• facebook
  • rss
  • Szafka dla "Gościa"

    Marcin Kowalik

    dodane 11.10.2013 10:31

    Znajomi z podwórka. Różnie potoczyły się ich losy. Niektórych spotykam na ulicy. Zdawkowe "Cześć" rzadko przeradza się w dłuższą rozmowę. Z małymi wyjątkami.

    Dzieciństwo spędziłem na jednym z osiedli w centrum Łowicza. Jako nastolatek wraz z rodzicami przeprowadziłem się do blokowiska na peryferiach miasta. Mimo że mieszkanie było większe - w nowo wybudowanym bloku - wolałem poprzednie osiedle. Wokół brakowało mi atmosfery, jaką tworzyli koledzy i koleżanki z podwórka. Dziś to już dorośli ludzie.

    Starszy ode mnie o kilka lat, ale z wyglądu 60-letni dziadek. Alkohol odcisnął na jego twarzy swoje piętno. Spotkałem go na jednej z łowickich ulic. - Co porabiasz? - zapytał. - Jestem dziennikarzem, pracuję w "Gościu Niedzielnym". To taka katolicka gazeta - zacząłem mu tłumaczyć, ale zaraz mi przerwał. - Chodź, coś ci pokażę - powiedział i otworzył drzwi do swojego  mieszkania. Stara kamienica, drzwi wychodzą bezpośrednio na ulicę. Nie bardzo miałem ochotę tam zaglądać. Zaprowadził mnie do środka. Otwiera szafkę, a tam posegregowane rocznikami wszystkie numery "Gościa" od 2006 r.

    - Walczę z tym moim alkoholizmem. Codziennie rano biegnę na 7.00 do kościoła - powiedział. A ja nie wiedziałem, co odpowiedzieć. - Pożycz dwa złote - dodał po chwili. Sięgnąłem do portfela. Dałem mu to, o co prosił. Zwykle w takich sytuacjach odmawiam dawania pieniędzy, bo domyślam się, na co będą wydane. Tym razem nie potrafiłem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół