• facebook
  • rss
  • Modlitwa wydobywa z nas piękno!

    s. Anna Maria Pudełko

    dodane 16.03.2014 07:39

    Chrystusa spotykam w sanktuarium duszy, gdzie objawia mi swoje oblicze.

    Dziś rozważamy Ewangelię wg św. Mateusza 17,1-9.

    Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.

    Jezus zabiera ze sobą trzech najbliższych Mu uczniów. Objawia im swoje Boskie piękno, chwałę przemienionego Oblicza. Światło, które rozświetla osobę i ubranie Jezusa, promieniuje z Jego wnętrza, z Jego modlitewnego dialogu z Ojcem. Apostołowie uczestniczą w bardzo ważnym momencie. Ojciec objawia im, kim jest Jezus! Jest umiłowanym Synem, a jednocześnie jedyną Drogą ku Ojcu i jedynym Nauczycielem Prawdy dającej życie. Blask bijący od Jezusa to nie tylko modlitwa, lecz także miłość zdecydowana dać siebie do końca! Jezus rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem o swoim odejściu, o tym, jak opowie ludziom, że są umiłowani bezgranicznie, czyli poprzez mękę, śmierć i zmartwychwstanie.

    Każdy z nas jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Każdy nosi w sobie Jego piękno, chwałę, moc, godność. Kiedy i w nas rozbłyskuje to wewnętrzne światło? Kiedy się modlimy i kiedy wybieramy gesty miłości przekraczające nasz egoizm. Wtedy jesteśmy jak Jezus podobni do Ojca, wtedy nie tylko nasze dusze, ale my cali jesteśmy opromienieni chwałą Bożą. Inni widzą w nas radość i pokój, doświadczają serdeczności i współczucia, czują się przyjęci i pojednani.

    Czy stać mnie na odwagę wyjścia w nieznane, „wyjścia na górę” ciszy i modlitwy, aby tam Jezus mógł objawiać mi siebie, swoje piękno i swoją miłość? Czy pozwalam, aby Jego obecność przemieniała mnie, a dzięki mnie moje środowisko życia?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół