• facebook
  • rss
  • Nikogo nie trzeba namawiać

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 17/2014

    dodane 24.04.2014 00:00

    Miłosierna szkoła. Jej uczniowie reagują na nieszczęścia innych. Nie potrafią inaczej. Taką postawą zarażają ich nauczyciele i starsi koledzy.

    Od kilkunastu lat 20-letni Michał Tomczyk zmaga się z chorobą, której lekarze nie potrafią jednoznacznie zdiagnozować ani znaleźć jej przyczyny. O jego zdrowie walczą zdesperowani rodzice. Kiedy stanęli pod ścianą, nie mając już pieniędzy na leczenie syna, z pomocą przyszli im uczniowie ZSP im. W.S. Reymonta w Rawie Mazowieckiej, organizując kwestę i kiermasz świąteczny.

    Dar z nieba

    Historia choroby Michała mogłaby posłużyć za osobną opowieść. Naocznym świadkiem jego zmagań jest mama. Pani Marzena non stop czuwa przy synu. Niejedna nieprzespana noc, dramatyczne chwile, gdy jej dziecko dostaje ataku padaczki i cały czas tląca się w sercu nadzieja, że w końcu ktoś wskaże jej właściwy sposób leczenia. – Michał urodził się jako zdrowy chłopiec. Gdy miał 3,5 roku, doznał urazu głowy. Lekarz zapewniał nas, że nie stało się nic poważnego – mówi Marzena Tomczyk. W II klasie szkoły podstawowej Michał zaczął nagle tracić wzrok. Pomogło podanie sterydów. Do czasu. Zaczął niewyraźnie mówić, tracił orientację, dławił się. W styczniu 2007 r. postawiono diagnozę – rozsiane zapalenie mózgu. Chorobie towarzyszył niedowład lewej strony ciała. Pojawiły się problemy z sercem i ponownie ze wzrokiem. Pomóc miał pobyt w Centrum Matki Polki w Łodzi. Ale po okresach poprawy następował powrót choroby. Pojawił się kolejny problem – Michał skończył 18 lat. NFZ nie refunduje w tej placówce leczenia dorosłych pacjentów. Zmiana szpitala i konsternacja. Kolejny lekarz nie potwierdza diagnozy. Pięć lat intensywnego leczenia stracone. Pani Marzena wraz z mężem szukają pomocy u innych specjalistów. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za leczenie Michała. A choroba postępuje. Brakuje też pieniędzy na ciągłe wyjazdy do lekarzy, rehabilitację i odżywki. Leszek – tata Michała – traci pracę, po roku zakłada firmę usługową. Próbuje wyjść na prostą, ale mimo starań, są miesiące, że koszty prowadzenia firmy są większe niż dochody. Wolne chwile spędza przy synu, odciąża wtedy żonę od opieki. Życie Tomczyków kręci się wokół Michała i jego choroby. Jednego dnia uczniowie z „Reymonta” zebrali dla Michała przed kościołem oo. pasjonistów w Rawie Mazowieckiej ponad 12 tys. zł. Kwestowali z puszkami i sprzedawali wielkanocne ozdoby. – To dla nas ratunek, jak dar z nieba. Tak to bym siedziała, patrzyła na moje dziecko i nic nie byłabym w stanie zrobić. Jestem wdzięczna dyrekcji, nauczycielom, młodzieży i księżom za zaangażowanie. Dziękuję również rawianom za hojność – mówi pani Marzena.

    Wspólnie z nauczycielami

    Dwa miesiące przygotowań do kiermaszu zaowocowało powstaniem ok. 500 pisanek i 200 kartek. Robili je uczniowie i nauczyciele. W szkole zorganizowano nawet warsztaty robienia pisanek techniką decoupage’u oraz haftu temari i quillingu. Zdobienie jajka jedną z tych technik zajmuje kilka godzin, ale warto było. Powstały przepiękne ozdoby. Takie akcje służą integracji nauczycieli i młodzieży. – Zbliża się dzień kiermaszu. Trzeba stać przez cały dzień od 7 rano przed kościołem, a na liście zgłoszeniowej zapisanych jest już ponad 40 uczniów. Nikogo nie trzeba było namawiać – mówi Beata Paramuszczak, opiekun samorządu szkolnego. Niektórzy uczniowie mieszkają poza Rawą. W niedzielę przejechali ponad 20 km. Jedna z nauczycielek poświęca swój wolny czas. Robi kanapki. Przywozi je pod kościół wraz z termosem. To dla uczniów, żeby nie byli głodni. Dla Michała zebrane pieniądze to impuls do życia. Zaczął odważniej patrzeć w przyszłość. Pojawiły się marzenia, które dzięki nim chce zrealizować. Przede wszystkim – samodzielnie się poruszać. Wierzy, że opłacona ze zbiórki dalsza rehabilitacja mu w tym pomoże.

    Taki jak inni

    Pomoc dla Michała to niejedyna akcja charytatywna, w jaką zaangażowali się uczniowie rawskiej szkoły. Ostatnio, dzięki swojej determinacji, stworzyli jedną z najbardziej okazałych „szlachetnych paczek” w województwie łódzkim. Pamiętają o dzieciach z domu dziecka, ale przede wszystkim o swoich niepełnosprawnych kolegach i koleżankach ze szkolnej ławy, choć często wygląda to tak, że nie widują ich w szkole (ze względu na chorobę na lekcję indywidualne przyjeżdżają do nich nauczyciele). Jednym z takich uczniów jest Robert Rodzik, chorujący na zanik mięśni. – Roberta znam od gimnazjum, bo już wtedy go uczyłam – mówi katechetka Aneta Miśkiewicz. – To nie jest tak, że on figuruje tylko na liście obecności i nikt go nie zna. Jest z klasą bardzo zżyty. Uczniowie cały czas mają z nim kontakt. Co tydzień odwiedza go grupa osób, a jak są jakieś ważniejsze uroczystości, idzie do niego cała klasa wraz z wychowawcą. Obserwując go, widzę, że to daje mu chęć do życia. Czuje, że jest tak samo ważny, jak inni. Sebastian Chinowski jest w klasie razem z Robertem. – To jest nasz przyjaciel, tylko że nie możemy się z nim widzieć na co dzień w szkole – mówi. Najbardziej ceni u niego wytrwałość. – Z rozmowy z uczniami wynika, że dzięki takim spotkaniom doceniają wartość życia. Cierpienie Roberta uczy ich, że cokolwiek w życiu się wydarzy, można żyć i czerpać z tego radość, jeśli ma się wokół siebie grono przyjaciół – dodaje A. Miśkiewicz.

    Wzorowy samorząd

    Dzięki kweście, przeprowadzonej przez uczniów szkoły, Robert ma specjalistyczne łóżko i laptop. Przez internet kontaktuje się ze swoim kolegami i koleżankami. Dla Oli Śliwki, uczennicy „Reymonta”, u której wykryto guza mózgu, zorganizowano koncert charytatywny. Działania uczniów doceniają inni. Symbolem tego jest nagroda – statuetka w konkursie na najlepszy samorząd uczniowski, a na niej napis: „Wyróżnienie za działalność charytatywną dla Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Władysława Reymonta w Rawie Mazowieckiej”. Od kilku lat samorząd tej szkoły jest wzorem dla innych. – Wygląda to inaczej niż w innych placówkach. Nie jest to tylko przewodniczący, zastępca i kilku członków. Nasz samorząd jest gigantyczny. Nie ma tu ograniczeń. Działa nawet 50 uczniów, a i tak, jak organizujemy jakieś akcje, podłączają się ko- lejni uczniowie, którzy formalnie nie są zapisani do tego gremium. Dla nas samorząd to wszyscy uczniowie szkoły – mówi B. Paramuszczak. – Kończąc gimnazjum, chciałem dostać się do „Reymonta”. Byłem przekonany, że tu będę mógł coś więcej robić oprócz nauki – mówi S. Chinowski. Teraz jest w klasie maturalnej i wie, że się nie pomylił. Coraz częściej z nowymi rocznikami uczniów trafiają tu młode osoby, które chcą działać społecznie. Szkoła im to umożliwia. Dba o to grono nauczycieli wraz z dyrekcją. – Nie jest prawdą, że młodzież nie chce być z dorosłymi. Jeżeli nauczyciel jest poza albo nad nimi, nic dobrego z tego nie wyniknie. Każde dziecko chce, żeby się nim interesować. Trzeba z nim rozmawiać – mówi dyrektor Andrzej Romańczuk. Ten sposób wychowania poleca także rodzicom. Dzięki takiemu podejściu do młodzieży w jego szkole nie ma zjawiska przemocy, a uczniowie wiedzą, że czynienie dobra ma sens.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół