• facebook
  • rss
  • To dobro do nas wróci

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 08/2014

    dodane 20.02.2014 00:00

    – Czasem sobie myślę, że „panna Hania” nas wybrała i pozbierała sobie ekipę, która będzie kontynuować jej dzieło – mówi Maria Włoczyk.

    Prezes, trzy pielęgniarki, dwóch lekarzy, psycholog, rehabilitantka, pracownik biurowy i liczna gwardia wolontariuszy działających w skierniewickim Hospicjum im. Anny Olszewskiej od 14 lat zmaga się z cierpieniem pacjentów, rozpaczą rodzin, a także niewydolnością systemu, który nie pozwala otoczyć chorych taką opieką, na jaką zasługują. Mówią, że dla nich każdy dzień w roku jest Dniem Chorego. I choć pracownicy i wolontariusze wkładają całe serce w służbę potrzebującym, wciąż brakuje im nie tylko rąk do pracy, ale też możliwości, dzięki którym hospicjum mogłoby rozwinąć skrzydła. W najbliższych miesiącach podejmą wiele akcji, które pozwolą ożywić ich dawny wizerunek.

    Wiatr w żagle

    Mimo że gołym okiem widać, że hospicjum to personel medyczny i pomoc, jakiej udziela, prawda jest taka, że do tego, by do pacjentów przychodzili lekarze, potrzebna jest cała machina promocji, reklamy i zdobywania pieniędzy. Tym od dwóch lat zajmuje się Magdalena Kuśmierczyk, prezes hospicjum. – Dużo by opowiadać o potrzebach, jakie mamy – mówi pani Magda. – Oczywiście, mamy podpisaną umowę z NFZ, ale to kropla w morzu. Kiedy nasi lekarze wchodzą do domu pacjenta, nie mogą pozostać obojętni na jego biedę, brak pieniędzy na leki lub nawet jedzenie. Dlatego nieraz zdarza się, że oddajemy potrzebne artykuły za darmo. Z tego względu w minionym roku hospicjum rozpoczęło wiele akcji promocyjnych. Nowe logo, ulotki, prężnie działający profil na Facebooku, konkursy, koncerty, konferencje i dynamiczna promocja sprawiły, że z wielu stron zaczęła napływać pomoc. – Jest lepiej, ale wciąż brakuje nam pieniędzy na taką pomoc, na jaką zasługują chorzy. Większość z nas pracuje tu jako wolontariusze, a przecież musimy utrzymać rodziny. Marzę o tym, by zatrudnić kilku pracowników etatowych, na których będę mogła liczyć, z którymi wyciągnę hospicjum na prostą. Nie ukrywam, że naszym marzeniem jest otwarcie hospicjum stacjonarnego, ale by to osiągnąć, potrzebujemy ogromnego wsparcia ze strony darczyńców, jak choćby przekazywanie 1 proc. – mówi pani Magda, która – choć zmęczona łączeniem pracy zawodowej z wolontariatem – zapewnia, że praca w hospicjum to misja, a dobro, które wyświadcza się innym, powróci.

    Jak w rodzinie

    Bożena Zielińska pracuje w hospicjum 14. rok. Zaczynała jako wolontariuszka, a dziś nie wyobraża sobie życia bez codziennej pomocy chorym. – Od zawsze chciałam być pielęgniarką – opowiada pani Bożena. – Moja mama zmarła krótko po urodzeniu mnie, gdy miała 24 lata. Być może dlatego całe życie chciałam pomagać schorowanym i walczącym o życie. Z jednej strony to bardzo trudna praca, wymagająca ogromnej empatii, wrażliwości i siły, ale też dająca niesamowitą satysfakcję. Gdy widzę, że moje działanie przynosi pacjentowi ulgę, a na jego zmęczonej cierpieniem twarzy pojawia się uśmiech, wiem, że jestem na swoim miejscu – mówi zmęczona po dniu pracy. Wiedzą to również pacjenci, którzy na personel medyczny czekają jak na odwiedziny kogoś bliskiego. Jadwiga Urbańska choruje od wielu lat, zaś pacjentką hospicjum stała się 2 lata temu. – Nie da się przecenić opieki, jaką roztaczają nad nami lekarze i pielęgniarki. To nie tylko pomoc medyczna, ale też relacje, jakie się między nami nawiązują. Mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, zawsze zostanę wysłuchana, mogę liczyć na jakąś poradę czy komplement: „O, jak ładnie dziś pani wygląda” sprawiają, że nad dniami wypełnionymi bólem wschodzi słońce – tłumaczy pani Jadwiga. Wydaje się, że w hospicjum nie ma pracownika, który nie czuje się powołany do tej właśnie służby. Maria Włoczyk, psycholog, należała do rodziny Anny Olszewskiej, założycielki hospicjum. – Mówiliśmy o niej „panna Hania”. To była niesamowita kobieta! Pamiętam ją jako życzliwą, uśmiechniętą, pełną miłości. Zawsze całowałam ją w rękę, bo darzyłam ją ogromnym szacunkiem. Gdy zmarła, zapragnęłam oddać się chorym tak, jak ona. Dziś pomagam pacjentom obłaskawić śmierć, odnaleźć nadzieję i umrzeć w jak najlepszej kondycji psychicznej i duchowej. Czasem sobie myślę, że „panna Hania” nas wybrała i pozbierała sobie ekipę, która będzie kontynuować jej dzieło. Więcej informacji o hospicjum na stronie: www.hospicjumskierniewice.pl i na Facebooku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół