• facebook
  • rss
  • Kiedyś miałem tróję naciąganą

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    – Będzie z niego lepszy artysta niż my wszyscy razem wzięci – mówi Adam Głuszek, łowicki twórca ludowy.

    Zamiast przebywać z kolegami na podwórku, woli zamknąć się w swoim pokoju, wziąć dłuto do ręki i rzeźbić. Talent Grzegorza Czajki, obecnie ucznia pierwszej klasy Pijarskiego Liceum Ogólnokształcącego Królowej Pokoju w Łowiczu, odkryto na warsztatach sztuki ludowej.

    Zaczął od kory

    – Włączam sobie na YouTube jakieś filmiki czy muzykę, siadam w fotelu i sobie rzeźbię. To mnie odpręża. Pomysły mam w głowie, choć jak ich brakuje, inspiracją jest muzyka, której słucham. Po wysłuchaniu utworu grupy Sabaton o powstaniu warszawskim zacząłem robić o tym rzeźbę – mówi Grzegorz. Mieszka w starej łowickiej kamienicy. Wokół nie ma placu zabaw ani boiska. W pobliskim muzeum zorganizowano warsztaty sztuki ludowej. Dla zabicia czasu Grzegorz poszedł zobaczyć, co tam się dzieje. Nie przypuszczał, że to zmieni jego życie. – Nie wiedziałem, jak się mam zabrać do rzeźbienia, więc wziąłem kawałek kory i nożykiem ściąłem wierzchnią warstwę, a późnej papierem ściernym szlifowałem i wyszła łódka. Na kolejnych warsztatach zrobiłem aniołka w stroju łowickim, taką małą pokrakę. Jak ją pomalowałem, przypominała w końcu rzeźbę. Mam ją nawet do dziś – opowiada młody rzeźbiarz. Korzystał z każdych warsztatów i tworzył coraz ładniejsze rzeźby. – Ani mama, ani tata nie mają talentu plastycznego, tak samo dziadkowie. W szkole z plastyki miałem trójkę i to taką naciąganą. Dopiero jak zacząłem rzeźbić, coś mi się poprawiło. Poszedłem później na kółko plastyczne do ośrodka kultury, zacząłem rysować. Teraz mam szóstkę – śmieje się. – Bardzo rzadko się zdarza taki talent, a poza tym Grzegorz jest pracowity. Ma już swój styl. Robi to tak delikatnie, że oddaje każdy włosek, każdy detal. Ja bym tak nie potrafił. Będzie z niego lepszy rzeźbiarz niż my wszyscy razem wzięci – mówi Adam Głuszek, łowicki twórca ludowy. Grzegorz jest wdzięczny panu Adamowi, a także Agnieszce Głuszek, Elżbiecie Świderek i jej mężowi oraz Wojciechowi Brzozowskiemu, którzy zdradzali mu tajniki rzeźbiarstwa. Zdaje sobie sprawę, że talent to nie wszystko. Poparty musi być pracą nad sobą. Patrząc na jego nowe rzeźby, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że bardzo szybko rozwija swoje zdolności.

    Cierpliwa mama

    – Każdy kawałek drewna jest wykorzystany, nieważne, czy to pieniek, czy kora – mówi Jolanta Czajka, mama Grzegorza. – Cieszę się, że syn ma pasję. Dzięki niemu mamy tu chatę łowicką, bo na warsztatach nie tylko rzeźbił. Zrobił piękne łowickie pająki, kwiaty z bibuły, a nawet pokrowiec na telefon z haftem łowickim. – Dziwię się, że mama jeszcze toleruje moje rzeźbienie. Wystarczy przejść przez mój pokój i strużyny wszędzie się roznoszą. Podziwiam ją za cierpliwość – mówi Grzegorz. Pani Jolanta podkreśla wrażliwość syna. – Kiedy Benedykt zrezygnował z urzędu papieskiego, Grzegorz tak się przejął, że zaczął rzeźbić jego twarz. Zamierza wyrzeźbić także papieża Franciszka. Tak się złożyło, że syn urodził się 13 marca, a dzień wcześniej obchodził imieniny – mówi. – Na imieniny w prezencie miałem konklawe, a na urodziny dostałem papieża – ze śmiechem dodaje Grzegorz. Rzeźbi już od trzech lat, ale dopiero dzięki papieskiej rzeźbie stał się bardziej rozpoznawalny. Nie gromadzi swoich prac w domu. Zostały tylko nieliczne. Większość rozdał w prezencie lub zostały wykupione. Choć ma dopiero 16 lat, jego rzeźby są już w łowickim muzeum. Trafiła tam szopka, na której widać – oprócz Świętej Rodziny – biskupa łowickiego, bernardynkę i łowiczanki. To charakterystyczne dla twórczości Grzegorza. Drewno lipowe w jego dłoniach najczęściej przybiera kształt postaci związanych z wiarą i miejscowym folklorem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół