• facebook
  • rss
  • Świątynia z bliznami

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 36/2013

    dodane 05.09.2013 00:00

    Kosztem wyrzeczeń wiernych ten kościół nadal stoi, bo stać musi. Nosi na sobie ślady historii tego regionu.

    Między Łowiczem a Sochaczewem, w odległości kilkuset metrów od DK2, stoi neogotycka świątynia. Zbudowana z czerwonych cegieł przyciąga uwagę strzelistymi wieżami zwieńczonymi krzyżami. Jest to parafialny kościół pw. św. Wojciecha i św. Barbary w Kompinie.

    Na piaskowych filarach

    Położona na lewym brzegu Bzury Kompina to jedna z najstarszych wsi na ziemi łowickiej. Na jednym z pól znaleziono ślady pogańskiego cmentarzyska. Rozwój osady przypada na lata, gdy Łowiczem i okolicą zarządzali prymasi Polski. Jeden z nich – abp Wincenty Kot – w 1445 r. erygował parafię. Wtedy powstał drewniany kościół. Znajdował się nieomal w tym samym miejscu co obecny. Kierunek pierwotnej świątyni był jednak inny. Prezbiterium skierowane było ku wschodowi. W jego miejscu znajduje się teraz żelazny krzyż na granitowym cokole. Obecny kościół murowany wybudowano w latach 1897–1900, według projektu Konstantego Wojciechowskiego. Świątynia ma kształt wydłużonego czworoboku, którego front wznosi się ku południowi, a prezbiterium z dwoma zakrystiami – ku północy. Zbudowana w stylu neogotyckim ma ostrołukowe okna i drzwi. Gdy wchodzi się głównym wejściem, ukazuje się wnętrze wysokiej świątyni, pełnej światła dzięki 17 oknom różnej wielkości. Piękne krzyżowe sklepienia lekko spływają na ściany i swoimi żebrami opierają się całkowicie na 8 filarach z piaskowca. Są one ośmioboczne, a ustawione w dwa szeregi dzielą świątynię na trzy nawy. Ołtarze i wszystkie sprzęty kościelne wykonane są z drewna dębowego, w ciemnym kolorze, rozjaśnionym złoceniami. Główny obraz ołtarza w prezbiterium przedstawia Przemienienie Pańskie na górze Tabor. Namalowany jest olejem na miedzianej blasze przez Józefa Buchbindera w 1900 r. Poza obrazem we wnęce znajduje się figura św. Wojciecha, a w bocznych skrzydłach – figury apostołów Piotra i Pawła. Wyżej widać dwóch aniołów z potrójnym świecznikiem w ręku. W ołtarzu bocznym po prawej stronie znajduje się obraz MB Częstochowskiej, a na zasłonie obraz św. Barbary. W lewym ołtarzu umieszczony jest wizerunek Serca Pana Jezusa, natomiast na zasłonie – św. Rozalii.

    Płonący kościół

    Koniec XIX w. na terenie byłej Kongresówki zaznaczył się ożywieniem w budowaniu murowanych kościołów. Kompińska świątynia była już w nie najlepszym stanie, dlatego 16 sierpnia 1893 r. odbyło się zebranie parafian, na którym postanowiono jednogłośnie przystąpić do budowy nowego kościoła; koszty nie miały przekroczyć 30 tys. rubli. Zaczęto zwozić kamienie na fundamenty. Wszelką pomoc przy budowie parafianie zobowiązali się świadczyć bezpłatnie i – jak potwierdzają dokumenty – wypełniali to zobowiązanie gorliwie. W 1899 r. rozpoczęto prace nad budową drewnianej części wież i pokryciu ich miedzianą blachą. Prace przebiegały sprawnie. Tymczasem 16 sierpnia od żarzących się iskier przy obróbce blachy zapaliła się najpierw wieżyczka stojącego przy rusztowaniach starego kościoła, a wkrótce ogromny ogień ogarnął dach i budowaną świątynię. Drewniany kościół spłonął doszczętnie. Nieszczęście wzmogło wysiłki ówczesnego proboszcza ks. Jana Niemiry, który umiał trafić do serc parafian. Ci hojnie wsparli dalsze prace przy budowie kościoła. 3 września 1900 r. odbyła się jego konsekracja. Nowa świątynia nie oparła się działaniom wojennym. Niemcy w czasie I wojny światowej wyłamali drzwi kościoła i zabrali piszczałki cynowe z organów. Ukradli także duży dzwon i zerwali cały miedziany dach, który pokryli blachą żelazną. Znaczniej bardziej – tak jak cała okolica – ucierpiała świątynia w czasie bitwy nad Bzurą, we wrześniu 1939 r. Do dziś widoczne są dziury po odłamkach od niemieckich pocisków armatnich na zewnętrznych ścianach. Część jest zasklepiona białą zaprawą, co daje wrażenie blizn na murach kościoła. Również metalowe ogrodzenie nie jest wolne od śladów po wybuchach. Niestety, kościół znowu płonął. Staraniem proboszcza ks. Józefa Wieteski przystąpiono do jego odbudowy. To była dobra decyzja, bo Niemcy wkrótce zabronili odnawiania zniszczonych świątyń. Parafianie nie szczędzili pieniędzy i pomocy. Do uprzątania zwałów gruzu przychodzili chłopcy z wiosek, ale gdy w połowie czerwca 1940 r. przy końcu robót przyszły do mycia dziewczęta, niespodziewanie zajechali Niemcy i wśród gonitwy oraz strzelaniny złapali je i wywieźli do Warszawy, żeby skierować na przymusowe prace do Niemiec. Komisja, dowiedziawszy się o osobliwym miejscu łapanki, zwolniła prawie wszystkie dziewczęta. Z ponad 20 nie wróciły tylko dwie. Pierwszą Mszę św. w odbudowanym kościele, jako prymicje kapłańskie, odprawił ks. Władysław Miziołek, neoprezbiter pochodzący z Kompiny. Po latach został biskupem.

    Przy pisaniu tekstu korzystałem z książki „Parafia Kompina. Monografia” historyczna” ks. Józefa Wieteski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół