• facebook
  • rss
  • Nie ma jak u Mamy

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 32/2013

    dodane 08.08.2013 00:00

    – Kto, jeśli nie Matka Boża Świętorodzinna, zaopiekuje się moją rodziną? – pyta Danuta Krawczyk.

    Jak co roku, 1 i 2 sierpnia z kilku miast diecezji wyruszyły pielgrzymki do Matki Bożej Miedniewickiej. Pielgrzymi z Łowicza, Skierniewic, Żyrardowa, Błonia, Sochaczewa i innych parafii pokonywali kilkadziesiąt kilometrów w upale, by stanąć przed Panią Mazowsza i uczestniczyć w nabożeństwach odpustowych.

    Pielgrzymowały całe rodziny, nawet z malutkimi dziećmi. – Idziemy już trzeci raz – mówi Gerard Kłosiński, tata Maksa i Alka. – Rok temu przez większość czasu niosłem Maksa na rękach. Pielgrzymka to stały punkt programu w naszej rodzinie – dodaje. Wielu pielgrzymów przed Maryję zanosi w sercu swoją rodzinę. – Idę w intencji wnuków – mówi Danuta Krawczyk. – Ta pielgrzymka jest mi szczególnie bliska, bo była pierwszą, na jaką poszłam po nawróceniu. Pamiętam, że nie mogłam wtedy jeść, prawie całą drogę płakałam. To było bardzo oczyszczające pielgrzymowanie – dodaje. Uroczystości odpustowe rozpoczęły się Mszą św. w intencji ojczyzny pod przewodnictwem bp. Józefa Zawitkowskiego. – To wielkie wydarzenie dla Miedniewic i dla nas. Podziwiam Was, pielgrzymi. Jesteście resztką świata, która jeszcze potrafi chodzić z imieniem Boga na ustach – mówił biskup. W uroczystości wzięli udział szwoleżerzy z Wiskitek i poczty sztandarowe, a po Apelu Maryjnym złożone zostały kwiaty w hołdzie poległym w powstaniu warszawskim. W planach było czuwanie całonocne, nabożeństwa maryjne, a odpust zakończył się Eucharystią koncelebrowaną następnego dnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół