• facebook
  • rss
  • Jo-jo w kosmosie i jajo na ziemi

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 04/2014

    dodane 23.01.2014 00:00

    Rozmowy o NASA. O spotkaniach z kosmonautami, siedzeniu w symulatorze rakietowym, skakaniu ze spadochronem do wody i spacerowaniu „po Księżycu” przez trzy godziny opowiadała uczniom Małgorzata Sutowicz.

    Na wykład i spotkanie, które odbyło się 15 stycznia w Szkole Podstawowej im. ks. S. Konarskiego, uczniowie klas IV–VI czekali z niecierpliwością. Już po pierwszych słowach, a właściwie przedstawieniu się prelegentki większości zaświeciły się oczy. Ubrana w niebieski kombinezon, na którym znajdowały się flaga amerykańska i różne naszywki NASA, pochodząca ze Skierniewic Małgorzata Sutowicz mówiła: – Jestem nauczycielem matematyki w warszawskiej Szkole Podstawowej nr 94. Na moich lekcjach uczniowie m.in. ważą cukierki i dzielą pizzę na różne części, które potem zjadamy. Dziś opowiem wam o amerykańskich wahadłowcach kosmicznych i o jednym z ośrodków NASA, do którego zostałam zaproszona.

    Cenna nagroda

    Podczas spotkania uczniowie usłyszeli, że rozpoczynając pracę w szkole, pani Małgorzata nawet nie myślała, że kiedyś pojedzie do Centrum Lotów Kosmicznych im. George’a Marshalla w Hunts- ville w Alabamie, jednego z 12 ośrodków naukowo-badawczych NASA. Pracując w szkole, dowiedziała się, że ogłoszono konkurs dla nauczycieli nauk ścisłych z 26 państw i z 46 stanów USA. Jego zasady były jasne: każdy musiał przedstawić pracę w języku angielskim o sposobach nauczania przedmiotów ścisłych. – Napisałam tę pracę prostym językiem, prezentując, jak pracuję z uczniami. Ku mojemu zdziwieniu, mimo że w szkole pracowałam dopiero rok, wygrałam i zostałam wybrana na letni kurs do NASA. Z Polski pojechały tam dwie osoby. Wszystkie koszty pokryli organizatorzy. Za przelot, pobyt i całe szkolenie nie zapłaciłam ani centa – mówiła M. Sutowicz, która do CLK w Alabamie wyjechała w 2007 roku. Zanim uczniowie „klasyka” dowiedzieli się więcej o pobycie w NASA i zadaniach, jakie tam czekały na zwycięzców konkursu, poznali w skrócie budowę wahadłowca kosmicznego i usłyszeli o różnych eksperymentach prowadzonych przez kosmonautów. – W wahadłowcu może znajdować się od 5 do 7 kosmonautów. Popatrzcie na kabinę. Widzicie, ile jest tam różnego rodzaju przycisków? Każdy do czegoś służy. Jaką trzeba mieć wiedzę, by to wszystko zapamiętać! A tu, w tej części, jest pomieszczenie, w którym kosmonauci śpią. Myślicie, że tak jak my kładą się do łóżeczek i przykrywają kołderką? Niestety, nie. Przed snem muszą się przypiąć pasami. W przeciwnym razie kołdra by im odleciała, a i na łóżku trudno byłoby się utrzymać – opowiadała zwyciężczyni konkursu.

    Mecz, skakanka i tabliczki

    Na chłopcach największe wrażenie robił rozmiar wahadłowców – ich długość, szerokość i waga. Z wypiekami na twarzy słuchali informacji o silnikach, częściach promów kosmicznych, a także o sposobach pozyskiwania wody, energii, wyjściach poza statek kosmiczny i naprawach, których muszą dokonywać kosmonauci. Ku radości nauczycieli, wielu z nich miało imponującą wiedzę na tematy związane z kosmosem, misjami i prowadzonymi eksperymentami. Z sali co chwilę ktoś pytał o to, czy kosmonauci piją mleko, czy gotują sobie obiady i czy mają czas na odpoczynek. Niektóre odpowiedzi, zwłaszcza te dotyczące życia codziennego załogi, wywoływały zachwyt. – W wahadłowcu nie ma kuchenki gazowej, ale jest urządzenie przypominające mikrofalówkę, w którym kosmonauci mogą przygotować sobie posiłek. Jak chcą, mogą też napić się mleka. Ciekawa jest też toaleta. Zanim do niej wejdą, muszą podać, jaką potrzebę chcą załatwić. Siadając na sedesie, zapinają się pasem – wyjaśniała pani Małgorzata, która w dalszej części wykładu opowiedziała, skąd biorą się ogromne ilości pary przy starcie statku kosmicznego, jak wygląda lądowanie i z jakich materiałów zbudowana jest rakieta. – Widzicie tę małą płytkę, którą na zdjęciu trzymam w ręku? Z ogromnej liczby takich elementów buduje się obudowę promu. Każda taka płytka kosztuje kilka tysięcy dolarów. Możecie więc sobie wyobrazić, jak kosztowna jest budowa statków i ile pieniędzy pochłaniają wyprawy w kosmos – wyjaśniała uczestniczka szkolenia w NASA. Z kolejnych fotografii i filmów, których próżno szukać w internecie, uczniowie dowiedzieli się o paliwie, które ma konsystencję gumki do ścierania, platformach startowych i eksperymentach prowadzonych przez kosmonautów. Na jednym z filmów mogli zobaczyć, jak w kosmosie zachowują się jo-jo, bączek, skakanka, piłka. – Bardzo chciałbym zagrać w hokeja i bilard w takich warunkach – mówi Jaś z V klasy. – Do bilarda niepotrzebny był stół. Grający w hokeja i piłkę nożną kosmonauci unosili się w powietrzu. Zrobienie przewrotki nie było dla nich żadnym problemem. Taka gra to dopiero byłaby frajda!

    Eksperyment do powtórki

    Wspominając wyjazd do Alabamy, pani Małgorzata rozpaliła w uczniach nie tylko zamiłowanie do zdobywania wiedzy, ale także wiarę we własne siły i możliwości. – Każdy z was może osiągnąć w życiu bardzo wiele. Będąc w NASA, poznałam astronautę Story’ego Musgrave’a, który jako 10-latek naprawiał ciągniki, a wieku 16 lat odbył swój pierwszy lot samolotem. Później ukończył na uniwersytecie matematykę, statystykę, informatykę. Uzyskał licencjat z chemii i zrobił doktorat z medycyny. Przez kilka lat pracował jako chirurg urazowy. Kiedy NASA poszukiwała wszechstronnie uzdolnionych naukowców i astronautów, znalazł się w grupie 11 osób wybranych spośród 4000 kandydatów. W międzyczasie ukończył także studia z fizyki, przyrody i literatury. Jeśli przyłożycie się do nauki, również i wy będziecie mogli pracować w niesamowitych miejscach nie tylko w Polsce, ale i na świecie – zachęcała M. Sutowicz, która na zakończenie spotkania zaproponowała uczniom eksperyment. Biorący w nim udział musieli w taki sposób zabezpieczyć jajko, by – zrzucone z dużej wysokości – nie zostało uszkodzone. Do dyspozycji były balony, wata, taśmy klejące, ręczniki papierowe, chusteczki higieniczne i sznurki. Mimo zaangażowania i pomysłowości, jaką wykazały się wszystkie drużyny, z pięciu jaj, dla których zbudowano lądowniki, upadek przetrzymały tylko dwa. – Cieszę się z tego spotkania, bo trochę interesuję się kosmosem – mówił Maciej Piwowarczyk. – Bardzo podobał mi się wykład i, oczywiście, budowa lądowników dla jaj – powiedział. Podobnego zdania była Natalia Grajewska, na której największe wrażenie zrobiły warsztaty. – Jak wrócę do domu, na pewno powtórzę z rodzicami eksperyment z jajkiem – zapewniała Natalka. Pod wrażeniem spotkania byli także Jan Rochmiński i Paweł Szymański. – To było bardzo interesujące. Mogliśmy się dużo dowiedzieć o organizacji NASA, ich wyprawach i statkach – relacjonował z przejęciem Jasiek. – O niektórych rzeczach wiedziałem, ale większość była dla mnie nowością. Zaskoczyło mnie to, jak wyglądają w statku toalety, jak zwalnia statek kosmiczny. Bardzo chciałbym kiedyś pojechać do NASA. Od lat oglądam wiele programów telewizyjnych, z których dużo się uczę – podkreślał Jaś. – A ja chciałbym na własne oczy zobaczyć wahadłowiec kosmiczny Discovery, o którym tak dużo opowiadała pani Małgosia. Żałowałem, że nie budowałem lądownika. Myślę, że udałoby mi się lepiej zabezpieczyć jako – dodaje Paweł. Wychodząc ze spotkania, ucz- niowie w większości zgodnie twierdzili, że chcieliby kiedyś – tak jak pani Małgosia – usiąść w prawdziwej rakiecie, obok członków załogi, i dostać od NASA propozycję pracy w tym ośrodku.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół