• facebook
  • rss
  • Benzyna we krwi, olej w głowie

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Bractwo Rajdowe. – Na drodze nie ma czasu na myślenie. Musi zadziałać instynkt. Prawidłowych odruchów za kierownicą nie można nauczyć się z ulotki czy na wykładzie – mówi Paweł Ciurzyński.

    Zdarza się, że przyjeżdżają w pięciu maluchem. Pojawiają się też w sportowym subaru. Na placach i targowiskach Kutna, Łowicza, Piątku i Głowna młodzi kierowcy dają upust swojej energii. Rywalizując, doskonalą swoje umiejętności. Taką możliwość stworzyło im Bractwo Rajdowe. Dodatkowo nikt na tym nie zarabia, co w Polsce może budzić zdziwienie.

    Astry do reanimacji

    Paweł Ciurzyński w rajdach samochodowych zaczął jeździć pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Należy do najlepszych pilotów samochodowych w naszym kraju. Zaufali mu nawet niewidomi. Czy można osobę niewidzącą nauczyć jeździć samochodem? Można. Siedząc obok takiego kierowcy, pan Paweł był jego oczami. Teraz chce, żeby na oczy przejrzeli ci, którzy decydują o bezpieczeństwie na drodze. Założył Bractwo Rajdowe. Jednym z pomysłów, które realizuje pod szyldem bractwa, są Amatorskie Turnieje Samochodowe. – Zależy nam na tym, żeby upowszechnić udział w tego typu zawodach – mówi P. Ciurzyński. – Na tych, które organizują automobilkluby, tzw. KJS-ach, trzeba jeździć własnym autem, kierowca musi mieć pilota i wpłacić niemałe wpisowe. Z drugiej strony koszty startów w mistrzostwach Polski sięgają milionów złotych i ludzie, którzy pasjonują się rajdami, „zawłaszczyli” amatorskie imprezy. Teraz przeciętny Kowalski, który chciałby w nich pojeździć, nie ma szans. My wypełniamy lukę. Wiele osób nie ma własnego auta. Szczególnie młodych. Wielu szkoda własnego samochodu. Dlatego udostępniamy nasze ople astry, żeby każdy mógł spróbować, co to znaczy szybkość, że to nie jest gra komputerowa. Dwie astry – jedna czarna, druga kolorowa – ze 120-konnymi silnikami nie są oszczędzane podczas zawodów. Bywa tak, że trzeba je „reanimować” na miejscu lub zaciągnąć na holu do zaprzyjaźnionego mechanika. Kupione z prywatnych pieniędzy służą szczytnym celom. – Naszym głównym zadaniem jest propagowanie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Młodzi uczą się pokory do swoich umiejętności. Niektórym się wydaje, że po trzech miesiącach od zdobycia prawa jazdy jest się Caruso kierownicy i Paganinim lewarka. Potem często takie dzieciaki ściągane są z drzew. Druga sprawa to nauka. Przykładowo, w matematyce najpierw głowa myśli, co zrobić, potem rączki piszą, co głowa wymyśliła. Na drodze to są ułamki sekund. Nie ma czasu na myślenie. Musi zadziałać instynkt. Prawidłowych odruchów za kierownicą nie można nauczyć się z ulotki czy na wykładzie, ale np. biorąc udział w tego typu zawodach – tłumaczy pan Paweł.

    Jazda dla każdego

    Druga połówka bractwa to Beata Sogrejew. – Mnie martwi jedno – mówi pani Beata. – Kobiety są kierowcami, ścigają się po ulicach z chłopakami. A tak mało ich jeździ w naszych zawodach. A przecież można powiedzieć, że nie chce się mieć mierzonego czasu, tylko przejechać się dla własnej przyjemności. Liczymy na to, że przyjadą do nas osoby, które będą chciały nauczyć się jeździć, a nie tylko ścigać. Taka rywalizacja potrzebna jest jednak mężczyznom. – Udział w tego typu zawodach to jest taki wentyl bezpieczeństwa, przez który uchodzi z nas nadmiar agresji. To jest cała filozofia zabawy w rajd. Przyciąga młodych ludzi. Mieliśmy taką sytuację, że dawaliśmy w nagrodę alkomaty o wartości 300 zł. Ich to nie interesuje. Teraz wręczamy puchary, choć to nie jest dla nas najważniejsze. Ale dla nich tak, bo przyjdzie dziewczyna, zobaczy na półce puchar i będzie można się pochwalić. To są te emocje. I my te emocje wykorzystujemy w szczytnym celu. Staramy się znaleźć zrozumienie u włodarzy, którzy dysponują pieniędzmi na to. Mamy nadzieję, że się obudzą. Przez rok zorganizowaliśmy 50 imprez na targowicach miejskich. Ogromną pomoc mieliśmy od młodych ludzi – 15-, 16-, 17-latków. Oni nie startowali, ale trzymali chorągiewkę czy obsługiwali fotokomórkę. Zamiast siedzieć z puszką piwa na murku lub – nie daj, Boże – ze strzykawką w piwnicy, cały dzień spędzają u nas. I mamy teraz takie sytuacje, że do nas dzwonią, pytają, czy jest ktoś, kto ich przywiezie. Zarazili się tą pasją. Dyskutują, „rajdują” przy stolikach. Myślę, że ci młodzi ludzie pójdą może niekoniecznie w czynny sport samochodowy, ale zainteresują się dziennikarstwem samochodowym, będą mechanikami czy pójdą na kurs sędziów sportowych. Wachlarz możliwości jest duży. A tym, którzy chcą się nauczyć dobrze jeździć, pomagamy. Siadamy z prawej strony. Podpowiadamy, jaką technikę jazdy zastosować, gdzie przyhamować, a gdzie można tego gazu troszeczkę dodać. Te doświadczenia potem procentują na drogach publicznych – tłumaczy pan Paweł.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół