• facebook
  • rss
  • Kuna całkiem niemiła

    dodane 25.07.2013 00:00

    Mimo że kościół w Janisławicach liczy już ponad 500 lat, pewne zasady pozostały niezmienne – babińcem wchodzą baby, a chłopy wejściem pod chórem.

    Po skierniewickim, klasycystycznym kościele warto cofnąć się kilka wieków, by zwiedzić późnośredniowieczny, drewniany zabytek, który – tak jak wiele kościołów należących do Szlaków Architektury Drewnianej, rozsianych po całej Polsce – ma bogatą historię i z którym wiąże się wiele ludowych legend. Mowa o kościele pw. św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Janisławicach.

    Publiczna pokuta

    Legenda głosi, że kościół wybudował książę Janisław, którego syn zagubił się w lasach i na mokradłach otaczających dzisiejsze Janisławice. Zrozpaczony ojciec modlił się o ocalenie chłopca za wstawiennictwem św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy, obiecując przy tym Bogu, że jeśli jego prośba zostanie wysłuchana, wybuduje w tym miejscu kościół. Gdy po trzech dniach dziecko się odnalazło, książę wypełnił swój ślub. Jednak historia ta mija się z prawdą. W 1500 roku kościół ufundował arcybiskup gnieźnieński Andrzej Róża Boryszewski. Konsekracji kościoła dokonano w 1525 r. Trójnawowy kościół w ciągu wieków rozbudowywał się. I tak w XVIII w. dobudowano kruchtę południową, do dziś nazywaną „babińcem”. Przez setki lat utrwaliło się, że jest to wejście zarezerwowane wyłącznie dla kobiet i do dziś mieszkańcy płci męskiej nie wchodzą „babskimi” drzwiami. Kiedy w 1914 roku rozbudowano kruchtę od frontu, tak że chór przedzielił kościół na dwie części, mężczyźni zajęli miejsce za chórem, kobietom zaś przypadły miejsca z przodu. Ten podział także zachował się do dziś. Na szczęście nikt już nie pamięta czasów, kiedy to grzesznicy pokutowali za swoje przewinienia przykuci do kościoła za pomocą kuny – metalowej obroży przymocowanej do ściany na wysokości metra od ziemi i zatrzaskiwanej winowajcom na szyi. Chodziło o to, by cała wieś widziała, czym kończy się łamanie Bożych przykazań. Dziś kuna przypomina o potrzebie pokuty wszystkim, którzy wchodzą do kościoła przez południową kruchtę.

    Utopiony dzwon

    Na temat janisławickiego kościoła z zabytkowymi obrazami, ołtarzami i amboną zachowało się niewiele dokumentów. Nie wiadomo na przykład, kiedy i dlaczego odsłaniany obraz św. Katarzyny, figurujący niegdyś w ołtarzu głównym, zastąpiony został obrazem św. Anny Samotrzeciej. Ten ostatni namalowano tak, by srebrno-złote sukienki św. Katarzyny pasowały na Maryję, Jezusa i św. Annę. I tak przebraną Maryję do dziś podziwiać można podczas niedzielnych Eucharystii. Choć trudno uporządkować zamierzchłe dzieje janisławickiego kościoła, historia XX w. jest tam wciąż żywa. Świadczą o tym nie tylko przykuwające uwagę folklorem wnętrze, ale i tradycja ubierania się w stroje ludowe, nawet przez młodzież. Są także mieszkańcy pamiętający czasy II wojny światowej, w czasie której kule trafiły w kościół i zostawiły widoczne do dziś ślady. Janisławice były jednak spokojną wioską, którą szczęśliwie omijały działania wojenne. Leżące blisko walczącej Warszawy i Głuchowa – miejsca spotkań AK, stały się schronieniem dla żołnierzy i wysiedlonych Polaków, takich jak Henryk Jerzy Chmielewski (Papcio Chmiel) i innych. Spokój przerwał wyrok, wykonany przez partyzantów na żandarmerii niemieckiej. Urzędujący w janisławickiej organistówce Niemcy otworzyli ogień, a ślady strzałów znaleźć dziś można nad głównym wejściem do kościoła. Zresztą mieszkańcy bronili nie tylko ludzi, ale także swoich świętości. Tuż przed wtargnięciem wojsk niemieckich chłopi utopili w stawie XVIII-wieczny dzwon kościelny, ratując go w ten sposób przed wywiezieniem. Dzięki temu ze starej dzwonnicy nadal zwołuje wiernych na niedzielną Eucharystię oraz inne uroczystości.

    Pisząc tekst, korzystałam z kart katalogowych parafii i opracowań Ewy i Agnieszki Burzyńskich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół