• facebook
  • rss
  • Ryngraf ocalonego szeregowca

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 41/2013

    dodane 10.10.2013 00:00

    Gdyby Aleksander Mazaraki nie zsiadł wtedy z konia, dosięgłaby go kula. Dziś umieszczona jest w kościele jako Wotum dziękczynne.

    Mimo że kościół w Żelaznej pamięta XVIII wiek, nie zachowały się niemal żadne dokumenty opowiadające o jego historii i o ludziach, którzy go tworzyli. Wiadomo, że pierwszą, drewnianą świątynię wybudowano na początku XVI w. Ponieważ dziedzicem był wtedy Prandota herbu Rawicz, wojewoda rawski, nie ulega wątpliwości, że to właśnie Trzcińscy założyli i uposażyli parafię pw. Wszystkich Świętych. Nieznana jest natomiast data pożaru, który strawił kościół. Ten zaś, który do dziś służy wiernym, wybudowano w 1778 roku.

    Późny barok w Żelaznej

    Świątynia ufundowana została przez J.A. Łuszczewskiego, dziedzica Żelaznej, o czym świadczy tablica erekcyjna nad głównym wejściem. Jednonawowa budowla na rzucie prostokąta, z węższą zakrystią, zachowała oryginalne obrazy i wyposażenie. W odnowionym ołtarzu głównym pw. Najświętszej Maryi Panny można zobaczyć obraz „Ukrzyżowanie”, natomiast w ołtarzach bocznych – „Matkę Boską Różańcową” i „Serce Jezusa”. Najstarszym zabytkiem jest  kropielnica z granitu. Prawdopodobnie pochodzi z epoki średniowiecza. Zobaczyć można także chrzcielnicę w stylu klasycystycznym, kociołek na wodę z XIX wieku i kilka obrazów. W oczy rzucają się też piękny, zabytkowy konfesjonał i ławki kolatorskie, w których zasiadała szlachta. Na chórze są odrestaurowane organy z XIX wieku. Wszystkie te elementy świątyni wpisano do rejestru zabytków. Wokół kościoła zachowały się ślady cmentarza, na którym grzebano dziedziców jeszcze w XIX wieku. Do dziś zobaczyć można familijne groby rodzin Turobojskich i Karpaczów. Obecnie późnobarokowy kościół czeka na malowanie, a proboszcz parafii planuje odrestaurowanie zabytkowych ławek, przez co świątynia ma szansę odzyskać swój pierwotny blask.

    Kula w siodle

    Rodziną, która na stałe wpisała się w historię miejsca, jest familia Mazarakich. Jej poszczególni członkowie odegrali niezwykłą rolę w życiu parafii w czasie II wojny światowej. Mając stałą przepustkę i zgodę na posiadanie samochodu osobowego, Aleksander Mazaraki służył wielu ludziom – był m.in. łącznikiem między bp. Fijałkowskim w Łodzi a bp. Gallem w Warszawie. Spotykał się również z kard. Sapiehą w Krakowie. W 1940 roku odebrał Marię Rodziewiczównę z obozu, wcześniej starając się o jej uwolnienie. Wykorzystywał swoje auto do przewożenia żywności, a z jego pomocy korzystało wielu cywilów. Kościół parafialny w Żelaznej był w stałym kontakcie z dworem, do którego obowiązków należało pranie bielizny kościelnej i dbanie o czystość. Księża zaś byli stałymi gośćmi pana Aleksandra, u niego też jadali obiady. Również jego matka Leonia przez wszystkie lata pobytu w majątku służyła pomocą potrzebującym. To, co namacalnie pozostało po Mazarakich, to ryngraf wiszący na zabytkowej, do dziś używanej ambonie. Jest to wotum podarowane kościołowi przez Marię Mazaraki. Z dokumentu opisującego go wynika, że Leonia z Wojciechowskich Mazaraki podarowała go synowi Aleksandrowi, gdy wyruszał na wojnę polsko-sowiecką w 1920 roku. Pewnego dnia, podczas działań wojennych, chciał spojrzeć na mapę, jednak, jako szeregowiec ochotnik, nie miał swojej. Kiedy użyczył mu jej kapelan, Aleksander zsiadł z konia i w tym samym momencie padł strzał. Pocisk utkwił w siodle. Dziś pocisk przywiązany jest do ryngrafu i stał się wotum dziękczynnym za uratowanie życia dziedzicowi. Widniejący na nim napis: „Ukochanemu synowi Aleksandrowi Mazarakiemu, ochotnikowi 1.Pułku Ułanów Krechowieckich. Pamiętaj o Bożej opiece doznanej w bitwach 1920 roku” jest też świadectwem dla współczesnych na wszechmoc i dobroć Boga.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół