• facebook
  • rss
  • Rekonstruktorzy pamięci

    dodane 10.04.2014 00:00

    Grupa zapaleńców w środku tygodnia wzięła urlop w pracy, żeby odnowić miejsce pochówku partyzantów.

    Niespełna 10 km od Sochaczewa na terenie gminy Rybno leży wieś Bronisławy. To tutaj 70 lat temu miały miejsce dramatyczne wydarzenia. Otoczony przez Niemców Oddział Partyzancki Armii Krajowej o kryptonimie „Socha” został doszczętnie rozbity.

    Mieli nie walczyć

    Niedawno zmarły ppor. Stanisław Janicki, żołnierz Kedywu w okręgu sochaczewskim, tak opowiadał po latach o swoich kolegach: „To byli bardzo odważni chłopcy. Przed wojną należeli do harcerstwa. W zadziwiająco krótkim czasie stali się doświadczonymi żołnierzami. Brawurowe akcje dywersyjne rozwścieczały hitlerowców. Zaczęło się od rozklejania ulotek, a skończyło się na wysadzeniu pociągu i dwóch wyrokach śmierci wykonanych na dwóch komendantach żandarmerii”. Jednak w OP „Socha” mieli inne zadania. Po sformowaniu oddziału otrzymali dyspozycje krążenia po terenie powiatu, unikając zaangażowania w walkę. Głównym zadaniem żołnierzy miało być odbieranie zrzutów alianckiej broni. W związku z rozkazem OP „Socha” podejmował marsze tylko nocą, a przed świtem na cały dzień zapadał na kwatery u okolicznych gospodarzy. 4 kwietnia 1944 r. ok. 3.00 oddział w sile 25 ludzi dotarł do wsi Bronisławy. Na postój wybrano gospodarstwo Jana Wagnera. Kilka minut po 9.00 (wedle innych relacji – ok. 13.00) partyzanci zostali zaatakowani z trzech stron przez oddziały niemieckie. Siły wroga, zebrane z Sochaczewa, Chodakowa, Bielic i Łowicza, szacowano na ok. 500 ludzi. Byli to żołnierze różnych formacji oraz żandarmi i policja granatowa. Otoczeni akowcy nie mieli odpowiedniego uzbrojenia do walki na większą odległość, nie mogli też liczyć na żadną pomoc z zewnątrz. Dodatkowo Niemcy użyli samolotu, który ostrzeliwał Polaków z broni pokładowej. W tych warunkach, mimo zażartego oporu partyzantów, wynik walki został przesądzony. 4 ranni żołnierze AK zostali pojmani na polu walki. Dwaj z nich uciekli z posterunku Schutzpolizei, dwóch zostało wywiezionych do Warszawy i rozstrzelanych na Pawiaku. Poległych żołnierzy pochowano na wzgórzu obok wsi. W pierwszą rocznicę bitwy, po odprawieniu Mszy św. w kościele w Rybnie, ciała zabitych przewieziono na cmentarz wojenny w Sochaczewie.

    Spójne napisy

    Po wojnie weterani AK ufundowali tablicę pamiątkową na pomniku w miejscu bitwy oraz krzyż w pierwszym miejscu pochówku. Przez wiele lat pole walki odwiedzały rodziny partyzantów oraz wycieczki. Z czasem pamięć o wydarzeniu zaczęła zanikać. Przed 20 laty mieszkańcy wsi odnowili krzyż. Jednak z czasem jego stan był coraz gorszy. Do działania przystąpili więc członkowie Muzealnej Grupy Historycznej im. II/18 pp z Sochaczewa. Grupa zapaleńców w środku tygodnia wzięła urlop w pracy i pojechała na miejsce pierwotnego pochówku partyzantów, żeby zamiast starego krzyża ustawić nowy. W ten sposób chcieli godnie uczcić 70. rocznicę bitwy. – Od 16 lat wyszukujemy na terenie powiatu sochaczewskiego miejsca pamięci związane z walką żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Krajowej – mówi Jakub Wojewoda, historyk i społecznik, lider MGH II/18 pp. – Przyjechałem do Bronisławów, gdzie znajdują się krzyż i kamienny obelisk upamiętniający bój oddziału AK. Skontaktowałem się z wójtem Rybna, który przekazał na ich odnowienie pieniądze. Specjalistyczna firma wykonała za nie konserwację obelisku. My zaś zajęliśmy się społecznie resztą. Pomógł nam pan Kopala z tartaku w Lubiejewie, który zrobił krzyż w cenie drewna, nie biorąc wynagrodzenia za wykonanie. Bezpłatny transport to zasługa Grzegorza Nitka. Nieocenioną pomoc uzyskaliśmy od firmy Budomat, dzięki której mogliśmy zamontować nowy, ważący ponad 350 kg i mierzący 4,5 m krzyż. Nowo zaprojektowana tablica zawiera przy większości nazwisk poległych partyzantów ich zdjęcia. To efekt żmudnej pracy w archiwach. Przy nazwiskach podany jest też wiek, pseudonim oraz stopień wojskowy. Na tablicy na obelisku, zamiast „hitlerowców”, pojawiło się słowo „Niemców”. – Po konsultacjach stwierdziliśmy, że obie tablice powinny mieć spójne napisy. Poza tym nie każdy, szczególnie spośród młodych ludzi, wie, jakiej narodowości byli hitlerowcy – tłumaczy J. Wojewoda.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół