• facebook
  • rss
  • Nawet do ministra!

    Monika Augustyniak


    |

    Gość Łowicki 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    – Najpierw założyłam grupę na Facebooku i opisałam, co zamierzam. Kiedy okazało się, że po 10 minutach należało do niej ponad 100 osób, zrozumiałam, jak wiele mam chce należeć do takiego klubu i że nie mogę się wycofać – mówi Monika Bursztynowicz.

    Regularne spotkania ze specjalistami i ciekawymi ludźmi, szerokie grono znajomych z podobnymi problemami i radościami, wspólne wyjścia, wymiana doświadczeń i wzajemna pomoc – to tylko część zalet członkostwa w klubie mam. Te w naszej diecezji – w Skierniewicach i Łowiczu – wciąż poszerzają horyzonty. Ich imprezy to już nie tylko spotkania dla zrzeszonych, ale często dla całego miasta. Tak było w przypadku Dnia Dziecka i wielu innych imprez.


    Zgrany team


    – Moje dziecko miało kilka miesięcy, siedziałam sama w domu, koleżanki nie miały swoich pociech i myślałam, że zwariuję – wspomina M. Bursztynowicz, pomysłodawczyni Klubu Mam w Skierniewicach. – Pomyślałam, że skoro w Warszawie i wielu innych miastach mamy potrafią się zrzeszać, to czemu u nas miałoby być inaczej? Kiedy na moje zaproszenie na Facebooku odpowiedziało kilkaset osób, zaczęłam działać. Wiedziałam, że muszę znaleźć grupę zaufanych osób, z którymi podzielimy się obowiązkami.


    Pracownicy MOK odesłali ją do Ireny Reszki, która uczestniczyła w poprzednim Klubie Mam i jako jedna z niewielu wykazywała się zmysłem organizacyjnym. 
– Monika przyszła do mnie do firmy i opowiedziała o swoim pomyśle – mówi pani Irena. – Szybko okazało się, że myślimy bardzo podobnie, mamy te same dążenia i plany. Co więcej, przypadłyśmy sobie do gustu i dziś łączy nas przyjaźń, która pomaga jednomyślnie działać na rzecz klubu.


    Założycielki zaprosiły do współpracy jeszcze dwie mamy, jednak organizacja zaczęła pochłaniać tak wiele czasu i energii, że nie każda mogła sobie na to pozwolić. Po jakimś czasie do drużyny dołączyła Ewa Głowacka, odpowiedzialna za prowadzenie bloga.


    – Może się wydawać, że taki klub mamy to nic trudnego, raz dwa i jest, ale w rzeczywistości wymaga on od nas ogromnego zaangażowania, kreatywności, a czasem uporu – opowiada pani Monika, mama małej Zosi. – Może fakt, że do czasu otwarcia odbyłam 60 spotkań, jakoś to zobrazuje. Napisanych i wysłanych dokumentów nie zliczę. Trzeba zapukać do wielu drzwi, by otworzyły się te jedne, za którymi stoją sprzymierzeńcy. Cztery miesiące zajęło nam przygotowanie się do otwarcia. Ale doping zadowolonych mam dodaje nam sił i wiemy, że warto się trudzić.


    Pomysły z piaskownicy


    Dziś, po pięciu miesiącach od oficjalnego otwarcia, skierniewicki Klub Mam ma już swoją markę. Piątkowe spotkania ze specjalistami, wspólne wyjścia na place zabaw i do klubów to nie wszystko. Coraz częściej zdarza się, że nie mamy ubiegają się o współpracę z firmami, ale firmy chcą promować się w gronie zorganizowanych opiekunek.


    – Tak było choćby z Dniem Dziecka – mówi pani Monika. – Zadzwonił do mnie właściciel klubu Drugi Dom i zapytał, czy nie zechciałybyśmy zorganizować u niego zabawy dla maluchów. Nie miałyśmy tego w planie, ale pomyślałyśmy: „Czemu nie?”. Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej.
Na pytanie, skąd pomysły na spotkania i imprezy, mamy odpowiadają ze śmiechem: „Z placu zabaw”. – Siedzimy w piaskownicy ze swoimi dziećmi i jedna mówi: „Moje dziecko lubi konie”. Na to druga: „Moje też.” I rusza maszyna z pomysłami: „To może zorganizujemy jakąś imprezę?”. Tak powstał pomysł Ekopikniku z indiańską wioską, który odbędzie się 15 czerwca nad zalewem. To duże spotkanie, pełne atrakcji i niespodzianek, na które zapraszamy całe rodziny – mówi pani Irena, mama Artura i Janka.


    Wydaje się jednak, że najodważniejszym krokiem była majowa wizyta mam-organizatorek w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Spotkanie dotyczyło utworzenia kolejnego żłobka w Skierniewicach. Mamy wykazały się przedsiębiorczością i pomysłami, a minister Władysław Kosiniak-Kamysz ukazał realne możliwości, jakie stoją przed tym przedsięwzięciem.


    – Na Ekopikniku będziemy zbierać podpisy pod petycją, by w kolejnym budżecie miasta znalazło się 20 proc. na stworzenie żłobka, resztę zaś obiecał nam pan minister – mówi pani Irena. – Często rozmawiamy w naszym gronie, że chętnie wróciłybyśmy do pracy, ale nie mamy z kim zostawić dzieci. Dlatego też postanowiłyśmy działać. W końcu to w naszym interesie.


    Śladami skierniewickich mam podążyły te z Łowicza. W swojej grupie mają już ponad 330 osób, a 1 czerwca odbył się pierwszy wyjazdowy Dzień Dziecka w Nieborowie. – Ściśle współpracujemy z mamami ze Skierniewic, ich doświadczenie pomaga nam uniknąć pewnych błędów lub szybciej coś zorganizować – mówi Karolina Pęczkowska. – A zapotrzebowanie jest ogromne! Dzisiejsze mamy nie chcą wychowywać dzieci w pojedynkę, chcą się spotykać, pomagać sobie, zawiązywać nowe przyjaźnie i organizować czas sobie i swoim pociechom. Od tego właśnie są nasze kluby.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół