• facebook
  • rss
  • Darmo dostałem tę łaskę

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 06/2014

    dodane 06.02.2014 00:00

    Szafarze Komunii św. – Mówię chorym: „To nie na mnie czekacie, tylko na Pana Jezusa”. „No tak, ale na pana też, bo pan również przychodzi” – opowiada Tadeusz Gwardys.

    Pod koniec marca grupa mężczyzn z diecezji łowickiej zakończy półroczne przygotowanie do pełnienia posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii św. Potem czeka ich jeszcze egzamin sprawdzający wiedzę teologiczno-liturgiczną. Ten praktyczny będą w przyszłości zdawać przed wiernymi i Bogiem, ilekroć będą udzielać Komunii św. w kościele i zanosić ją chorym do domu.

    Na razie nauka

    Formacja kandydatów na nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. odbywa się w Wyższym Seminarium Duchownym. Odpowiedzialny za nią jest ks. Piotr Jóźwiak. – Spotkania mamy w soboty. Uczestniczy w nich 47 mężczyzn wybranych przez proboszczów. Ich liczba uzależniona jest od wielkości parafii. W tych mniejszych, do 3 tys. wiernych, nadzwyczajnym szafarzem może być tylko jedna osoba – mówi ks. Jóźwiak, przedstawiając „Statut nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej w diecezji łowickiej”, zatwierdzony przez bp. Andrzeja F. Dziubę zgodnie z instrukcją Konferencji Episkopatu Polski. Kandydatem na nadzwyczajnego szafarza może być tylko mężczyzna między 25. a 65. rokiem życia, który jest katolikiem bierzmowanym i ma przynajmniej średnie wykształcenie. Poza tym musi być wolny od jakiejkolwiek kary kanonicznej i odznaczać się nieskazitelnym życiem moralnym, pobożnością i poważaniem wśród duchowieństwa oraz wiernych, intensywnym życiem sakramentalnym i odpowiednią sprawnością psychiczną, a także fizyczną. Jednym z kandydatów na nadzwyczajnego szafarza jest Cezary Gawroński z parafii pw. Chrystusa Dobrego Pasterza w Łowiczu. – Na razie skupiamy się na nauce. Na zajęciach wykładowcy przekazują nam wiedzę teoretyczną i praktyczną. Co dalej będzie, to się okaże. Uczestnicząc w zajęciach, odpowiedzieliśmy na prośbę naszych proboszczów. Czas na podjęcie ostatecznej decyzji nadejdzie pod koniec szkolenia, kiedy będą rekolekcje w Spale i przystąpimy do egzaminu. Takie przygotowanie w naszej diecezji prowadzone jest pierwszy raz. Na Śląsku i w innych rejonach Polski nadzwyczajni szafarze posługują już od wielu lat. Ludzie to zaakceptowali. Widać są potrzebni i stanowią ogromną pomoc dla kapłanów. Mamy nadzieję, że tak będzie i u nas – mówi pan Cezary.

    To nie obowiązek

    Ksiądz Krzysztof Osiński, proboszcz parafii pw. św. Małgorzaty w Czerniewicach, widzi w posłudze nadzwyczajnego szafarza wielką pomoc w duszpasterstwie chorych. – Odwiedzając chorych w ich domach, widzę, że czekają na przyjęcie Komunii św. Krępując się, nie proszą o częstsze przychodzenie, ale ta tęsknota za Panem Jezusem jest widoczna – mówi ks. Osiński. Kandydatem na nadzwyczajnego szafarza z jego parafii jest Wojciech Sitek. – Zgodziłem się na to po rozmowie z księdzem proboszczem. Widzę taką potrzebę. Życie religijne w naszej parafii jest bardzo ożywione. Widać to szczególnie podczas świąt i rekolekcji, kiedy komunikuje wiele osób. Gdy Komunii udziela jeden ksiądz, Msza się przedłuża i część wiernych przestaje się skupiać na modlitwie – mówi pan Wojciech. – Gdy sam rozdaję Komunię, trwa to nawet kilkadziesiąt minut – potwierdza proboszcz Osiński. O swojej posłudze nadzwyczajnego szafarza Komunii św. mógłby wiele opowiedzieć Tadeusz Gwardys z archidiecezji warszawskiej. – Jestem szafarzem już 14 lat. Decydując się na pełnienie tej funkcji, od początku myślałem o pomocy księżom w roznoszeniu Komunii św. do chorych – mówi. – Na pierwsze spotkanie poszedłem ze swoim proboszczem, który mnie przedstawił i powiedział, że będę go zastępował. Nie zgodziła się tylko jedna pani, która stwierdziła, że wystarczy jej przyjęcie Komunii jeden raz w miesiącu, gdy przyjdzie ksiądz ją spowiadać. Pozostałe osoby przekonały się do mnie i jesteśmy w bardzo zażyłych relacjach. Pamiętam o ich imieninach, a one pamiętają o moich. Obdarowujemy się wtedy słodyczami i drobnymi upominkami. Czasami pytają się: „Może jakąś ofiarę?”. Nie zgadzam się na to. Darmo dostałem tę łaskę, wiec darmo daję. Słyszę od nich: „Oj! Panie Tadziu, jak my czekamy na pana!”. Mówię im: „Ale to nie na mnie czekacie, tylko na Pana Jezusa”, „No tak – odpowiadają – ale na pana też, bo pan również przychodzi”. Pan Tadeusz prowadzi firmę, która usługi świadczy w całej Polsce, ale zawsze znajdzie czas dla „swoich babć i dziadków”, żeby w każdą niedzielę i w pierwsze piątki miesiąca dotrzeć do nich z Komunią św. Jak sam twierdzi, to nie jest obowiązek, ale sama radość iść do tych ludzi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół