• facebook
  • rss
  • Z Biblią u drzwi


    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 48/2013

    dodane 28.11.2013 00:00

    Członkowie neokatechumenatu po raz kolejny udowadniają, 
że chcą się dzielić 
swoją wiarą.

    Kilka miesięcy temu głośno wychwalali tańcem i śpiewem Boga na ulicach miast. Takie radosne głoszenie Chrystusa odbyło się też na Starym Rynku w Łowiczu. Teraz członkowie wspólnoty neokatechumenalnej ewangelizują, odwiedzając mieszkańców w domach.


    Wyjście do ludzi


    – To nie pierwszy raz, kiedy członkowie Drogi Neokatechumenalnej wychodzą do ludzi – mówi proboszcz parafii katedralnej ks. Wiesław Skonieczny. – Jest czas, kiedy działanie wspólnoty ogranicza się do formowania ich samych w ramach spotkań. Potem, opierając się na swoim doświadczeniu spotkania z Chrystusem, idą głosić Dobrą Nowinę.


    Akcja ewangelizacyjna na terenie parafii katedralnej potrwa jeszcze przez grudzień. Każdy z ewangelizatorów ma pisemne zaświadczenie od księdza proboszcza. Na życzenie zobowiązany jest je okazać.
Wiele osób jest nieufnych. Zdarza się, że nie otwierają w ogóle drzwi. – Pukały do mnie dwie kobiety. Nie otworzyłam, bo bałam się, że to Świadkowie Jehowy lub jakieś akwizytorki. Dopiero później, podczas ogłoszeń w kościele, dowiedziałam się, że to panie z neokatechumenatu – przyznaje pani Helena.
To, że brani są za Świadków Jehowy, potwierdza Grzegorz Bąba, jeden z członków wspólnoty neokatechumenalnej. – „Dopiero co w niedzielę byliście” – usłyszeliśmy po otwarciu drzwi. Jednak po okazaniu zaświadczenia i wyjaśnieniu, że nie jesteśmy Świadkami Jehowy, a przysyła nas ksiądz z katedry, ludzie życzliwiej na nas patrzą – opowiada.
Swoją misję ewangelizacyjną traktują poważnie. Nie są nachalni. Nie obrażają się, gdy ktoś nie chce otworzyć drzwi lub nie chce rozmawiać. – Nie możemy nikogo do niczego zmuszać. Każdy ma prawo do tego, żeby nie zgodzić się na rozmowę. Z drugiej strony nie możemy zamykać się w kościele, ale trzeba iść głosić Chrystusa. Jest to włączenie się w nową ewangelizację, zgodnie z tym, czego nauczał Jan Paweł II, później Benedykt XVI i teraz papież Franciszek – mówi ks. Skonieczny.


    Bez lęku


    – Ludzie odnoszą się do nas bardzo życzliwie. Jedni chcą słuchać, inni grzecznie dziękują. Nie zdarzyło się, by spotkało nas coś nieprzyjemnego – mówi G. Bąba. Zwraca uwagę, że chodzą parami, tak jak Świadkowie Jehowy, ale w odróżnieniu od nich nie są to pary mieszane – zawsze tworzy je dwóch mężczyzn albo dwie kobiety.
Jest jeszcze jedna ważna cecha ich posłannictwa – niosą słowo Boże. Dosłownie. Obowiązkowo mają Biblię w ręku. – Zdarzyło się już, że czytaliśmy fragmenty Pisma Świętego w mieszkaniu osoby, którą odwiedziliśmy. Znamienne, że słowo zawsze odnosiło się do sytuacji życiowej tej osoby – dodaje pan Grzegorz.
Swoje doświadczenia z ewangelizacją mają uczniowie łowickich pijarskich szkół, którzy wspólnie z kolegami i koleżankami z innych placówek głosili Dobrą Nowinę na jednym z krakowskich blokowisk. Nie było nieprzyjemnych zdarzeń, a jedynie niewielkie zainteresowanie mieszkańców akcją ewangelizacyjną. – Mało osób nam otworzyło drzwi i tylko jedna wpuściła nas do środka, ale pani, która nas zaprosiła, okazała się bardzo miła – opowiada Anna Kapusta z Pijarskiego Gimnazjum Królowej Pokoju w Łowiczu. – Razem się pomodliłyśmy, porozmawiałyśmy o różnych sprawach. Towarzyszyła nam obawa, jak zostaniemy przyjęte. To nie był wstyd, ale raczej lęk, że coś się nam może stać. Okazało się, że niepotrzebnie. Jeżeli ludzie nie chcieli nam otworzyć drzwi, to po prostu nie otwierali. Ci, którzy nam otworzyli, byli zdziwieni, że zamiast spędzać czas z rówieśnikami na zabawie, wolałyśmy rozmawiać o Panu Bogu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół