• facebook
  • rss
  • Kantyczki i chrupki franciszkańskie

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    Święta u klarysek. – Niektórzy współczują nam, że Boże Narodzenie spędzamy bez rodziny. Dziwię się. Jak to: „bez rodziny”? Przecież tu jest nasza rodzina – mówi s. Miriam.

    Mogłoby się wydawać, że święta Bożego Narodzenia za klauzurą to smutny czas dla pozostających w zamknięciu zakonnic. Klaryski z klasztoru w Miedniewicach przekonują, że jest wręcz odwrotnie.

    Przestrzeń ciszy

    Radość z narodzenia Pana w miedniewickim klasztorze poprzedzona jest duchowym przygotowaniem. Pierwszym zwiastunem zbliżających się świąt Bożego Narodzenia jest post franciszkański zaczynający się już 1 listopada. Kolejnym jest przypadający w pierwszą niedzielę grudnia dzień skupienia.

    – W tym roku akurat tak się złożyło, że w tę niedzielę rozpoczął się też Adwent – mówi s. Miriam. – W takim zatrzymaniu przed świątecznym czasem pomogła nam też rewizja życia oparta na słowie Bożym. Każda z sióstr sama podejmuje również praktyki nad poprawą swoich wad. – Jedną z zewnętrznych rzeczy, które ułatwiają nam przeżycie Adwentu, jest brak odwiedzin – mówi s. Jolanta. – W piątki i soboty nie mamy wspólnych rekreacji. Nie wysyłamy też korespondencji. Jedynie od połowy grudnia tę świąteczną. To jest taka przestrzeń ciszy, która pomaga każdej z nas wejść w tę adorację, którą Maryja przeżywała w oczekiwaniu na narodzenie Jezusa. Dla mnie odbywa się to nie tylko w perspektywie świąt, ale i w perspektywie codzienności. Czas Adwentu pozwala mi na nowo uwrażliwiać serce na to, by być otwartą na przychodzącego Jezusa w Eucharystii i w wydarzeniach dnia codziennego; w tych tak bardzo radosnych, jak i w tych trudnych, w których muszę dostrzec Jego piękne oblicze, na przykład gdy ktoś dzieli się ze mną swoją sytuacją życiową.

    Prezenty po kolędach

    Tak jak w każdym domu, także i w klasztorze robione są przedświąteczne porządki i strojona jest choinka. Nawet nie jedna. – W chórze, tam gdzie spotykamy się na modlitwie, mamy przygotowany żłóbek na pamiątkę groty betlejemskiej. Jest też miejsce na udekorowaną choinkę. W refektarzu, gdzie mamy wspólne posiłki, na środku stoi inna choinka, a pod nią znajdują się upominki – opowiada s. Jolanta. – Te prezenty są od ludzi, którzy przychodzą do nas z życzeniami. Chowamy wszystkie pod choinkę. Dostajemy je dopiero w czasie wieczornego kolędowania – wyjaśnia s. Miriam. – U nas jest taka tradycja, że zawsze po kolacji w okresie bożonarodzeniowym śpiewamy kolędy aż do modlitw wieczornych. Po zakończeniu tych śpiewów Matka wyciąga jakiś podarunek i wtedy się nim dzielimy. Nie wiemy, co dostaniemy – dodaje s. Jolanta. – Czasem jest tak, że zaglądamy, co tam jest schowane pod choinką. Jak coś wystaje z torby, to widać, że są np. czekoladki albo słone paluszki. Można więc czasem Matce podpowiedzieć, co ma wyciągnąć spod choinki – śmieje się s. Miriam. Zdarzają się podarunki, których nie da się zjeść. – Było takie pudło. A w nim proszki do prania i pięknie zapakowane bombki z myślą nie o konkretnej osobie, ale o nas wszystkich – dodaje. Często takie paczki zostawiane są anonimowo. Nie uprzedzając nawet dzwonkiem, ktoś wstawi prezenty do tzw. koła, nie oczekując w zamian podziękowania.

    Skrawki po opłatkach

    Choinka w refektarzu ubierana jest tradycyjnie tuż przed Wigilią. Na każdym stole znajduje się biały obrus, a na nim stroik. Gdy pierwsza gwiazdka pojawia się na niebie, siostry są wtedy na nieszporach. – Po nich spotykamy się w refektarzu, odmawiamy modlitwy przed wigilią i rozdajemy opłatki. Dzielimy się nimi i idziemy do rozmównicy, żeby połamać się z braćmi franciszkanami – mówi s. Jolanta. – U nas jest specyficznie. Mieszkamy przecież obok zakonników. Przychodzą do nas na wigilię. Jedzą potrawy w rozmównicy, a my wracamy do refektarza. Potem to my idziemy do nich i razem kolędujemy – wyjaśnia s. Miriam. Potrawy wigilijne robią klaryski same. Siostra kucharka ma to tak zaplanowane, że np. pierogi przygotowywane są wcześniej i są zamrażane. Wszystko po to, żeby nie zajmować się sprawami drugorzędnymi tuż przed świętami. Także opłatki to wyrób klasztorny. Są charakterystyczne. Jest na nich wizerunek Świętej Rodziny. Ten sam, który utrwalony jest na obrazie w miedniewickim sanktuarium. W opłatkarni po przycięciu komunikantów i opłatków pozostają skrawki. – To nasze chrupki franciszkańskie – śmieje się s. Miriam. Nieprzypadkowo są tak nazwane. Na co dzień zajadają się nimi również postulanci franciszkańscy. W świąteczny czas parafianie z Miedniewic pamiętają o siostrach. – To miłe, gdy ludzie przychodzą do nas złożyć życzenia. Także po Pasterce podchodzą do kraty w kościele, za którą jesteśmy, i przełamują się z nami opłatkiem. Nasze życie jest takie ukryte, ale to jest moment, kiedy wszyscy dzielimy się radością Bożego Narodzenia – mówi s. Miriam.

    Rodzinne święta

    W Wigilię siostry otrzymują również korespondencję, która była przechowywana przez cały Adwent. Jest czas, żeby przeczytać listy od bliskich. Nie wszyscy ze względu na odległość są w stanie przyjechać do Miedniewic. – Ludziom pewnie trudno w to uwierzyć, że święta w klasztorze są bardzo rodzinne. Uważają, że tęsknimy za bliskimi. Wiadomo, myśli się o swoich najbliższych, ale człowiek wrasta w tę wspólnotę. To tak, jakby założył nową rodzinę. Ktoś mógłby pomyśleć, że jest u nas sztywna atmosfera. Jest wręcz przeciwnie. Życzenia są bardzo serdeczne. Czuje się, że to są święta bliskości, ciepła i tego wszystkiego, co Bóg mimo swojego ubóstwa i maleńkości przynosi. Bardzo się miłujemy, ale czasami zdarzają się między nami trudniejsze sprawy. Człowiek nie jest jeszcze taki doskonały. Nie zawsze umie okazać miłość. A Boże Narodzenie ma coś z tego, że łatwiej jest tę miłość przekazać przez podziękowanie czy wybaczenie – mówi s. Miriam. W święta w kuchni każdego dnia dyżur ma inna siostra. Także na furcie klaryski dzielą się swoimi obowiązkami. Wszystko po to, żeby każda z nich odczuła ten wyjątkowy czas. Wieczorne kolędowanie u klarysek trwa do 2 lutego. Za śpiewniki służą im kantyczki. – Mamy też zwyczaj, że w niedzielę Świętej Rodziny każda z sióstr losuje siostrę, za którą modli się przez cały rok. 6 stycznia przychodzi ksiądz po kolędzie i mamy święcenie całego klasztoru. Każda cela i miejsca, w których pracujemy, odpoczywamy czy modlimy się, są przez niego kropione. Zazwyczaj jest to ojciec gwardian. Dla niego to wielka radość i zaszczyt przejść klauzurę – opowiada s. Jolanta. – Towarzyszymy mu wtedy wszystkie i jest ciekawie, bo w każdej celi znajduje się inny żłóbek. Czasem jest sama figurka Pana Jezusa, a czasem cała Święta Rodzina. Nie jest to obowiązek. Wynika to z potrzeby serca – dodaje s. Miriam.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół