• facebook
  • rss
  • Piórka na poduchę

    dodane 05.12.2013 00:00

    Po raz 13. gospodynie z powiatu tomaszewskiego rywalizowały w darciu pierza.

    W wigilię św. Andrzeja w gminnej środowiskowej hali sportowej w Rzeczycy odbył się XIII Powiatowy Konkurs Darcia Pierza. Po oficjalnym otwarciu imprezy, wzorem lat ubiegłych, rozpoczęła się wielka puchowa rywalizacja między trzyosobowymi zespołami kół gospodyń wiejskich z powiatu tomaszowskiego.

    Jasiek dla oseska

    Jury, oceniając poszczególne zespoły, nie tylko ważyło puch, ale sprawdzało także, czy w zdartym pierzu nie ma całych piór i czy nie znajdują się w nim szypułki. W czasie, gdy panie ciężko pracowały, na scenie występowały zespoły ludowe i przedstawiciele KGW. Po zaciętej rywalizacji palma pierwszeństwa przypadła paniom z Koła Gospodyń Wiejskich w Będkowie. Pozostałe drużyny zajęły równorzędne II miejsce. Jak zapewniały uczestniczki konkursu, najważniejsze dla nich nie było zwycięstwo, ale integracja i zdarte pierze. Marianna Pawlak uszyje z niego poduszkę dla dziecka, które jako pierwsze urodzi się w gminie Rzeczyca w 2014 roku.

    – Zanim dziecko się nie urodzi, nie przygotowuję poszwy – wyjaśnia pani Marianna. – Nie wiadomo bowiem, czy będzie to chłopiec czy dziewczynka. W zależności od tego, poszwę wyszyję albo w różowym kolorze dla dziewczynki, albo w niebieskim dla chłopca – wyjaśnia. Ponadgodzinne darcie piór i unoszący się nad głowami puch sprawiały, że podczas konkursu niczym bumerang powracały wspomnienia. – Od dzieciństwa razem z mamą chodziłam na pierzawki. U nas we wsi zaczynały się one na początku listopada i trwały aż do świąt Bożego Narodzenia – wspomina pani Teresa. – Dużo gospodyń trzymało wówczas gęsi. Darcie piór zaczynaliśmy zawsze o godzinie 18, a kończyliśmy o północy, z małą przerwą na kolację. Częstowała nią gospodyni, u której odbywała się pierzawka. Najczęściej były to pierogi, bigos albo smażone pączki. Do tego kubek gorącej kawy zbożowej, której smaku nigdy nie zapomnę. Cóż to były za czasy! Do dziś tęsknię za atmosferą, jaka wówczas panowała. Nieraz bolały nas boki ze śmiechu i gardła od śpiewu. Czasem po plecach przeszedł też dreszczyk po tym, jak któraś z kobiet opowiadała o duchach – wspomina pani Teresa.

    Czar wspomnień

    Rzeczycka pierzawka, która ma za zadanie integrować środowisko, wydaje się strzałem w dziesiątkę. Patrząc zarówno na kobiety, które zaangażowały się w darcie piór, jak i na młode gospodynie, które z zainteresowaniem przyglądają się tym czynnościom, widać, że o konflikcie pokoleń nie ma mowy. Jest natomiast wielka chęć dzielenia się wspomnieniami. Pamiętające dawne czasy gospodynie chętnie opowiadają nie tylko o darciu pierza, ale także o klimacie i życzliwości, jaka wówczas łączyła ludzi. – Kiedyś ludzie byli dużo bardziej otwarci na siebie – mówi pani Marianna z Żelechlinka. – Myślę, że ta życzliwość brała się stąd, że we wszystkim pokładali ufność w Bogu. Nikomu nie przychodziło do głowy, by w czasach zakazanych organizować zabawy, by opuścić niedzielną Mszę św. Nawet podczas pierzawki, jak nastał Adwent, nie śpiewano skocznych piosenek i nikomu w głowie nie były tańce. Za to więcej było śpiewów adwentowych i maryjnych. Biorąc kolejną garść piór i widząc, z jak wielkim zapałem są one darte przez młode uczestniczki konkursu, gospodynie, którym czas wymalował włosy na biało, powracają pamięcią do chałup, w których bywały. Natychmiast widzą pobielone ściany, na których wiszą święte obrazy, łóżka nakryte kolorowymi kapami, kuchnię węglową. Nietrudno też dostrzec gospodynię, która skubie trzymaną pod pachą kaczkę czy gęś i pod nosem nuci sobie: „W jaśku pióra, w jaśku puch. Skąd te pióra? Z gąsek dwóch...”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół