• facebook
  • rss
  • Różaniec jak klucze i dowód

    nap, aug

    dodane 10.10.2013 13:22

    Jak wiele łask można uprosić na Różańcu, opowiedzieli nam mieszkańcy Skierniewic.

    W ramach akcji ewangelizacyjnej "Rośnij z Gościem" w październiku na łowickiej stronie internetowej, a także w papierowym wydaniu "Gościa Łowickiego" prezentujemy świadectwa różańcowe naszych czytelników, dla których modlitwa ta jest skutecznym narzędziem walki ze złem, czułą rozmową z Maryją, ostatnią deską ratunku, nawozem pomagającym we wzroście duchowym, a nawet środkiem uspokajającym. Na razie najwięcej świadectw udało się zebrać w Skierniewicach. Na dalsze czekamy do końca października.

    Poniżej prezentujemy pierwszą część świadectw, jakie otrzymaliśmy od naszych Czytelników.

    Monika Sawicka

    W wieku 15 lat, kiedy to bardzo burzliwie przeżywałam moje dorastanie, przypadkowo poznany diakon zaprosił mnie na wspólnotę różańcową, którą dopiero co tworzył. Nie wiem, czemu, ale przystałam na to. Oprócz tego dostałam od niego różaniec i, znów nie wiem, czemu, zaczęłam go odmawiać. Ze spotkania przy piwie i fajkach, w dzwonach, wyciągniętym swetrze i szyją pełną koralików raz w tygodniu maszerowałam na spotkanie wspólnoty różańcowej. To było 13 lat temu i przez ten okres nie było dnia, kiedy nie odmówiłabym choć dziesiątki różańca. W krótkim czasie przyszło moje nawrócenie, jedne, drugie rekolekcje, nowi znajomi, kolejna wspólnota, osobowa relacja z Bogiem. W tym wszystkim fundamentem była Maryja i jej różaniec. Z czasem zaczęłam dużo modlić się wstawienniczo, a że potrzebujących było bez liku, odmawiałam nawet dwie części dziennie. Jestem pewna, że przekraczające moje najśmielsze oczekiwania małżeństwo, moje wspaniałe dzieci wymodliłam na różańcu. Maryja też przyszła z łaską nawrócenia do tych, za których się modliłam. Dziś, jako pracująca mama dwóch małych dziewczynek, nieczęsto mam czas na całą tajemnicę, ale na dziesiątkę różańca rodziców za dzieci zawsze znajdę parę minut. Maryja jest dla mnie gwarancją błogosławieństwa Bożego i myślę, że to Ona wymodliła moje nawrócenie. Ona kształtuje moją kobiecość, pomaga mi dbać o moje piękno i moją godność. Zachwyca mnie swą delikatnością, wrażliwością, ale też siłą. Jest dla mnie wyjątkowo ważna jako Mama, do której często zwracam się o pomoc. W rozważaniach najbardziej lubię te momenty, w których Świętej Rodzinie było trudno, kiedy stawiała Bogu pytania i szukała na nie odpowiedzi. Przez to namacalnie czuję, że Maryja nie raz załamywała ręce tak, jak ja i jedyne, co mogła zrobić, to modlić się i ufać. Różaniec jest dla mnie podstawową modlitwą i jedną z najskuteczniejszych broni, jakie dostałam od Boga.

    Marek Sujka. - Różaniec odkrywałem przez wiele lat. Na początku odmawiałem dziesiątkę dziennie, jak się rozpędziłem, dwie. Na więcej nie starczało mi zapału i cierpliwości. Dopiero ok. 2 lat temu doszedłem do wniosku, że ta prosta modlitwa jest bardzo skuteczna, a dodatkowo ma działanie uspokajające. Od tamtej pory każdy dzień zaczynam różańcem. Modląc się, powierzam Matce Bożej moją pracę i wszystko, co mnie czeka. Często rozważanie poszczególnych tajemnic przeplatam rozmową z Bogiem. Mówię Mu o tym, co jest we mnie, dzielę się tym, co przeżywam i czego doświadczam. To pozwala mi uporządkować siebie wewnętrznie. Moja modlitwa różańcowa przez cały rok wygląda tak samo. Codziennie, niezależnie od daty w kalendarzu, odmawiam jedną jego część. Szczególnie lubię tajemnice chwalebne, w których Jezus zmartwychwstaje.

    Joanna Soczek

    Wiele lat temu szukałam swojej modlitwy i spośród wielu, jakie oferuje nam Kościół, chciałam wybrać najbliższą sobie. Czytałam wtedy wezwania Matki Bożej do modlitwy różańcem, a także o tym, że szatan boi się różańca i nie zbliża się do tych, którzy go odmawiają. 46 papieży, jeszcze przed Janem Pawłem II, w 230 dokumentach pisało o wadze różańca. Po pontyfikacie polskiego papieża nikt już nie ma wątpliwości, że różaniec to potężna broń, która ma moc uratować świat. Dziś jest to jedna z ważniejszych moich modlitw. Każdego ranka biorę udział w Eucharystii, a potem zostajemy z grupa kobiet i przez Tabernakulum wzywamy orędownictwa Matki Najświętszej. Dzięki temu jest to też czas adoracji Pana Jezusa. Tym bardziej się cieszę, gdyż Kościół ustanowił odpusty za odmówienie różańca w grupie. To też pokazuje, jaką siłą są te „zdrowaśki”. Po latach odmawiania różańca czuję, że Maryja i Jezus szczególnie opiekują się mną i moją rodziną. Nikt z nas nie cierpi i Jezus daje nam głęboką ufność w to, że nasza przyszłość jest w Jego rękach. Wierzę, że nawet jeśli przyjdą chwile trudności, Bóg da nam wiarę w to, że jest nam to potrzebne. Ufamy, że Jezus chce dla nas dobra i nie pozwoli nas skrzywdzić. Dzięki tej modlitwie mocno zbliżyłam się do Maryi. Modląc się konkretną tajemnicą, staram się niejako wchodzić w życie Maryi. Później w życiu codziennym zastanawiam się, co w mojej sytuacji zrobiłaby Matka Najświętsza, co zrobiłby Jezus i staram się robić to samo. Oczywiście, nie zawsze mi wychodzi, ale odnoszenie się do tajemnic różańca sprawia, że Maryja jest mi bardzo bliska, także w zwykłych, codziennych chwilach. To moja przyjaciółka, której przynoszę całą litanię intencji (śmiech). Najpierw o pokój na świecie, o nawrócenie grzeszników, za papieża i za Kościół, za kapłanów z mojej parafii i za całą parafię. Często też inni proszą mnie o modlitwę, więc włączam ich do intencji. Skoro Maryja tak często przekonywała, że różaniec jest potężną bronią w walce ze złem, korzystam z niej i modlę się o to, co w moim odczuciu najważniejsze.

    Dorota ze Skierniewic

    O skuteczności modlitwy różańcowej wiem zarówno z autopsji, jak i z opowiadań moich rodziców i dziadków. Moja prababcia na różańcu wymodliła sobie cudowną śmierć. Siedząc na zapiecku, każdego dnia odmawiała trzy części Różańca. Wzywając przy tym pomocy świętych, prosiła o potrzebna łaski dla całej rodziny, a dla siebie o dobrą śmierć. Pewnego dnia wybrała się do kościoła i poprosiła swojego proboszcza, by pomógł się jej wyspowiadać z całego życia. Prośbę uzasadniła krótkim stwierdzeniem, iż jest to jej ostatnia spowiedź, ponieważ jest to ostatni dzień jej życia. Po spowiedzi i odmówieniu zadanej pokuty, odwiedziła rodzinę, wróciła do domu, wzięła różaniec do reki i umarła. Później duże, drewniane różańce ciągle widziałam w ręku swoich dziadków i rodziców. Najpierw najbardziej fascynowały mnie koraliki, po których swoje spracowane palce przesuwał mój dziadek i mama. Z czasem ja także odkryłam ich moc. Odmawiałam tę modlitwę najczęściej w drodze, albo przy kapliczkach. Potem, gdy poznałam Pawła, miłość swojego życia, przez całe narzeczeństwo podczas spacerów odmawialiśmy wspólnie różaniec. Modliliśmy się za siebie, za nasze rodziny, przyjaciół. Myślę, że dzięki tej modlitwie udało się nam dojść do ślubu w czystości. Czując opiekę Matki Bożej, zdecydowaliśmy, że nasze obrączki będą miały 10 nacięć, tak byśmy na nich mogli odmawiać Różaniec. Po latach zgodnie stwierdzamy, że był to świetny pomysł. Do dziś na naszych obrączkach modlimy się o miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a także o potrzebne łaski dla naszego dziecka. Z różańcem jest związane także jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie w naszym życiu. Po urodzeniu się naszego syna (którego pojawienie się jest niewątpliwym cudem wymodlonym także na różańcu) pojawiły się komplikacje. Zarówno moje, jak i Jasia życie zawisło na przysłowiowym włosku. Tracąc przytomność, słysząc krzyki pielęgniarki zabierającej syna, spojrzałam tylko na moją obrączkę – różaniec i powiedziałam: „Boże jeśli ktoś musi umrzeć – to niech to będę ja”. Przeżyliśmy oboje. Następnego dnia, kiedy przyszedł do mnie mąż, spojrzałam na jego palce i przeraziłam się. Były one zakrwawione. Kiedy zapytałam, co się stało, odpowiedział:  „Całą noc na różańcu walczyłem o was, no i skóra nie wytrzymała”. Była to chwila, której nigdy nie zapomnę. Dziś, zwłaszcza, gdy przeżywamy jakieś trudności, wiemy co robić. Chwytamy za różańce. Jest to także nasza ulubiona modlitwa dziękczynna.  

    Krzysztof Lichota

    Czemu modlę się na różańcu? Bo muszę. Nie mogę przestać, bo tyle jest spraw w intencji których trzeba się modlić. Ta modlitwa jest, jak jedzenie i picie. Od lat doświadczam, jak bardzo jest ona potrzebna nie tylko mi, ale także mojej rodzinie, znajomym, Kościołowi. Ona łączy niebo z ziemią i zmniejsza dystans międzypokoleniowy. Choć jestem młodym człowiekiem bardzo lubię „babcie różańcowe” z którymi mam świetny kontakt i które robią na świecie najlepszą szarlotkę i pierogi. Dzięki wspólnej modlitwie znamy się nie tylko na „Dzień dobry”. Kiedy się odwiedzamy w domach, często wspólnie odmawiamy różaniec. Rozważania poszczególnych tajemnic i powtarzane wielokrotnie Pozdrowienie Anielskie łączy zarówno w radości, jak i w smutku. A ponieważ Maryja jest mi bardzo bliska, nigdy nie wychodzę z domu bez różańca. Jak się zorientuję, że go nie mam, wracam tak, jak wraca się po dokumenty, klucze, pieniądze.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół