• facebook
  • rss
  • Więcej niż prezent

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    – Dzięki tej akcji inaczej patrzę na swoje potrzeby, bo spotykam się z ludźmi, którzy naprawdę nie mają nic – opowiada Karolina Reluga, wolontariuszka.

    Pomoc najbardziej potrzebującym, radość dawania, wzruszenie, wdzięczność, zdobyte doświadczenie – te i wiele innych owoców Szlachetnej Paczki sprawiają, że jest ona jednym z trafniejszych projektów ogólnokrajowych. W tym roku w diecezji do miast niosących pomoc po raz kolejny dołączyły Łowicz i Łęczyca. Koordynatorzy i wolontariusze, choć zmęczeni ogromem pracy włożonej w akcję, nie mają wątpliwości, że za rok również zrobią wszystko, by zobaczyć łzy radości na twarzach dzieci i ich rodzin rozpakowujących przedświąteczne prezenty.

    Otwiera serca

    Przełom listopada i grudnia to dla wielu czas zakupów i pakowania prezentów dla najuboższych. To także okres wzruszeń i spojrzenia na świat z innej perspektywy. – Kiedy przeczytałam historie kilku rodzin, ścisnęło mnie w gardle i wiedziałam, że nie możemy z mężem przejść obok akcji obojętnie – opowiada Małgorzata Malowaniec z Żyrardowa. – Sytuacja samotnej matki trojga dzieci piorącej ręcznie wydała nam się najtrudniejsza, więc postanowiliśmy pomóc właśnie jej. Dzięki Szlachetnej Paczce uświadomiłam sobie, że często wydaję pieniądze lekką ręką, ot tak, a obok mnie żyją ludzie, którym brakuje na chleb, pastę do zębów, których dzieci całą zimę marzną i od wielu lat nie dostały prezentu od Mikołaja – opowiada wzruszona. Państwo Malowańcowie z wielką radością pojechali zawieźć pralkę, artykuły spożywcze i chemiczne, ręczniki, zabawki i wiele innych produktów potrzebującej rodzinie. Bo jedna paczka to czasem koszt kilku tysięcy złotych. – My w tym roku na bogato – śmieje się pan Krzysztof z Rawy Mazowieckiej. – Zrobiliśmy zrzutę w firmie, potem dołączyły się kolejne osoby i tak okazało się, że moglibyśmy pomóc dwóm rodzinom. Ale ostatecznie zrobiliśmy ogromną paczkę dla jednej, a to, co zostało, przekażemy ludziom, którym pomagamy od wielu lat – tłumaczy. Darczyńcy przekonują, że tym, co uwiarygodnia Szlachetną Paczkę, jest mądra weryfikacja rodzin i stworzenie list z konkretnymi artykułami. Mówią też, że okres przedświąteczny uwrażliwia ich na niesienie pomocy, z kolei ta sprawia, że czują się lepiej przygotowani do świąt. – Boże Narodzenie otwiera serca na potrzeby innych, a Szlachetna Paczka daje możliwość konkretnego działania, po którym siada się do wigilijnej wieczerzy z lżejszą duszą i czystszym sumieniem – mówi Z. Malowaniec.

    Brakuje wszystkiego

    Renata i Artur Iwankowie Szlachetną Paczkę otrzymali po raz drugi. Pani Renata od pół roku nie dostaje wynagrodzenia za swoją pracę i choć wygrała proces z pracodawcą, pieniędzy jak nie było, tak nie ma. Pan Artur z roku na rok traci słuch, obecnie jest na rencie. Ich synowie Paweł, Sebastian i Kuba mieszkają w malutkim pokoiku. Sebastian dostał od darczyńców łóżko, więc nie będzie już spał z bratem. Pomimo braku pieniędzy rodzicom najtrudniej pogodzić się z chorobami średniego syna. – Ostatnie lata to ciągłe wzywanie karetki, wizyty u lekarza i ogromny stres związany z walką o życie Sebastiana – opowiada ze łzami w oczach pan Artur. Chorujący na pneumokoki chłopiec wymaga niemal stałej opieki lekarskiej. On i jego starszy brat mają również wrodzone wady serca. – Co tylko uda nam się odłożyć, wydajemy na lekarzy i lekarstwa. Wszystko można znieść, ale kiedy dzieci zaczynają chorować, świat się wali – dodaje ojciec chłopców. Dwa lata temu darczyńca zaproponował panu Arturowi pracę. Miała to być 8-godzinna, nieźle płatna posada. W rzeczywistości okazało się, że to całodniowa harówka, za którą pracodawca nie zapłacił ani złotówki. Ale państwo Iwankowie nie zrazili się. W tym roku pani Renata była także wolontariuszem. – Niesienie pomocy innym jest dla mnie oczywiste. Z autopsji wiem, jak życie potrafi być trudne. I teraz widzę, że nasze problemy są niczym w porównaniu z trudami innych. Ludzie zrywają podłogę, żeby napalić dzieciom w piecu – mówi wolontariuszka. O podobnym doświadczeniu zmiany myślenia opowiada Janusz Jankowski, koordynator akcji w Łęczycy. – To niesamowity, wielopłaszczyznowy projekt, na którym zyskuje każdy. Młodzi wolontariusze uczą się pracy, a mając kontakt z biednymi i bogatymi, mogą zweryfikować swój obraz świata. Darczyńcy nie tylko przekraczają siebie, pomagając innym, ale też tworzą między sobą jedność. A reakcje tych, którzy otrzymują paczkę, zmieniają serca pomagających. Widziałem ogromne wzruszenie i wdzięczność, niewyobrażalną radość dzieci, łzy rodziców, którzy nie spodziewali się dostać tak wiele. Na każdym wywarłoby to niesamowite wrażenie i niejeden miałby ściśnięte gardło – opowiada pan Janusz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół