• facebook
  • rss
  • Prawdziwy Kwiat Skierniewic

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 37/2013

    dodane 12.09.2013 00:00

    Mocny makijaż, odpowiednia fryzura, obcasy i wyjściowy strój 
– to dziś norma nawet podczas eliminacji na piękność roku. 
Pierwsza Miss Polski mogła wysłać jedynie fotkę. Bez makijażu.

    Edycja konkursu Miasto Pięknych Dziewcząt „Kwiat Skierniewic”, rozstrzyganego podczas Skierniewickiego Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw, osiągnęła w tym roku pełnoletność. Od dwóch tygodni kilkanaście dziewcząt ciężko pracowało pod okiem choreografa, by w sobotę 14 września zdobyć jak najwyższą liczbę punktów za urodę i wdzięk. Jednak tradycja wyboru najpiękniejszej kobiety ze Skierniewic sięga znacznie dalej niż 18 lat wstecz, bo przecież tytuł pierwszej miss w historii Polski zdobyła właśnie młoda dziewczyna pochodząca ze Skierniewic.


    Od pierwszego wejrzenia


    W roku 1925, w którym szanowane czasopismo „Pani” ogłosiło pierwszy konkurs piękności na skalę ogólnopolską, wybory najurodziwszej damy odbywały się nieco inaczej, niż dziś jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Kandydatki wysyłały po trzy swoje zdjęcia. Bez makijażu. Fotografie drukowane były w dwutygodniku, a jury miało podjąć decyzję, która z nich zasługuje na tytuł najpiękniejszej. Niestety, rozbieżność zdań była tak duża, iż wydawało się, że konkurs nie zostanie rozstrzygnięty. Żadna ze zgłoszonych kobiet nie powaliła komisji na kolana. I w pewnym momencie jeden z członków jury – rzeźbiarz Stanisław Jackowski – wyjął z portfela fotografię młodej dziewczyny. Zebrani, po obejrzeniu zdjęcia, jednogłośnie orzekli, że to właśnie ona zasługuje na tytuł najpiękniejszej Polki. Była to Halina Dunin-
Łabędzka. Przeszkodami okazały się młody wiek panny ze Skierniewic, a także to, że akurat ta piękność nie zgłaszała się do konkursu. Dopiero po uzyskaniu zgody zarówno jej, jak i jej rodziców redakcja „Pani” ogłosiła Halinę najpiękniejszą Polką 1925 roku.


    – To była wielka dama – opowiada Wiktoria Sawicka, która przez wiele lat mieszkała z panią Haliną w nieistniejącej już kamienicy przy ul. Lelewela 19. – Pamiętam, że zawsze była bardzo elegancka, w białych, koronkowych rękawiczkach i z nieodłącznym pieseczkiem, któremu przypadały najlepsze kąski. Była bardzo taktowna i kulturalna. Jej fryzura i makijaż były idealnie dopracowane. W domu można się było przewrócić o porozrzucane rzeczy, ale ona sama wyglądała szykownie każdego dnia – śmieje się pani Wiktoria.


    Łabędzi śpiew


    
Okazało się, że skierniewiczanka zachwyciła urodą ludzi z wielkiego świata, a jej kariera potoczyła się w niebywałym tempie. Niczym muza dla artystów była portretowana przez malarzy i rzeźbiarzy. Zagrała w filmie sensacyjnym „Wampiry Warszawy”, a także w nagrywanym we Francji „Naples au baiser de feu” w reżyserii Siergieja Nadieżdina. Za dwa lata pani Halina zagrała główną rolę kobiecą w filmie „Bunt krwi i żelaza”, zaś ostatnim filmem z jej udziałem był francuski „La tourne de Faribole”.


    Ale to nie wszystko. Halina Dunin-Łabędzka zachwyciła swoją urodą dziennikarzy niemieckiego magazynu „Der Spiegel”, którzy przyznali jej 1. miejsce w konkursie filmowych piękności, a portret naszej miss wykorzystano w reklamie angielskiej firmy tytoniowej Nicolas Sarony and Co.


    Niestety, kariera pięknej skierniewiczanki skończyła się równie gwałtownie, jak się zaczęła, gdy jej nowo poślubiony mąż – hrabia Rzewuski – stanowczo zabronił jej działalności artystycznej. Drugi raz wyszła za mąż za Wojciecha Spiczyńskiego i jako Spiczyńską pamiętają ją sąsiedzi.

    
– Myśmy nie mieli pojęcia, że była taką światową kobietą – wspomina W. Sawicka. – Owszem, dużo podróżowała i dopiero po śmierci rodziców na stałe osiadła w Skierniewicach. Ale była bardzo skromna i nigdy nie zdradziła się ze swoją karierą z lat młodości.
Przed II wojną światową pani Halina owdowiała i samotnie wychowywała córkę. – Agata, jej córka, również była piękną kobietą, jednak nie dorównywała urodzie matce – mówi pani Wiktoria. – Była nieco młodsza ode mnie, miałyśmy dzieci w podobnym wieku, więc utrzymywałam kontakt raczej z nią niż z jej matką. Wnuk okazał się oczkiem w głowie pani Haliny. Obie już nie żyją, a ich groby można znaleźć na skierniewickim cmentarzu – dodaje.


    Halina Spiczyńska zmarła w roku 1985, mając 80 lat. Dziś śmiało można ją nazwać patronką konkursu „Kwiat Skierniewic” i uznać, że także dzięki niej Skierniewice są Miastem Pięknych Dziewcząt.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół