• facebook
  • rss
  • Dom drugich mam

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 50/2013

    dodane 12.12.2013 00:00

    Obecność sióstr mieszkających przez miedzę sprawia, że człowiek częściej się modli. Dlaczego? Bo, jak to u nas bywa, nikt nie chce być gorszy od sąsiadek – mówi Maria Dubiel.

    W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP bezhabitowe Siostry Służki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej obchodziły 125. rocznicę istnienia zgromadzenia w parafii w Złakowie Kościelnym. Z okazji jubileuszu ks. Piotr Jankowski, proboszcz, odprawił uroczystą Mszę św. dziękczynną, w której – poza miejscowymi siostrami – uczestniczyły także siostry z innych domów w Polsce z matką generalną i prowincjalną na czele. Po Eucharystii nastąpiło radosne świętowanie, w czasie którego nie zabrakło tortu i wspomnień.

    Złakowski Nazaret

    Zgromadzenie Sióstr Służek, którego patronką jest Niepokalana, powstało w Zakroczymiu w 1878 r. Jego założycielką jest... Matka Boża Niepokalana objawiająca się w Gietrzwałdzie. Od początku zgromadzenie za cel wzięło sobie cichą i pokorną służbę Bogu, Kościołowi i ludziom. Szczególnymi charyzmatami zgromadzenia są m.in. służba ludziom wsi, niestrudzona gorliwość apostolska, duch rodzinny i optymizm. Takie wskazówki dotyczące życia sióstr można znaleźć w kronice znajdującej się w Złakowie, do którego siostry zostały sprowadzone w 1888 r. przez ks. Aleksandra Wasilewskiego, proboszcza, fundatora kościoła i przytuliska. Od tego czasu, podobnie jak mieszkanki podłowickiej wsi, modliły się i pracowały. – Życie Maryi w Nazarecie nie różniło się od życia zwykłych kobiet, oprócz tego, że nosiła w sobie wielką tajemnicę Boga – zauważa s. Bożena Śliwińska, przełożona prowincji płockiej, do której należy dom w Złakowie. – Na przestrzeni tych 125 lat wzorem Maryi nasze siostry, jak wiele innych kobiet, trudniły się zwykłymi zajęciami. Prowadziły warsztat tkacki, pracowały w polu u miejscowych gospodarzy, zajmowały się szyciem i ogrodem, pracowały w ochronce, a także opiekowały się asystą kościelną, tercjarstwem, odwiedzały chorych, prowadziły przytulisko, czytały książki i uczyły patriotyzmu – dodaje s. Bożena. Ich dom, jak zapewniają miejscowi, był zawsze ostoją, do której o każdej porze dnia można było zapukać, prosząc o modlitwę, rozmowę, radę czy choćby o pożyczenie szklanki cukru.

    „Szczęść, Boże!” przez lufcik

    Jubileusz sióstr był okazją nie tylko do dziękczynienia, ale i do wspomnień. Dawne i te nie całkiem odległe czasy wspominali parafianie, ale także siostry niegdyś tu pracujące. Wyrazy wdzięczności za obecność i pracę służek złożył podczas homilii także miejscowy proboszcz, podkreślając, że parafie, w których są siostry zakonne, są dużo bogatsze, a parafianie bardziej otoczeni matczyną opieką. Z taką opinią zgadzali się także wierni. – Od wielu lat współpracujemy z siostrami. Jesteśmy zaangażowane w pracę Koła Misyjnego. Dzięki spotkaniom z siostrami zwracamy większą uwagę na życie duchowe, ale także na powszechność Kościoła – mówi Weronika Grzegory. Podobnego zdania jest też Kasia Dubiel, która nie zdradza, że dzięki siostrom i pracy w kole poznała wielu ciekawych ludzi, a także otworzyła się na potrzeby innych. – Jak się coś dzieje, zawsze można biec do sióstr. One są taką drugą mamą dla nas – zapewnia Kasia.

    Wiele wspomnień związanych z siostrami mają starsi mieszkańcy Złakowa, którzy chętnie przywołują wydarzenia związane z s. Władysławą. – Jak przyszła do nas, była zimna Wielkanoc – wspomina Maria Dubiel. – Pamiętam, że chuchała mi w zmarznięte ręce. Potem cały czas się spotykałyśmy, bo mieszkaliśmy blisko siebie. Widząc ją, pędziliśmy co sił w nogach, by się do niej przytulić, porozmawiać. To była niesamowita osoba. Przez lufcik w oknie krzyczała: „Szczęść, Boże!”, umiała robić zastrzyki, a swoją krzepą zawstydzała niejednego chłopa. Kochała folklor, nie bała się żadnej pracy. Do dziś pamiętam jej donośny głos. Jak śpiewała w kościele, to szyby drżały. Potem były s. Wanda, która uczyła nas wierszy, s. Maria, która utkała mi narzutę na wersalkę, i s. Zosia, doskonała kucharka, do której przybiegaliśmy z grzybami, by zerknęła, czy jakiegoś szatana nie mamy w koszyku – wspomina pani Maria. Podobnych opowieści jest znacz- nie więcej. Wszystkie one mają wspólny mianownik – wdzięczność. – Cieszymy się, że nasz dom, który jest jednym z najstarszych, i praca sióstr na przestrzeni 125 lat zapisały się tak dobrymi zgłoskami w tej parafii. Dla nas to także szczególne miejsce, do którego chętnie się wraca – zapewnia s. Mirosława Grunt, przełożona generalna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół