• facebook
  • rss
  • Ojca Mateusza nie było

    dodane 27.06.2013 00:00

    Podczas wyjazdu na szczęście nie zdarzyło się nic, co wymagałoby interwencji serialowego detektywa.

    W sobotę 22 czerwca po Mszy św. z parafii św. Jakuba w Skierniewicach ponad 50-osobowa grupa ministrantów, bielanek i ich rodziców pod opieką ks. Stanisława Smolarka udała się na wycieczkę do Sandomierza.

    Szkielet i rozczarowanie

    Przed dotarciem do miasta, które jest jednym z najstarszych i najpiękniejszych grodów w Polsce, grupa zwiedziła także kolegiatę pw. św. Marcina w Opatowie. Ministranci z zaciekawieniem słuchali opowieści o ważnych zwycięskich bitwach, które zostały uwiecznione na ścianach świątyni. Zwrócili też uwagę na rzeźbione stalle w głównym ołtarzu, w których wielu chciało zasiąść, a także na szkielet namalowany przy nagrobkach rodziny Szydłowskich.

    Po dotarciu do Sandomierza, który w ostatnim czasie wielu kojarzy się z serialem „Ojciec Mateusz”, opowiadającym o księdzu rozwiązującym – poza pracą duszpasterską – zagadki kryminalne, przewodnik grupy co chwila zasypywany był pytaniami o miejsca, w których rozgrywa się akcja filmu. Dzieci chciały wiedzieć, gdzie jest plebania znanego detektywa w sutannie, gdzie jego kościół, którędy jeździ do komendy i w którym miejscu znajduje się posterunek policji. Z rozczarowaniem przyjmowały informacje, że niektóre budynki nie znajdują się w Sandomierzu. – Tu jest rezydencja biskupa i płot, przy którym ojciec Mateusz zawsze zostawia swój niezawodny rower. W tym miejscu na rynku nakręcono wiele scen. Stary ratusz też powinniście znać doskonale, ale plebania i kościół nie są na naszym terenie – wyjaśniał przewodnik.

    Ministranci w dybach

    Rekompensatą rozczarowania, jakie wywołały powyższe informacje i nieobecność kapłana detektywa, była wizyta w podziemiach, w czasie zwiedzania których uczestnicy wycieczki poznali historię miasta, a także legendę o dzielnej Halinie Krępiance. Największą furorę – zarówno wśród dzieci, jak i ich rodziców – zrobiła wizyta w zbrojowni. Już od wejścia niektórzy ministranci, których rozpierała energia, zostali przez rycerza z zakonu templariuszy przechwyceni i odziani w strój rycerski, a także w strój tatarski. Najbardziej rozrabiających dzielny rycerz zakuł w drewniane dyby i inne narzędzia służące do poskramiania i karania rzezimieszków. W zbrojowni wszystkie skierniewickie dzieci mogły przymierzyć przeróżne stroje pochodzące z dawnych epok. – Bardzo się cieszę, że tu przyjechałem razem z synem Mateuszem. Nie dość, że mieliśmy wreszcie trochę czasu na to, by razem pobyć, to zobaczyliśmy także miasto, które ma tak bogatą historię – mówi Jacek Popowski. – Cieszę się, że na miejscu okazało się, iż to, co było na początku haczykiem dla chłopaków, czyli możliwość pobycia w miejscach związanych z serialem, przegrało z historią. Zbrojownia, podziemia, możliwość przymiarki zbroi i opowieści o dawnych bitwach zachwyciły mojego syna. Cieszę się, że teraz Mateusz, myśląc o Sandomierzu, będzie go kojarzył nie tylko z bystrym księdzem detektywem, ale także z bogatą historią i czasem, który spędził razem ze mną. Zadowolenia nie kryje także ks. Smolarek, opiekun ministrantów i bielanek, pomysłodawca wycieczki. – Zależało mi na zorganizowaniu wyjazdu, który byłby okazją do integracji zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Wzajemne poznanie się, nie tylko przy ołtarzu i na zbiórkach, bez wątpienia pomoże nam w dalszej pracy duszpasterskiej. Chciałbym w przyszłym roku więcej czasu poświęcić na formację – mówi ks. Stanisław. Zapytany, dlaczego wybrał Sandomierz, przyznaje, że powodem nie był film. – Nie oglądam „Ojca Mateusza”. Nie mam telewizora. Gdy byłem kilka miesięcy temu w Sandomierzu, zachwyciło mnie to miejsce, dlatego postanowiłem jego urokiem zarazić także tych, których powierzono mojej opiece – wyjaśnia ks. Smolarek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół