• facebook
  • rss
  • Dla innych, bez roszczeń

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 24/2014

    dodane 12.06.2014 00:00

    Ich organizacja to niemały koszt dla parafii, ale dzięki nim ludzie stają się bardziej otwarci.

    Parafialne festyny integrują wspólnotę i pozwalają się bliżej poznać. Rozrywka jest na dalszym planie, choć też jest ważna. Ale bez zaangażowania wielu osób, które poświęcają swój czas na ich organizację, nie byłoby to możliwe.

    Święto parafii

    Od kilku lat, kiedy zbliża się Dzień Dziecka, w parafii św. Macieja Apostoła w Bełchowie trwają intensywne przygotowania do imprezy zwanej „Bełchowskie Familijki”. Pomysł parafialnego festynu wyszedł od proboszcza ks. Pawła Staniszewskiego. Nazwę podsunął prefekt ks. Piotr Staniszewski. Familia to przecież po łacinie rodzina. A festyn z założenia miał być świętem rodziny i integrować parafian.

    Już podczas pierwszej edycji przyciągnął tłumy. Do Bełchowa przyjechali wtedy mieszkańcy Skierniewic i Łowicza. Także i w tym roku przykościelny plac tętnił życiem. Szczególnie najmłodsi korzystali z różnych atrakcji. Z myślą o nich przygotowano quizy, konkursy, dmuchaną zjeżdżalnię i zawody sportowe. Organizatorzy zapewnili im także bezpłatny posiłek. Starsi mogli wykazać się w przeciąganiu liny i rzucie piłką lekarską. W kategorii kobiet rywalizowały panie z kół gospodyń wiejskich. O zwycięstwo wśród mężczyzn walczyli strażacy z OSP. Na najlepszych czekały nagrody, a kto miał szczęście w loterii, cieszył się z tabletu, telewizora czy roweru. Mało brakowało, a festyn nie odbyłby się. – Kiedy powiedziałem na spotkaniu rady parafialnej, że nie jesteśmy w stanie ponieść kosztów organizacji, usłyszałem: „Jak to nie będzie »Familijek«?! Będą! Skromniejsze, ale będą” – mówi ks. Paweł. Zorganizowanie festynu to spory wydatek. Na głowie proboszcza jest nie tylko przekonanie sponsorów, ale i zdobycie stosownych zezwoleń od urzędników. Na szczęście przy pomocy parafian, którym zależało na festynie, udało się zwalczyć przeciwności. Pomogli także wójt Nieborowa i filia GOK w Bełchowie. I znów można było mile spędzić niedzielne popołudnie, a impreza wcale nie była skromniejsza niż przed rokiem. Największą furorę zrobiły występy na scenie osób dobrze znanych mieszkańcom. – Przez ten festyn chcieliśmy pokazać, że parafia to nie tylko jakaś oderwana instytucja, ale lokalny Kościół jako wspólnota. Panie, które przygotowały występ, zrobiły to z czystego serca, bez żadnej chęci zarobku. Swój talent pokazały maluchy i osoby powyżej 60. roku życia. Swoje zrobiła otwartość naszych księży na takie inicjatywy. Dzięki temu ludzie są bardziej wrażliwi na potrzeby parafii – mówi Jan Kacprzak, przewodniczący rady parafialnej.

    Cegiełki dla parafii

    Festyn parafialny to doskonały sposób na integrację. Rok temu w Pilawicach zorganizowano go po raz 8. Początki były skromne, ale z roku na rok impreza rozrasta się. – To duża zasługa Igora Drużyńskiego – mówi parafianka Anna Żakowska. – Zobaczyłem, że jest to coś fajnego i warto to rozwijać – tłumaczy pan Igor, organista. Parafia Matki Bożej Miłosierdzia w Pilawicach to niewielka wspólnota. Liczy ok. 900 mieszkańców. Ale raz do roku następuje pospolite ruszenie. Dożynki to prawdziwe święto. Panie z kół gospodyń wiejskich lepią pierogi, młodzież przygotowuje się do występów. Specjalnie na festyn powstał nawet zespół „Pliawckie Jarzębiny”, który rozwesela swoimi piosenkami widownię. Szukaniem sponsorów zajęli się młodzi parafianie. Wszystko koordynuje I. Drużyński. Cel imprezy jest szczytny. Organizowana jest „Cegieliada”, z której dochód stanowi sporą część budżetu niebogatej parafii. Kiedyś sceną była przyczepa. Teraz rozstawiana jest profesjonalna, z odpowiednim nagłośnieniem. Efekt jest taki, że przyjeżdżają tu ludzie z odległych miejscowości, bo mogą liczyć na dobrą rozrywkę. – Jesteśmy jednymi z nielicznych organizatorów festynów, którzy za każdą wykupioną cegiełkę dają prezent – podkreśla pan Igor. W ten sposób doceniają hojność parafian. – Z roku na rok zaangażowanie ludzi jest większe. Zauważyłam, że stali się bardziej otwarci. Cieszą się, że mogą się spotkać i mile spędzić czas – mówi pani Anna. Impuls do działania parafianom dał ks. Jacek Kijewski, przed laty proboszcz w Pilawicach. Tradycję festynów podtrzymał obecny proboszcz ks. Rajmund Rzepkowski. – Najtrudniej jest zorganizować festyn po raz pierwszy. W Pilawicach się udało, bo ludzie nie wyszli z postawą: „nam się należy”, ale: „od nas innym”. Przy takich imprezach nie chodzi o to, żeby cała organizacja spoczywała na jednej czy dwóch osobach. Trzeba przełamać barierę roszczeniową. Musi się w to włączyć więcej ludzi – mówi ks. Kijewski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół