• facebook
  • rss
  • To tu siedział Kwinto

    Agnieszka Napiórkowska


    |

    Gość Łowicki 48/2013

    dodane 28.11.2013 00:00

    Byłe więzienie w Łęczycy. Przez kilka wieków w tym miejscu modlili się dominikanie. 
Potem przez 200 lat służyło za więzienie. W połowie grudnia najstarszy murowany budynek pójdzie pod młotek. Będzie to już trzecia próba sprzedaży zabytkowego obiektu.


    W królewskim mieście Łęczyca, którego historia sięga VI w. i które złotymi zgłoskami zapisało się na kartach dziejów Polski, jednym z cenniejszych zabytków – obok zamku królewskiego – jest podominikański klasztor, najprawdopodobniej wzniesiony w 1290 roku. Do XVIII w. w budynku modlili się, pracowali i żyli ojcowie dominikanie. Później, w czasach, gdy Polska straciła niepodległość, przybyli do Łęczycy Prusacy i miejsce to zamienili na więzienie. Funkcję tę dawny klasztor nieprzerwanie pełnił do 2006 roku.


    Więzienne tajemnice


    Z łęczyckim więzieniem, które ma bogatą historię, związanych jest wiele opowieści, tajemnic i historii mrożących krew w żyłach. Nawet dziś, gdy od opuszczenia jego murów przez ostatniego osadzonego minęło już 7 lat, czuje się tu ciągle mroczny klimat. Na przekraczających jego bramę wrażenie robią mały spacerniak, drzewa okręcone drutem kolczastym i potężne, surowe mury. Na parterze zachowała się mała, w pełni wyposażona cela, w której znajdują się piętrowe metalowe łóżka z siennikami, toaleta, stolik. Odrapane ściany z wpisami mieszkańców potęgują przygnębienie. O jakimkolwiek luksusie nie ma tu mowy.
– Łęczyckie więzienie należało do jednego z najcięższych w kraju – mówi Janusz Jankowski, kierownik Wydziału Promocji Starostwa Powiatowego w Łęczycy. – Z tego miejsca nikomu nie udało się uciec, pomimo podejmowanych prób. Niektóre z nich zakończyły się tragicznie. Tak, jak w przypadku kilku więźniów, którzy postanowili się podpalić, licząc, że w ten sposób uda im się uciec. Niestety, dwóch z nich nie udało się uratować. Do dziś na posadzce znajdują się ślady tego zdarzenia.
Drut kolczasty i ostre kolce znajdujące się na ścianach i drzewach to pozostałość po proteście jednego z więźniów, który dwa dni spędził na kominie.
Poznając historię łęczyckiego Zakładu Karnego, można dowiedzieć się, że w jego murach za długi osadzono Jana Konopnickiego, męża pisarki, która w tym czasie haftowała sztandary. W jego celach przebywali także Mieczysław Moczar i Władysław Gomułka.


    Nauka zza krat


    Gdy się przemierza więzienne korytarze, wrażenie robią karcer, oddział terapeutyczny i niezbyt duże cele, w których przebywało nawet 30 osadzonych. W więzieniu średnio przebywało 450 więźniów. Wielu z nich z najwyższymi wyrokami. Mówi się, że w latach międzywojennych liczba osadzonych sięgała półtora tysiąca.
– Ciężko sobie wyobrazić, że w jednej celi mogło przebywać aż tyle osób – mówi Bożena Kowalska, zwiedzająca więzienie. – Nadal czuć tu grozę. Warto jednak to wszystko zobaczyć. A już koniecznie powinni tu przyjechać młodzi ludzie, którzy balansują na granicy prawa.
Z takim poglądem zgadza się pan Mieczysław, który w murach łęczyckiego więzienia spędził kilka lat. – Paradoksalnie to tu postanowiłem całkowicie zmienić swoje życie. Pobyt tu był tak trudny, że przywoływałem go zawsze, gdy pojawiała się pokusa pójścia na skróty. Kiedy, mając już swoje lata i kawał dobrego życia za sobą, usłyszałem, że więzienie można zwiedzać, jeszcze raz chciałem poczuć klimat, który sprawił, że stałem się lepszym człowiekiem.
Nie wszyscy mieli tyle szczęścia co pan Mieczysław. Niektórzy po spędzeniu wielu lat za murami nie potrafili odnaleźć się na wolności. Miejsce to kryje tyle tajemnic, ile osób w nim przebywało.


    Lekcje sztuki


    W surowych murach w ciągu 200 lat kary odbywali nie tylko groźni przestępcy, ale także buntownicy i ofiary różnych systemów. W czasie II wojny światowej na wywózkę do obozów koncentracyjnych czekali tu łódzcy Żydzi. Podczas stanu wojennego w jedną noc wywieziono część więźniów. Ich miejsce zajęli internowani działacze „Solidarności”. W karcerze wiele dni spędził m.in. Władysław Frasyniuk.
– Nie zachowała się pełna dokumentacja tego zakładu. Jedno jest pewne – miejsce to jest od lat inspiracją dla artystów i filmowców. To z naszej bramy wychodził Henryk Kwinto, opuszczając więzienie. U nas także swoją nagrodę odebrała filmowa Papusza. Kręcono tu też wiele etiud filmowych i teledysków. W więziennych murach odbywały się również przeglądy muzyczne, koncerty i warsztaty. Niektórzy artyści pozostawili po sobie trwałe ślady. Jeden z nich widoczny jest na zewnętrznych murach, które dziś pełne są graffiti. W czasie, gdy zmarł król popu Michael Jackson, w Łęczycy trwał jeden z projektów artystycznych. Dowiedziawszy się o śmierci muzyka, czterech artystów w nocy wymalowało jego wizerunek, który można oglądać do dziś – opowiada J. Jankowski.
Niezwykłe obrazy zostawili po sobie także więźniowie. Ściany świetlicy, niczym sala rycerska, pokryte są malowidłami nawiązującymi do historii ziemi łęczyckiej. W kaplicy zaś, która powstała w czasie, gdy przebywali tu internowani, ścianę zdobi intrygujący obraz Ostatniej Wieczerzy. – W tym miejscu nietrudno poczuć modlitwę mnichów, winy skazańców i cierpienie ofiar. Tu w niezwykły sposób sacrum miesza się z profanum – podkreśla J. Jankowski.
Obecnie zabytkowy obiekt, którego administratorem jest łęczyckie starostwo, należy do Skarbu Państwa. Z powodu braku pieniędzy na jego zagospodarowanie, wojewoda łódzki wydał zgodę na jego sprzedaż. Samorządowcy mają nadzieję, że uda się znaleźć inwestora, który – kupując obiekt – będzie umiał wykorzystać także jego potencjał historyczny. Na razie, po dwóch przetargach, obiekt nie znalazł nabywcy. Trzeci zaplanowano na 17 grudnia.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół