• facebook
  • rss
  • Maryja bez świecidełek

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 50/2013

    dodane 12.12.2013 00:00

    – Jest to jeden z najpopularniejszych wizerunków Maryi na świecie, Jan Paweł II miał do niego słabość. Ale najważniejsze, że MB Pielgrzymująca odnawia wiarę, modlitwę i wspólnotę wśród Jej czcicieli – mówi o. Romuald Kszuk.

    W parafii św. Stanisława BM w Skierniewicach rekolekcje adwentowe zaowocowały przyjęciem kolejnych „sanktuariów” Matki Bożej Szensztackiej – Pielgrzymującej między kilkudziesięcioma rodzinami. Dzięki temu skierniewickie domy odwiedza obecnie 6 obrazów MB Trzykroć Przedziwnej.

    Ugościć Matkę Boga

    Rekolekcje prowadzone przez o. Romualda Kszuka, krajowego moderatora Apostolatu Matki Bożej Pielgrzymującej z Instytutu Ojców Szensztackich, były po części opowieścią o cudownym obrazie, który – wędrując od domu do domu od 1950 roku – dokonuje cudów. – „Sanktuarium” MB Trzykroć Przedziwnej, dzięki niewielkim rozmiarom i zwykłym wyglądzie, bez złota i srebra, sprawia, że mała peregrynacja – jak ją nazywamy – staje się prosta i codzienna – opowiada rekolekcjonista.

    – Jej regularna i comiesięczna obecność w domach i mieszkaniach, w szpitalach i szkołach, a nawet w więzieniach pomaga odnowić wiarę w prowadzenie Opatrzności Bożej w życiu codziennym, a jednym z piękniejszych owoców nawiedzenia jest powrót wielu rodzin do modlitwy rodzinnej. A tego potrzeba dziś najbardziej – przekonuje o. Romuald. Ci, którzy przyjmują Matkę Bożą pod swój dach, mówią o obecności Maryi, jaką czują w ich codziennych zmaganiach. – Lubię, kiedy obraz jest u mnie. W moim mieszkaniu jest dla niego szczególnie wyznaczone miejsce. Kiedy wychodzę do wnuków na cały dzień, zabieram go ze sobą. Dzieci cieszą się wtedy i mówią, że przyszła do nich Matka Boża – śmieje się Zofia Trębska, która od ponad 2 lat prowadzi krąg czcicieli MB Pielgrzymującej. I choć pani Zofia ceni sobie to, że MB Szensztacka odwiedza ją zarówno w radości, jak i smutku, najważniejszą intencją jej modlitwy jest wypełnienie się woli Bożej w jej rodzinie. Jako matka dziecka z padaczką pourazową modli się o poprawę zachowania dla syna. – Widzę już pierwsze owoce, syn przestał przeklinać, czasem się ze mną modli. Jednak to, co cieszy mnie najbardziej, to siła do przyjęcia mojego krzyża, jaką daje mi Maryja. Z Nią zupełnie inaczej przeżywa się takie trudy, jak śmierć współmałżonka czy chorobę dziecka – przekonuje. Tego samego zdania jest pani Janina ze Skierniewic, która od zawsze była czcicielką Maryi, a MB Pielgrzymującą gości w swoim domu od ok. 2 lat. – Kiedyś modliłam się o takie błogosławieństwo, by wszystko układało się jak najlepiej. Dopiero kiedy pojechałam do Lourdes i doszło do mnie, że Bernadeta usłyszała od Maryi pytanie, czy przyjmie cierpienie, zrozumiałam, że zgoda na krzyż jest największym darem. A kto, jeśli nie Matka, która przeżyła męczeńską śmierć swojego świętego Syna, może mnie tego nauczyć?

    Królowa ewangelizacji

    W Polsce pielgrzymuje dziś ok. 700 obrazów. Każda rodzina gości MB przez 3 dni w miesiącu. Każdego 18. dnia miesiąca, w dzień, gdy sługa Boży o. Józef Kentenich, założyciel Międzynarodowego Ruchu Szensztackiego, poświęcił się Matce Bożej po raz pierwszy i kiedy ok. 30 mln Jej czcicieli na całym święcie zbiera się na wspólną modlitwę, obraz wraca do kościoła parafialnego. Tam Maryja składa na ołtarzu radości i troski tych, którzy gościli Ją w swoich domach. Stamtąd zanosi też nowe łaski na kolejny miesiąc. – Wszystko to sprawia, że przyjmujący Matkę Bożą modlą się za siebie nawzajem, a jednocześnie – co najważniejsze – budują i odnawiają więź ze wspólnotą parafialną – mówi o. Romuald. – Doświadczenie pokazuje, że jest to kapitalny sposób na dotarcie do najdalszych zakątków parafii i do wiernych, którzy często czują się w Kościele anonimowi. Z pewnością dlatego w ubiegłym roku MB w swoim pielgrzymującym wizerunku została ukoronowana przez abp. Rina Fisichellę na Królową Nowej Ewangelizacji Europy. – Kiedy byłam na koronacji, podczas spotkania z Polakami mieszkającymi za granicą wysłuchałam wielu ich świadectw – opowiada pani Janina. – Nie miałam pojęcia, że jest im tak trudno poza granicami kraju, że są skłóceni, nieufni wobec siebie. Mówili, że gdyby nie obraz MB Szensztackiej, nie daliby rady. Zdesperowani biorą „sanktuarium” do siebie i proszą, jak potrafią, a potem Maryja działa cuda w ich życiu. A to, że obraz wędruje od domu do domu sprawia, że zawiązują wspólnotę i nie są już tak samotni. – To Matka Boża na te czasy. Ona przyszła po to, by Europa znów stała się chrześcijańska – dodaje pani Zofia, która w tym roku podjęła się zanoszenia obrazu do chorych i samotnych. W naszej ojczyźnie pielgrzymowanie to jest swoistą kontynuacją, przedłużeniem i dopełnieniem uroczystej peregrynacji obrazu MB Częstochowskiej – bo przecież to ta sama Matka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół