• facebook
  • rss
  • Tabletki dla opornego ludu

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:00

    – Usłyszałem słowa pewnej siostry: „I co, tak pojedziecie, pochodzicie po tym festiwalu i za rok znów wrócicie. A gdybyście mieli silną wiarę, w tym roku nawrócilibyście wszystkich” – opowiada Grzegorz Stalmierski.

    Tygodniowe rekolekcje, niekończące się rozmowy, zarwane noce, zabawy integracyjne i pogotowie modlitewne rozdające witaminki duchowe – to tylko część atrakcji, które przygotowało dla woodstockowiczów prawie 800 młodych ewangelizatorów na tegorocznym Przystanku Jezus. Drugą stroną medalu były: ich lęk, niepewność, głębokie zaufanie Jezusowi i przełamywanie siebie. Młodzi z diecezji łowickiej twierdzą, że nagroda za podjęty trud jest wielka i że za rok znów pojadą głosić Ewangelię na polach Woodstock.

    Faustynie się podoba

    Jedyne, czego potrzeba, by zostać ewangelizatorem na PJ, to skończone 18 lat i głęboka wiara w Jezusa. Tylko tyle i aż tyle. Grzegorz Stalmierski, który po raz drugi uczestniczył w Przystanku Jezus, twierdzi, że to, co w tym roku przyciągało woodstockowiczów, to ubóstwo i cisza panujące pod namiotem ewangelizatorów. – W zeszłym roku były koncerty, wielu biskupów i gigantyczne przedsięwzięcie. W tym wręcz przeciwnie – cisza, spokój. Młodzi z festiwalu przychodzili, bo chcieli być w ciszy – wspomina Grzegorz. Rekolekcje rozpoczynające Przystanek Jezus prowadził bp Edward Dajczak. Dotyczyły miłosierdzia Bożego. – Słychać, że biskup czyta „Dzienniczek” Faustyny. Mówił o grzechu, nędzy, biedzie i o tym, że im ich więcej, tym więcej też miłości. Z takim nastawieniem szliśmy na pola. Myślę, że Faustynie by się tu spodobało. Miałem wrażenie, że ja nie mam nic do zaoferowania. Oddawałem Bogu moją słabość i grzech, a On posługiwał się mną podczas rozmów z młodym i w czasie modlitw za nich – opowiada Grzegorz. A chętnych nie brakowało. Każdego dnia od rana do wieczora kilkuosobowe grupy wtapiały się w woodstockowy tłum, by zanieść tam Jezusa. – Dla mnie najważniejsze było to, by dać miłość – opowiada Daniel Okruch. – Nie chciałem wciskać ludziom Jezusa na siłę, ale pomóc im, wysłuchać, dać to, czego potrzebują. Często oddawałem swój obiad, rozdałem poświęcone medaliki i bransoletki. A to był dobry wstęp do rozmowy. Na Woodstock ludzie są bardzo otwarci i często potrzebują się wygadać i usłyszeć o tym, że są umiłowanymi dziećmi Boga, który ich kocha i z tej miłości umarł na krzyżu. Te słowa sprawiają, że młodzi zaczynają płakać i oddają swoje życie Jezusowi.

    Bóg tam mówi

    Warto zauważyć, że nie każdemu dane są odwaga i śmiałość do tego, żeby wśród wytatuowanych i często groźnie wyglądających ludzi głosić Jezusa. Są też i tacy, którzy obawiali się, że nie starczy im miłości do każdego napotkanego człowieka. – Kilkanaście dni przed Przystankiem Jezus byłem na Festiwalu Kultury Wschodniej, na którym było pełno wyznawców Kriszny – opowiada Daniel. – Tak bardzo mnie wkurzali, że sobie z tym nie radziłem. Na Przystanku nic takiego nie miało miejsca. Rekolekcje tak bardzo przepełniły mnie miłością Jezusa, wobec której czułem się bardzo malutki, że na polach Wood- stock zrozumiałem, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Monika Pintara przez pierwsze dni żałowała, że przyjechała na Przystanek. – Po prostu się bałam. Ludzi, którzy mogą być agresywni, reakcji na moje pytania o Boga, czyjejś krytyki mojego świadectwa. Tylko przed Najświętszym Sakramentem czułam wytchnienie. Klękałam i biadoliłam Jezusowi. A On odpowiedział bardzo szybko. Otworzyłam Pismo Św. i przeczytałam: „Nie bój się ich, nie lękaj się ich oblicza, chociaż są ludem opornym (...). Udasz się do zesłańców, do twoich rodaków i powiesz im: »Tak mówi Pan Bóg«, czy będą słuchać, czy też nie”. Następnego dnia, opowiadając Bogu o moim lęku przed tym, co powiedzą inni, otworzyłam fragment „unikniesz chłosty języka”. Nie miałam wątpliwości, że jestem na właściwym miejscu i Bóg chce się mną posługiwać – mówi Monika. Rzeczywiście, spotkała wielu młodych, z którymi przeprowadziła głębokie i często trudne rozmowy. Twierdzi, że Bóg uchronił ją przed spotkaniami z agresywną reakcją rozmówców, bo wie, jak bardzo się tego bała. – To były moje rekolekcje, czas adoracji, głoszenia Ewangelii i spotkań z niesamowitymi ludźmi z Przystanku Jezus, którzy nie cofali przed niczym, by każdy mógł usłyszeć o Bogu. Za rok też jadę – zapewnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół