• facebook
  • rss
  • Dłonie Jezusa

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 14/2013

    dodane 04.04.2013 00:00

    – Błogosławieństwo przez nałożenie rąk to nie jest nadzwyczajne działanie kapłana – mówi o. Piotr RóŻański.

    Franciszkanin o. Józef Witko od kilkunastu lat odprawia Msze św. w intencji chorych o uzdrowienie i uwolnienia duchowe. Znany w Polsce i za granicą rekolekcjonista odwiedza cyklicznie Łowicz. W kościele ojców pijarów na Eucharystię przez niego sprawowaną przyjeżdżają osoby nawet z odległych miejscowości.

    Przekleństwo i błogosławieństwo

    Według o. Witki, źródłem chorób i problemów życiowych bywa na przykład przekleństwo, które może na nas ściągnąć łamanie Bożych przykazań. Na podstawie Biblii można wymienić oznaki przekleństw. Są to: problemy psychiczne i emocjonalne, choroby przewlekłe i dziedziczne, problemy małżeńskie i rodzinne, zwłaszcza problemy dzieci i rozbicie rodzin, problemy materialne, przedwczesne zgony w rodzinie czy samobójstwa, problemy związane z prokreacją szczególnie dotykające kobiet.

    Skuteczność przekleństwa warunkują dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że musi być ono wypowiedziane przez osobę, która ma autorytet. To mogą być rodzice, którzy wypowiadają przekleństwo w stosunku do swoich dzieci, czy małżonkowie do siebie nawzajem. To może być osoba duchowna, ale również te, które są związane z okultyzmem i ten autorytet czerpią od złego ducha. Drugim punktem zaczepienia jest popełniony przez nas grzech. – Jeżeli kogoś skrzywdzę, a zraniona osoba w bólu serca wypowie przekleństwo, wtedy ono zadziała – mówi o. Witko. – Jeżeli posłuży się dodatkowo magicznymi znakami i gestami, wtedy staje się ono bardziej skuteczne. Zdarza się, że ludzie nie wiedząc, jak to zrobić, korzystają z pomocy okultysty i to jest bardzo niebezpieczne. Przykłady, gdzie ewidentnie widać działanie przekleństwa, o. Witko może mnożyć wiele. Zwraca uwagę, że tarczą ochronną przed jego skutkami jest łączność z Bogiem. Jeżeli ktoś żyje w łasce uświęcającej, nie musi obawiać się przekleństwa, bo gdy nie ma grzechu, nie ma ono punktu zaczepienia. Złamać przekleństwo może błogosławieństwo udzielone przez kapłana. Ma ono ogromną siłę. Ale te czynione przez nas w imię Boże też mają swoją moc. Znane są przypadki, że błogosławiąc zatruty pokarm, usuwa się z niego truciznę. Przeważnie nie czynimy tego, bo nie wiemy nawet, jak to robić.

    Kapłan charyzmatyk

    W kościele pijarów w Łowiczu Msze św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie odprawia nie tylko o. Józef Witko. Pijar o. Piotr Różański traktuje to jako swój kapłański obowiązek. W każdy drugi czwartek miesiąca na wieczornej Eucharystii widać kapłanów nakładających dłonie na głowy wiernych. Ostatnio dwie osoby dały świadectwo ze swojego uzdrowienia, poparte dokumentacją lekarską. – Błogosławieństwo przez nałożenie rąk to nie jest nadzwyczajne działanie kapłana – mówi o. Różański. – Naturalne jest, że ludzie przez to zostają uzdrowieni i uwolnieni, przecież nasze dłonie są konsekrowane, to są dłonie Jezusa Chrystusa. Jeżeli kapłan nakłada ręce jako on sam, to nie będzie żadnych znaków. Musi być wiara i musi być modlitwa. Każdy kapłan jest charyzmatyczny, bo kapłaństwo jest charyzmatyczne, więc ja buntuję się przed określeniem: „O, ten kapłan to charyzmatyk!”. A inny ksiądz nim nie jest? Przecież gdyby nim nie był, nie byłby kapłanem. Charyzmat to dar Pana Boga dany temu, kto prosi, ale nie dla niego samego, tylko dla tych, do których jest posłany. Zarówno o. Witko, jak i o. Różański przestrzegają przed magicznym traktowaniem tej posługi kapłańskiej. Jeżeli nie przyjmie się tego jako działania Jezusa Chrystusa, jeżeli nie przyjmie się tego z wiarą jako spotkania z Bogiem, to przyjście na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie nie ma sensu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół