• facebook
  • rss
  • Nikt nie żyje sam

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 15/2013

    dodane 11.04.2013 00:00

    Sympozjum „Dar Życia”. – Mówiąc o rodzinie, mam na myśli tych, którzy odeszli, którzy teraz ją tworzą, i tych, którzy w przyszłości przyjdą na świat. Oni wszyscy są tak samo ważni jak ja – mówił podczas sympozjum ojciec Ashenafi, misjonarz Matki Bożej Pocieszenia.

    Od uroczystej Mszy św., odprawionej w sobotę 6 kwietnia w kościele św. Stanisława, rozpoczęło się VIII Sympozjum „Dar życia”, które swoją kontynuację miało w kinoteatrze Polonez. I tak jak w latach ubiegłych prelegenci nie zawiedli. 6 kwietnia do Skierniewic przyjechali: dr Krystyna Zając, propagatorka kultu świętej Joanny Beretty-Molli, Andrzej Szczepaniak ze wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”, Brygida Grysiak, dziennikarka TVN24, Olimpia Janz i Zuzanna Troczyńska, instruktorki modelu Creightona, a także pochodzący z Etiopii ojciec Ashenafi i Ireneusz Jabłoński, członek zarządu i ekspert Centrum im. Adama Smitha. Tematem rozważań była rodzina, która zgodnie z tegorocznym hasłem programu duszpasterskiego wezwana jest do tego, aby być solą ziemi.

    NIE dla obojętności

    Fakt, że sympozjum odbyło się już po raz ósmy, zdaniem głównego organizatora ks. Grzegorza Gołębia to najlepszy znak, iż nie jest ono inicjatywą przewidzianą na rok czy dwa, ale stałą propozycją promującą cywilizację życia. Podobnego zdania byli wszyscy uczestnicy. – Trudno być solą ziemi bez formacji. To, co tu słyszymy, pracuje w nas potem przez wiele miesięcy – zauważa Agnieszka Caban. – W tym roku często będę wracać do wykładu Brygidy Grysiak, która opowiadała o bohaterkach swojej książki „Wybrałam życie”. Przybliżanie poszczególnych historii kobiet, które mimo wielu trudności postanowiły urodzić swoje dzieci, zapadła mi głęboko w serce. Wstrząsnęło mną to, że w środowisku tych kobiet nie znalazła się ani jedna osoba gotowa przyjść im z pomocą. Sama dobrze wiem, jak w tym czasie kobiecie potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa, wsparcie i miłość najbliższych. Wiem to, bo spodziewam się piątego dziecka. I choć to dopiero początek ciąży, już nie mogę doczekać się jego narodzenia. I co ważne, najpierw jego poczęcia zapragnął mój mąż. Pragnienie to zrodziło się w jego sercu podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Kiedy mi o tym powiedział, mimo iż ostatnia nasza córka o mało nam nie umarła, a czas, gdy ją nosiłam pod sercem, był bardzo trudny, po raz kolejny otworzyłam się na życie. W każdym swoim dziecku widzę bowiem wielki dar podarowany nam przez Boga – wyznaje Agnieszka, dla której otwartość na życie jest pewnego rodzaju miernikiem relacji z Jezusem.

    TAK dla życia

    Wykład Brygidy Grysiak zrobił wrażenie także na Annie Grzejszczak, która była już po lekturze książki „Wybrałam życie”. – Nie jest to pozycja, obok której można przejść obojętnie, zwłaszcza, gdy jest się kobietą. Przytoczone świadectwa ciągle nosi się w sobie. Nie można ich zapomnieć. Po przeczytaniu książki, mimo iż nigdy nie spotkałam osób, które zastanawiałyby się nad aborcją, i nigdy nie musiałam nikogo przekonywać do urodzenia dziecka, problemy te stały się dla mnie bardzo ważne. Zaczęłam dostrzegać dobro, które jest moim udziałem. Doceniłam także, jak wielką łaską jest to, iż mam dzieci, męża, rodzinę – mówi A. Grzejszczak, która po wykładzie podziękowała Brygidzie Grysiak za jej pracę i podkreśliła, że to, co robi, ma wielką wagę nie tylko dla kobiet rozważających aborcję, ale także dla matek, które starają się być blisko Boga. Opisane opowieści o kobietach, które mimo samotności, braku pieniędzy czy świadomości, że dziecko jest chore, zdecydowały się je urodzić, były ważne także dla Marty i Tomasza Chadamików, którzy od kilku już lat działają w Stowarzyszeniu „Dar Życia” i podejmują Dzieło Duchowej Adopcji. – Podejmowanie adopcji, a także włączanie się w organizację sympozjum, to tylko niektóre form służby życiu, jakie podejmujemy. W wakacje np. wybieramy się na rekolekcje formacyjne Diakonii Życia. Wychodzimy bowiem z założenia, że samo słuchanie i czerpanie nie wystarcza. Potrzebne jest konkretne działanie i dawanie czegoś z siebie – mówi Tomasz Chadamik. – Gdy jesteśmy przy czerpaniu, muszę powiedzieć, że podczas tegorocznego sympozjum można było robić to garściami. Słuchając choćby wykładu ojca Ashenafiego, który kilka razy podkreślał, iż pochodzi z wielodzietnej rodziny, zostaliśmy zarażeni radością. Jego świadectwo zachęcało do powrotu do korzeni. Słysząc o życiu Etiopczyków, którzy wzajemnie sobie pomagają, dla których dziecko jest prezentem zesłanym z nieba przez przodków, stąd zawsze jest przyjęte jako dar, odkrywaliśmy w tym nie tylko wielką prostotę, ale i mądrość – dodaje Marta. Świadectwo ojca Ashenafiego, który opowiadał o tym, jak ważna jest każda osoba w rodzinie afrykańskiej, poruszyło wielu zebranych. – W naszą tradycję wpisany jest szacunek do życia, a także do pradziadków. Rodzina to coś więcej niż tylko mama tata i dzieci. Stanowią ją także dalsi krewni, a nawet sąsiedzi, na których można zawsze liczyć. Dzięki temu u nas nikt nie rodzi się ani nie umiera sam. W osobach starszych widzimy Boga – opowiadał misjonarz, który zachęcał także do tego, aby myśląc o dziecku, pytać nie tylko o to, co trzeba dla niego poświęcić, ale także o to, co ono przyniesie.

    3 razy TAK dla świętości

    Każdy z wykładów wygłoszonych na tegorocznym sympozjum Dar Życia był także świadectwem i zaproszeniem do świętości. Tak było w przypadku Andrzeja Szczepaniaka, który opowiadając o Wspólnocie Trudnych Małżeństw „Sychar”, świadczył nie tylko o tym, że każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania, ale także o swojej miłości do żony, której nie widział już 13 lat. – Wiara pana Andrzeja, który bezgranicznie zaufał Bogu, nadal kocha swoją żonę i nie przestaje wierzyć, że ona do niego powróci, to dla nas wyjątkowa lekcja wierności – zauważa Monika Mozga. – Po jego wystąpieniu, a także po wykładzie dr Krystyny Zając, która opowiadała o św. Joannie i jej rodzinie, obiecaliśmy sobie z mężem, że będziemy bardziej troszczyć się o naszą relację małżeńską. Jest nam to bardzo potrzebne, bo w ostatnich dniach ostro się spieraliśmy. Przybliżanie życia św. Joanny, podczas którego nie mogłam powstrzymać łez, to zaproszenie do świętości nie tylko dla kobiet, ale i mężczyzn. Jej życie pokazuje bowiem, o czym mówiła pani doktor, że chcąc zostać świętą, nie trzeba ze wszystkiego rezygnować – podkreśla Monika. Święta Joanna to wzór nowoczesnej świętej, która ubierała się zgodnie z modą paryską, jeździła na nartach i uwielbiała dansingi. Była alpinistką i lekarką. Żyjąc pełnią życia, nigdy nie zapomniała o Chrystusie. Od 16. roku życia robiła sobie postanowienia duchowe, którym pozostawała wierna. Ze wszystkich sił kochała swojego męża i dzieci. Za jedno z nich oddała życie. – Myślę, że w tej rodzinie nie tylko ona była święta. Jej mężowi też niczego nie brakowało. Świadczą o tym jego świadectwa, modlitwy i dzieci, które wychował. Ich miłość zachwyca i inspiruje – zauważa Jacek Mozga. Przybyli na sympozjum dostali także dużą dawkę informacji o tym, czym jest naprotechnologia, i w jaki sposób pomaga ona w poczęciu dziecka. VIII Sympozjum zakończył wykład Ireneusza Jabłońskiego, który nie tylko przekonywał, że rodzina jest receptą na kryzys, ale także proponował konkretne rozwiązania jej służące.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół