• facebook
  • rss
  • Dzidą w dzika

    Marcin Kowalik


    |

    Gość Łowicki 37/2013

    dodane 12.09.2013 00:00

    Obyło się bez ofiar. Na pamiątkę pozostało kilka siniaków i lalka w sannickim stroju.

    Rok temu Sanniki zdobyły tytuł „Honorowej Stolicy Księstwa Mazowieckiego”. Jako zwycięzcy pierwszego Turnieju Miast na Szlaku Książąt Mazowieckich, przypadła im rola gospodarzy drugiej edycji.


    Zażarta walka


    W piątkowe popołudnie 6 września w parku przy pałacu w Sannikach 11 drużyn reprezentujących miejscowości związane z książętami mazowieckimi stanęło w turniejowe szranki. Walka była zażarta. Najbardziej oberwało się smoczycy i dzikowi. Ta pierwsza, całkiem niegroźna, otrzymała kilka celnych razów kopią. Dzik miał więcej szczęścia – nie wszystkie strzały i oszczepy trafiały do celu, ale później jako trofeum był niemiłosiernie targany na linach przez turniejowe zespoły

    .
– Daliśmy z siebie wszystko – mówi reprezentująca Sanniki Monika Kopeć. – Najwięcej trudności sprawiło strzelanie z łuku i rzut dzidą do dzika. Na co dzień przecież się tego nie robi. Ale najważniejsze, że dobrze się bawimy.

    
– Nie było żadnej presji – dodaje Ireneusz Kopeć, mąż pani Moniki. – Przekonałem się, że rzucanie podkową to nie to samo, co kółkami ringo. Jest o wiele trudniejsze.
Państwo Kopciowie wraz z Pawłem Mąkolem tworzyli drużynę z Sannik. Są pracownikami Urzędu Gminy. Wójt Gabriel Paweł Wieczorek pełnił tym razem honory gospodarza, każdej drużynie wręczył na pamiątkę lalkę w sannickim stroju. Rok temu, gdy startował, drużyna z Sannik nie miała sobie równych. Teraz zajęła 7. miejsce. Dwa oczka niżej uplasowali się reprezentanci Sochaczewa, członkowie Stowarzyszenia „Nasz Zamek”. Łukasz Popowski, Łukasz Nonas, Małgorzata Kuzar i Joanna Adamiak są zgodni, że najważniejsza była dobra zabawa. Wynik był drugoplanowy.


    Przewagę miały liczniejsze zespoły. W każdej konkurencji mogły wystąpić tylko trzy osoby z danej miejscowości. Zmęczenie dawało się we znaki, gdy trzeba było posługiwać się ciężkim mieczem czy „wypić” tanią okowitę. Zmiennicy decydowali o wyniku. W tym roku wygrała drużyna z Zakroczymia.


    Historyczne odkrycie


    W średniowieczu Sanniki były wsią służebną, której mieszkańcy specjalizowali się w produkcji sań na potrzeby dworu książąt mazowieckich w Płocku. Stąd nazwa miejscowości. W miejscu, gdzie dziś istnieje pałacowy park, istniał dwór książęcy, w którym w noc sylwestrową 1461/1462 r. zmarł – jak podejrzewano – w wyniku otrucia młody książę Siemowit VI. Dwa miesiące po śmierci Siemowita zmarł jego młodszy brat 14-letni Władysław II. Na nich skończyła się linia władców mazowieckich, którzy rządzili od wieków ziemią gostynińską, płocką, rawską i sochaczewską. Kilka miesięcy później większość terenów, którymi władali, została włączona do Polski, a księstwo przetrwało jeszcze, ale już okrojone.
W czasie prac związanych z rewitalizacją pałacu i parku pałacowego archeolodzy natrafili na fragmenty wcześniejszego dworu. Być może są to ślady miejsca, dramatycznych wydarzeń sprzed 550 lat, które zaważyły o przyszłości Mazowsza.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół