystus Frasobliwy o kilkudziesięciu twarzach. agnieszka.napiorkowska@gosc.pl

    Wyrzeźbiony przez przeróżnych twórców Chrystus, lekko pochylony, z koroną cierniową na głowie, odziany w szaty królewskie, chłopskie, a nawet oświęcimski pasiak w kolekcji ks. Śmigla ma ponad 350 obliczy. I – jak podkreśla kapłan – każde z nich jest nie tylko próbą ukazania frasunku Zbawiciela, ale także wizerunkiem rzeźbiarza, który zawsze rzeźbi siebie i swoje emocje.

    Miłościwy Cierpotka

    O zgromadzonych rzeźbach, z których znaczna część znajduje się także w domu rodzinnym, ksiądz Paweł może opowiadać godzinami. Biorąc do ręki drewniane figurki, podnosi je z niebywałą delikatnością, jakby nie chciał zadawać kolejnych ran ubiczowanemu Zbawicielowi. Wie bowiem, że frasujący się Chrystus, który przysiadł na kamieniu, za chwilę zostanie rozciągnięty na krzyżu. Ta pozorna chwila odpoczynku – zdaniem księdza Pawła – jest bardzo ważnym momentem, którego nie wolno pominąć. – Zgodnie z tym, co mówi teologia, to chwila podsumowania, w której Chrystus zastanawia się, czy ludzie zrozumieją, jak wielkie rzeczy dla nich czyni i co zrobią z Jego ofiarą. To ważna chwila refleksji przed śmiercią, która nie wszystkim jest dana – tłumaczy kapłan kolekcjoner. – Dzisiejszy świat, który mocno przyspieszył, z łatwością pomija ten moment. Widząc to, przypominają mi się słowa ks. Franciszka Blachnickiego, który mówił, że „najgorszą kategorią człowieka jest człowiek bezrefleksyjny”. Ktoś taki skazany jest na unicestwienie. Kiedyś do tej zadumy nad sobą zachęcały ludzi rzeźby Chrystusa Frasobliwego, które można było spotkać wszędzie. Na rozstajach dróg, w kapliczkach i kościołach. Ludzie nazywali Go Panem Jezusickiem, Zafrasowanym, Miłościwym, Cierpotką i Frasusiem. Człowiek widział w Nim wszystkie swoje krzyże, ból, żal, niespełnienie i krzywdy. Wiele osób próbowało także Jego frasunek opowiedzieć dłutem. Obok Ostatniej Wieczerzy, Ukrzyżowania, Piety była to scena najczęściej rzeźbiona – zauważa ks. Paweł, który w każdym ze swoich świątków potrafi dostrzec coś wyjątkowego: spojrzenie, ból, przerażenie i masę innych emocji, a także duże bądź małe dłonie. A nade wszystko – miłość Chrystusa. – Proszę popatrzeć na tego. Nie jest smutny, ale zamyślony, a ten podobny jest do chłopa łowickiego. Kolejny ma skrwawioną twarz, duże usta albo wielkie serce, na które wskazuje swoją dłonią. Mam też jedną rzeźbę przedstawiającą Afrykańczyka, którą przerobiłem na Frasobliwego.

    Życie, nie serial

    – Prowadząc rozważania Drogi Krzyżowej, żałuję, że kiedyś usunięto z niej stację, przy której spotykaliśmy Chrystusa Frasobliwego. Brakuje mi Go tam. Podobnie, jak na skrzyżowaniach i w kapliczkach. Spotykając Go, człowiek musiał się określić. Dziś wielu ludziom kojarzy się On z cierpieniem, którego nie rozumieją, dlatego od Niego uciekają. Gdyby je zrozumieli, chętniej odpowiadaliby na zaproszenie Jezusa: „Jeżeli chcesz iść za mną, weź swój własny krzyż. A kiedy okaże się on za ciężki, przerzuć go na Mnie, wtedy pomogę ci go nieść”. Droga Krzyżowa jest mapą mówiącą, jak iść, jak przeżywać swoje problemy i cierpienia. On nas uczy, że gdy upadniemy, mamy wstać. Pokazuje też, jak się zachować wobec tych, którzy nas obcierają, i tych, którzy chcą nam pomóc. Dlatego nie da się tego oglądać jak serialu – przekonuje ks. Paweł, co chwila zerkając w stronę swoich Frasobliwych. Opowiadając o kolejnych figurach, a także ich twórcach, podkreśla, że w poszukiwaniach nie chodzi mu o znalezienie jedynie ładnych rzeźb, ale tych prawdziwych, naiwnych, niewygłaskanych, jakie powstawały na Podhalu, w Paszynie, Łęczycy czy Kutnie. – Prace Heleny Szczypawki-Ptaszyńskiej czy Stanisława Miki, a także wielu innych twórców zachwycają mnie swoją prostotą. Niesamowite jest to, że ci ludzie w tak prosty sposób podjęli próbę wypowiedzenia swojego Boga. I choć jest to tylko próba, to przecież każdy będzie miał takiego Jezusa, o jakim marzy. Moim jest Frasobliwy, który – widząc mnie – myślę, że nie będzie wiele mówił, tylko się na mnie popatrzy. I może się posunie, bym mógł obok Niego usiąść – marzy ks. Paweł Śmigiel, któremu Chrystus Frasobliwy uratował życie, a teraz pomaga w pracy z uzależnionymi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół